Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Turysta zasłabł w trakcie pływania w oceanie w USA. Efekt? Zatrzymanie akcji serca i stan krytyczny. Koszty ratowania życia przekroczyły 800 tys. zł, z czego większość poszła na hospitalizację poszkodowanego.

- Stany Zjednoczone, podobnie jak Kanada czy Australia, od lat są wysoko na liście krajów z najdroższymi interwencjami. Wynika to z wysokich stawek, jakie trzeba tam zapłacić za leczenie. Turysta bez zapłacenia z własnej kieszeni ochrony ubezpieczeniowej ma w takim przypadku duży kłopot, nie tylko ze względu na stan zdrowia, ale także rachunek - mówi Piotr Ruszowski, dyrektor sprzedaży w Mondial Assistance.

To najdroższa z ubiegłorocznych interwencji medycznych w rankingu przygotowanym przez Mondial Assistance. Na drugim miejscu znalazła się operacja guza mózgu turysty w Chinach. Koszt? 624 tys. zł, z czego ponad 600 tys. zł za transport do szpitala. - Air-ambulans tradycyjnie odpowiada za bardzo znaczącą część składową kosztów pomocy medycznych. W każdym kraju kosztuje to bardzo dużo, nawet w Czechach czy na Słowacji to ponad 10 tys. zł - wylicza Ruszowski.

Choć podane koszty są rekordowe, to zrujnować budżet może nawet rachunek na 20-50 tys. zł. Płacilibyśmy, bo zapomnieliśmy kupić polisę za kilkadziesiąt złotych. Najwięcej kosztują wypadki poza Unią Europejską. Dlatego, że w takich krajach jak USA czy Chiny rachunki za leczenie trzeba pokryć z własnej kieszeni.

- Polscy turyści nieposiadający stosownej polisy za pomoc medyczną nierefundowaną przez NFZ (np. ze względu na obecność w kraju niepodlegającym refundacji lub wobec braku Europejskiej Karty Ubezpieczania Zdrowotnego) muszą płacić sami - tłumaczą eksperci Mondial Assistance.

W UE także się płaci

Dużo możemy wydać też na leczenie na terenie UE. I to mimo że mamy w kieszeni kartę EKUZ. Powód? - Zapewnia ona bezpłatną podstawową opiekę medyczną w takim zakresie, na jaki mogą liczyć obywatele danego państwa. Duża część świadczeń jest wyłączona - przypominają eksperci.

Jakich? Karta nie zapewnia opieki w placówkach prywatnych, ale jedynie w publicznych. EKUZ nie rekompensuje też kosztów zaawansowanej diagnostyki i bardziej skomplikowanych zabiegów, nie zadziała również przy uprawianiu sportów ekstremalnych i nie pokryje transportu medycznego zarówno w kraju, w którym doszło do wypadku, jak i transportu do Polski. A transport śmigłowcem poszkodowanego np. ze stoku narciarskiego do szpitala jest zazwyczaj najdroższy.

To nie koniec. W większości państw, jeżeli nie mamy odpowiedniego ubezpieczenia, musimy pokryć wszelkie koszty akcji ratunkowej w górach. Tylko Polska jest tu wyjątkiem! Na Słowacji i w Alpach trzeba zapłacić.

W przypadku pobytu w kraju panuje przekonanie, że nie potrzeba dodatkowej ochrony. A warto ją mieć, jeśli planujemy uprawianie sportów.

Sportem ekstremalnym dla towarzystw ubezpieczeniowych są nawet piesze wycieczki po górach. - Osoby idące w góry w celach wypoczynkowych, spacerujące wyznaczonymi szlakami obejmujemy w ramach sportów rekreacyjnych. Natomiast jeśli ktoś wybiera się w góry powyżej 3200 m n.p.m. lub bierze udział w zawodach lub przygotowaniach do nich, to takie czynności klasyfikujemy jako sporty ekstremalne lub wyczynowe uprawianie sportów - wyjaśnia Katarzyna Ostrowska, rzeczniczka Uniqa.

Podobnie jest w PZU, gdzie wyjście w góry powyżej 2500 m n.p.m. jest już uznawane za sport wysokiego ryzyka. Wymagana jest dodatkowa składka. Z kolei Link4 w ogóle nie ubezpiecza wypraw w góry powyżej 5500 m n.p.m. A do tej wysokości potrzebna jest polisa na uprawianie sportów wysokiego ryzyka. Koniecznie radzimy przeczytać warunki ubezpieczenia i sprawdzić wyłączenia od ochrony.

Ile to kosztuje?

- Podstawowe ubezpieczenie tygodniowego wyjazdu do kraju UE kosztuje kilkanaście złotych. Za tę kwotę możemy się ubezpieczyć na blisko 35 tys. zł kosztów leczenia, oddzielnie 30 tys. zł transportu medycznego i mieć ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków na sumę 15 tys. zł.

- Nieco rozszerzone za 30 zł obejmuje koszty leczenia do 80 tys. zł i koszty transportu do 50 tys. zł.

- Gdy za polisę zapłacimy ok. 55 zł, towarzystwo ubezpieczeniowe bierze na siebie odpowiedzialność pokrycia kosztów leczenia do 250 tys. zł, a kosztów transportu - do 80 tys. zł.

To stawki dla osoby w wieku powyżej 26 lat. Dla dziecka do 18. roku życia ceny są o kilka złotych niższe.

W przypadku krajów spoza UE stawki w poszczególnych wariantach rosną blisko dwukrotnie.

Pamiętajmy, że czasem nie warto oszczędzać. Ceny polis są niewysokie, jeśli weźmiemy pod uwagę możliwe konsekwencje wyjazdu bez polisy. Wybierajmy większą sumę ubezpieczeniową, kiedy planujemy wyjazd poza UE lub aktywny wypoczynek.

Zwiedzającym Europę w zupełności wystarczy pakiet obejmujący 100-120 tys. zł sumy kosztów leczenia. Podróżujący dalej powinni już wybrać droższy wariant, z sumą na poziomie 200-250 tys. zł. Koszt takiej polisy to ok. 100 zł.

W krajach Ameryki Północnej koszty leczenia są wyższe niż gdziekolwiek indziej na świecie, dlatego też suma ubezpieczenia powinna być większa - 400 tys. zł to optymalna wartość. Koszt takiej polisy może sięgać kilkuset złotych, ale lepiej być przezornym. Ceny ubezpieczeń turystycznych rosną też wraz z wiekiem i ryzykami chorób przewlekłych, serca, krążenia, cukrzycy, alergią itp.

Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra". W tym numerze:

Uwaga promocja! 34,39 zł za list polecony z upomnieniem

Postarzanie AGD nie istnieje

Plusy i minusy płatności zbliżeniowych

Na narty! Gdzie i za ile?



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.