Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu


W polskiej Ikei mebel kosztuje 2799 zł. Sporo jak na biurko, ale w końcu w tym modelu można regulować wysokość blatu elektrycznie. W szwedzkiej Ikei to samo biurko kosztuje jednak 4595 koron, czyli jakieś 2140 zł.



- Prosiłem Ikeę o wytłumaczenie, czemu biurko kosztuje ponad 30 proc. więcej w Polsce niż w Szwecji. Tym bardziej że według sprzedawcy biurko jest produkowane w Polsce - relacjonuje czytelnik. Zabrał się mocno do rozwikłania tajemnicy biurka "znajomego" i na polskim fanpage'u sieci na Facebooku zapytał o to trzykrotnie. Prawdopodobnie mógłby jeszcze zapytać i pięć razy, bo i tak nikt mu nie odpowiedział. Administratorzy go zignorowali, mimo że odpowiadali innym czytelnikom na tematy pokroju "czy jeszcze dostępna jest poszewka na poduszki o nazwie XXX?".

To, że ten sam produkt w jednym kraju może być dużo droższy niż w innym, to jednak w handlu norma, i to od lat, mimo że teoretycznie ceny można porównać przez internet.

Kolejny przykład. Pan Tomasz kilka lat temu wybrał się do Bawarii na urlop. W lokalnej drogerii znalazł krem na odparzenia dla niemowląt Penaten. Krem kosztował tam 2 euro, czyli niespełna 9 zł. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że w Polsce krem kosztował wtedy ponad 20 zł. Kasjerka również nie mogła w to uwierzyć i doradziła czytelnikowi, aby powrócił w poniedziałek, bo będzie promocja i Penaten po 1,79 euro.

Skąd się biorą takie cuda?

Powód pierwszy - cena zależy od modelu sprzedaży

W Europie Zachodniej niskie ceny są głównie w promocjach. Normalnie klient płaci, i to dość słono, ceny tzw. regularne. Specjaliści określają to zjawisko jako "model typu hi-lo", co brzmi jak nazwa postaci z "Gwiezdnych wojen".

Polski handel (i usługi też) poszedł jednak w stronę innego modelu: "codziennie niskie ceny". Niezależnie od tego, czy klient przyjdzie w poniedziałek, czy w sobotę, chce zapłacić mało. To z kolei handlowcy określają jako EDLP ("every day low price").

Powód drugi - lokalna specyfika

W Polsce mamy mnóstwo lokalnych producentów kosmetyków, a co za tym idzie - konkurencja między nimi jest zacięta, oferta produktów zaś dużo szersza niż w sklepach w innych krajach UE. Prześwietlmy popularny kosmetyk.

W brytyjskim Tesco dezodorant Old Spice Original (150 ml) kosztuje 5,79 funta, czyli prawie 33 zł. Podobny dezodorant w polskim Tesco (podobny, bo mniejszy - 125 ml) - 11,99 zł. Dla porównania: polski Rossmann sprzedaje po 10,79 zł opakowanie 150 ml. Traf chce, że teraz jest tu na niego promocja i kosztuje 8,99 zł. Z kolei w niemieckim Rossmannie ten sam spray to wydatek 2,79 euro (czyli ponad 12 zł).

Z drugiej jednak strony, mimo że Niemcy są od nas dużo bogatsi, ceny w ich sklepach są porównywalne albo niewiele wyższe niż u nas. W Niemczech szczególnie opłaca się jednak kupować słodycze (są tańsze niż w Polsce) oraz chemię domową (Polacy uważają, że jest dużo lepsza, choć niekoniecznie tańsza).

Kawa Jacobs Krönung w promocji w niemieckim Lidlu kosztuje 3,77 euro, czyli 16,7 zł (opakowanie 500 g). To o 31 proc. mniej niż zazwyczaj. Normalna cena to 5,49 euro, czyli ponad 24 zł. W Polskim Lidlu w promocji kawa ta kosztuje 17,99 zł. Normalna cena jest o 10 proc. wyższa (19,99 zł).

- Podstawowy sok pomarańczowy albo podstawowa czekolada mogą być w Niemczech tańsze niż w Polsce. Mówimy o porównywalnych specyfikacjach, bo oczywiście zawsze można stworzyć produkt jeszcze tańszy, ale będzie on coraz mniej jadalny - zastrzega Grzegorz Łaptaś, dyrektor w firmie doradczej PwC.

Jak tłumaczy Łaptaś, Niemcy przykładają dużą wagę do zrozumienia wartości użytkowych, składu i jakości produktu. Stąd tak popularne są tam marki własne sieci. W marce własnej płacimy za produkt, a nie brand. Poza tym w Niemczech handel jest mocno skonsolidowany i skala działania sieci typu Aldi albo Lidl daje im dużą siłę przetargową wobec dostawców. W Polsce top 10 sieci spożywczych to połowa rynku, a w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii - około trzech czwartych rynku.

Powód trzeci - niektóre produkty porównuje się trudno

W tym momencie w Lidlach w Szwecji i w Polsce trwa tydzień francuski. Porównanie tych dwóch ofert jest właściwie niemożliwe. Dlaczego? Produkty w ofercie są niby podobnie pakowane, ale jednak w przeważającej części inne (polska oferta jest przy tym znaczenie większa). Jak widać, w tym przypadku gusta kulinarne Polaków i Szwedów mocno się różnią. Wyjątki? Opakowanie minisalami w Szwecji kosztuje 19,95 koron (ok. 9 zł), a w Polsce - 6,99 zł.

Prezes firmy badawczej ABR Sesta Sebastian Starzyński zwraca uwagę na to, że produkty oferowane do takich akcji są zamawiane centralnie przez sieci, a na każdy kraj przypada ich określona liczba. - Jeśli produkt okaże się wyjątkowym sukcesem w jednym kraju, w kolejnym sieć może spróbować zastosować wyższą cenę - twierdzi Starzyński.

Z kolei jeśli sieć widzi, że towar w jednym kraju nie schodzi, to wtedy w innych obniża cenę, aby szybko pozbyć się "półkowników" z magazynów i uwolnić zamrożony w nich kapitał.

Powód czwarty - jesteśmy biedni

Przeciętny Polak ma dokładnie taką samą siłę nabywczą jak mieszkaniec Tarnowa, czyli w ubiegłym roku jakieś 6437 euro.

Daje mu to 47 proc. europejskiej siły nabywczej. Najbogatsi są mieszkańcy stolicy. Ich siła nabywcza to 11 tys. 751 euro, czyli aż 182,6 proc. średniej krajowej i prawie 83 proc. średniej europejskiej. Magia Warszawy działa, bo w pierwszej dziesiątce jest jeszcze pięć powiatów z tej okolicy (piaseczyński, warszawski zachodni, pruszkowski, grodziski i legionowski). Poznań, Wrocław, Katowice (ich siła to ponad 60 proc. europejskiej średniej) są odpowiednio na miejscu szóstym, siódmym i ósmym.

Pan Filip wnioskował więc mniej więcej tak: skoro średnia pensja w Szwecji wynosi 15,3 tys. zł (32,6 tys. koron), czyli sporo więcej niż u nas, biurko jest produkowane w Polsce, a nasza siła nabywcza dużo mniejsza niż Szwedów, to i mebel powinien być tańszy. Niestety, w tym przypadku tak nie jest (dlaczego - wyjaśnimy za chwilę), ale generalnie nasza słaba siła nabywcza ma pewne przełożenie na ceny produktów oferowanych na naszym rynku. Przykład? W Polsce samochody są tańsze niż w Niemczech, mimo że u nas nowych aut sprzedaje się dużo mniej niż u zachodniego sąsiada.

Co na to Ikea, czyli powód piąty

Paulina Nesteruk-Łuczyńska z Ikei pisze nam, że z ich wewnętrznych badań wynika, iż Polska jest jednym z krajów, gdzie ceny ich produktów są najniższe. A biurko, którego cenę poddał śledztwu nasz czytelnik?


Tak wygląda biurko Bekant od Ikei. W Polsce kosztuje prawie 2,8 tys. zł. W innych państwach może być nawet o 1 tys. zł tańsze

"Zgodnie z naszą ideą biznesową oferujemy asortyment tańszy od konkurencyjnego, porównywalnego w funkcji, materiale i jakości. Co oznacza, że wspomniany artykuł, czyli biurko BEKANT, w tej jakości i w tym designie jest najtańszym biurkiem na rynku polskim - w odniesieniu do porównywalnych produktów konkurencji. Informacja ta jest poparta badaniami konkurencji przeprowadzanymi przez Dział Sprzedaży Ikea w Polsce" - wyjaśnia Nesteruk-Łuczyńska.

Czyli ponadnarodowa korporacja pozycjonuje swoje ceny w stosunku do cen, które ma w danym kraju jej konkurencja. Oznacza to, że generalnie biurka tego typu są w Polsce droższe niż w Szwecji.

OPIS OBRAZKA




- Sieci na poziomie międzynarodowym czy też na danym rynku realizują - np. pozycjonowanie typu value albo best price, albo premium itd. Tego się trzymają spójnie na wszystkich rynkach, na których funkcjonują - tłumaczy Marek Zdziech, partner w OC&C Strategy Consultants. I dodaje, że zjawisko różnic cenowych będzie się pogłębiało. Rozwój technologii (np. możliwość elektronicznego zmieniania w jednej chwili cen na półkach na wszystkie lub wybrane artykuły) pozwoli zmieniać w sklepach ceny kilka razy dziennie (np. ze względu na popyt).

- Albo w ogóle dopasowywać zupełnie zindywidualizowaną cenę do pojedynczego klienta - twierdzi Zdziech.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:
Jak wygrać w Lotto? Szansa mniejsza niż jeden na milion
Przeczytaj umowę zanim ją podpiszesz
Alior załatwi tańszy kredyt "solidnemu klientowi". Czyli komu?
Chcesz zrezygnować z polisy? Przed tobą droga przez mękę




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.