Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Pożyczają chętniej niż banki, szybko, ale drogo - tak w skrócie można opisać biznes pożyczkowy, który w ostatnich latach przeżywał błyskawiczny rozkwit. Firmy takie jak Provident (największa na rynku), Vivus (lider w chwilówkach przez internet) czy Wonga stać na to, by na reklamy swoich produktów wydawać grube miliony, więcej niż niejeden bank.

Szacuje się, że w ubiegłym roku branża pożyczyła Polakom ponad 5 mld zł, ponaddwukrotnie więcej niż w 2010 r.

Po chwilówki każdego roku sięga 1,5 mln osób.

Kto? Blisko połowa to osoby, które nie ukończyły 34. roku życia - szacuje Biuro Informacji Kredytowej. Idą do firm pożyczkowych, bo banki odprawiają ich z kwitkiem z powodu braku zdolności kredytowej. Ale jest też inna przyczyna - młodzi ludzie potrzebują często małych kwot na krótko, a takich pożyczek banki właściwie nie oferują.

Lista grzechów firm pożyczkowych jest długa. Niektóre pobierały prowizję za rozpatrzenie wniosku, a pożyczki nie wypłacały. Inne inkasowały horrendalne opłaty w sytuacji, gdy klient spóźniał się ze spłatą. Wiele firm sprzedających pożyczki przez internet wciskało pierwszą za darmo (klient być może by jej nie zaciągnął, gdyby od razu była płatna).

W końcu standardem była możliwość przedłużania terminu spłaty pożyczki, czyli tzw. rolowanie. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby przedłużenie było za darmo. Jednak firmy za każde przesunięcie daty spłaty brały dodatkowe prowizje. Ryzyko dla klienta? Pętla zadłużenia.

Rynek pożyczkowy, choć w ostatnich latach prężnie się rozwijał, to pozostawał poza kontrolą. Dopiero w sierpniu 2015 r. Sejm znowelizował ustawę o nadzorze nad rynkiem finansowym, która częściowo cywilizuje tę branżę. Najważniejsze z punktu widzenia klientów zapisy wchodzą w życie 11 marca, czyli jutro.

Co się zmieni?

Pożyczki w Polsce
Kliknij w zdjęcie, aby zobaczyć powiększenie

Ceny chwilówek spadną

Od piątku firma pożyczkowa, bank czy SKOK (bo do zapisów ustawy muszą stosować się nie tylko firmy chwilówkowe) nie będą mogły wziąć za pożyczkę więcej niż zapisany w ustawie limit.

Do tej pory limitowane były tylko odsetki. Nie mogą być wyższe niż 10 proc. w skali roku (dwukrotność stopy referencyjnej NBP powiększonej o 3,5 pkt proc.). Jednak niewiele firm pożyczkowych zarabia na odsetkach. Żyją głównie z prowizji.

Teraz poza odsetkami (10 proc. rocznie) pożyczkodawca będzie mógł pobrać prowizję: maksymalnie 25 proc. kwoty pożyczki plus 30 proc. kwoty pożyczki w skali roku. Skomplikowane? Zaraz będzie jaśniej.

To oznacza, że pożyczenie 1 tys. zł na 30 dni będzie kosztowało nie więcej niż 275 zł plus odsetki. Jak to policzyliśmy? 25 proc. od 1 tys. zł to 250 zł, 30 proc. od 1 tys. zł w skali miesiąca - 25 zł. Razem 275 zł. A odsetki? To 10 proc. rocznie, co daje 8 zł w skali miesiąca.

Przy czym - to już ostatnia zasada - prowizje nie mogą być wyższe niż wartość pożyczonego kapitału.

Wprowadzenie limitu już wymusiło zmiany w ofercie Providenta, największej na polskim rynku firmy pożyczkowej. Jego sztandarowym produktem była pożyczka z obsługą domową. Agent przynosił pieniądze do domu klienta i również tam odbierał kolejne raty. Jak szacowała konkurencja Providenta, koszty obsługi domowej sięgały nawet 60 proc. wartości udzielonej pożyczki. Teraz Provident promuje pożyczkę, którą można wziąć całkowicie przez internet. Klient nie będzie więc musiał kontaktować się bezpośrednio z pracownikiem firmy, a Provident nie poniesie kosztów obsługi domowej.

Tania pożyczka na dłużej

Dzisiaj większość klientów chwilówek pożycza maksymalnie na miesiąc. Nowe zasady powodują, że firmom bardziej się będzie opłacało pożyczanie na dłużej. W końcu dwie składowe ceny pożyczki - 30-procentowa prowizja oraz odsetki - naliczane są w skali roku, a więc zależą od okresu kredytowania.

Na pożyczeniu 1 tys. na miesiąc firmy zarobią maksymalnie ok. 280 zł. Ale jeśli okres spłaty wydłuży się do dwóch miesięcy, mogą zainkasować mniej więcej 317 zł, a przy półrocznym okresie pożyczki - nawet 450 zł.

Niektóre firmy już zaczęły oferować pożyczki z dłuższym okresem spłaty. Na przykład Wonga.com wydłużyła go z jednego do dwóch miesięcy. Można tam też spłacać pożyczkę w 12 ratach. Vivus.pl już dwa lata temu uruchomił inną swoją markę - Zaplo.pl, która udziela pożyczek na okres od trzech do 24 miesięcy.

Chwilówki bez wydłużania spłaty

Nawet przed wejściem ustawy ceny większości pożyczek udzielanych przez internet mieściły się we wprowadzanym właśnie limicie kosztów. Np. w Kredito24.pl koszt pierwszej (1 tys. zł na miesiąc) wynosi 272 zł, w Pozyczkomat.pl - 265 zł. Niektóre firmy za pierwszą pożyczkę w ogóle nie pobierały opłat. W Vivusie druga (bo pierwsza jest za darmo) kosztuje 160 zł.

Pożyczki "za zero" nagle nie znikną, bo to sprawdzony sposób zwabiania klientów. W branży mówi się jednak, że wkrótce ten trik przestanie działać. Na darmową chwilówkę może bowiem liczyć tylko nowy klient, a tych w końcu zabraknie.

Jednak cena udzielenia chwilówki nie jest największym zagrożeniem dla klientów. Niebezpieczne jest tzw. rolowanie pożyczek, czyli przedłużanie okresu spłaty. Właściwie większość pożyczkodawców online na to pozwala. Z pozoru to wyciągnięcie ręki do klienta, który nie może zapłacić raty w terminie. Ale w skrajnych przypadkach taka "pomoc" może pogrążyć człowieka w długach.

Jak to wygląda? Firmy informują, że klient może złożyć wniosek o przesunięcie terminu spłaty o tydzień, dwa czy miesiąc. Problem w tym, że za każde przedłużenie płaci się prowizję, która z reguły wynosi tyle samo lub więcej, co koszt udzielenia pożyczki (żeby pożyczka została zrolowana, prowizja musi najpierw wpłynąć na konto pożyczkodawcy).

Np. firma NetCredit, która za pierwszą pożyczkę nie bierze prowizji, za jej przedłużenie o siedem dni żąda 223 zł, o 14 dni - 250 zł, a o miesiąc aż 300 zł. W Tani Kredyt opłaty wynoszą odpowiednio 160, 230 i 300 zł.

Wygląda to zazwyczaj tak: klient pożycza tysiąc złotych. Za miesiąc musi razem z prowizją oddać np. 1,2 tys. zł. Ale nie ma pieniędzy. Wpłaca tylko powiedzmy 200 zł za przedłużenie terminu spłaty o miesiąc. Po dwóch miesiącach ma do oddania już 1,4 tys. Znów roluje i dług rośnie do 1,6 tys, mimo że konsument wpłacił firmie już 400 zł. I tak dalej, ponieważ większość firm pozwalała rolować pożyczki w nieskończoność. Do niedawna tylko Wonga.com pozwalała zrolować pożyczkę maksymalnie trzy razy, a teraz już nie oferuje takiej możliwości.

Do czego może doprowadzić rolowanie, opisują pożyczkodawcy. Internauta podpisujący się "Sevilla" spłaca pożyczkę w Providencie i kilka innych chwilówek. "Obecnie jest to kwota ok. 11 000 zł. W większości z nich minął już termin spłaty pożyczki. Pożyczkę w Providencie spłacam na bieżąco. Nie mogę już przedłużać chwilówek, po prostu mnie nie stać".

Rolowanie "chwilówek" mniej opłacalne

Nie zakazuje wprost rolowania pożyczek, ale wprowadza mechanizm, który sprawi, że firmom przestanie się to opłacać. Limit kosztów pożyczki będzie liczony od pierwszej pożyczki. A w limicie będą musiały się zmieścić również koszty rolowania. Taki zapis ma zniechęcić firmy do namawiania klientów, by przesuwali termin spłaty, a klientów nauczyć płacenia w terminie.

Tańsze spóźnienie przy chwilówce

Ustawa robi też porządek z niekontrolowanymi opłatami windykacyjnymi. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i Federacja Konsumentów, instytucje, które sprawdzały, ile kosztują opłaty za ponaglenia, uznały, że dla niektórych firm są one maszynkami do zarabiania pieniędzy. Wysokość opłat często była oderwana od rzeczywiście poniesionych kosztów. Np. jedna firma pożyczkowa za pisemne wezwanie do zapłaty pobierała 55 zł, a za wysłanie ponaglającego SMS-a - nawet 15 zł. Inną praktyką było uzależnienie wysokości opłat windykacyjnych od okresu, który minął od terminu spłaty pożyczki. Im później, tym opłaty za dokładnie te same czynności windykacyjne robiły się wyższe.

Od piątku odsetki za opóźnienie, opłaty za monity, listy z wezwaniami do zapłaty, e-maile, SMS-y nie będą mogły przekroczyć 14 proc. liczonych w skali roku od pożyczonej kwoty (to dwukrotność stopy referencyjnej NBP - dzisiaj 1,5 proc. - powiększonej o 5,5 pkt proc.).

Ale jest też zła wiadomość. Firmy, które udzielają pożyczek o niskiej wartości, mogą szybciej niż dotychczas przekazywać opóźnione pożyczki do komornika. Dlaczego? To, ile firma będzie mogła wziąć np. za wysłanie listu z wezwaniem do zapłaty, będzie zależało od kwoty pożyczki.

Firma, która pożyczyła 5 tys. zł, miesięcznie będzie mogła naliczyć ok. 58 zł opłat windykacyjnych, a ta, która udzieliła 500 zł pożyczki, już tylko niecałe 6 zł. W praktyce zaś wykonanie tych czynności kosztuje tyle samo pracy i pieniędzy.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

Miniratka w PKO BP jak... chwilówka

Firmy windykacyjne cieszą się z podatku bankowego

Jak kupić ubezpieczenie mieszkania i domu?

Jak zadzwonić na dwa numery premium... jednocześnie?

Jak producenci poprawiają jakoś wędlin?

Nie płacisz abonamentu? Czekaj na windykatora




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.