Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W zeszłym roku banki, firmy telekomunikacyjne i inni wierzyciele sprzedali windykatorom niespłacone długi o rekordowej wartości 13,9 mld zł. Ten rok może być jeszcze lepszy, bo windykatorom spadł z nieba "prezent" w postaci dodatkowego podatku dla banków, którego podstawą będą aktywa (czyli w uproszczeniu: udzielone kredyty).

"Spodziewamy się rekordowej sprzedaży wierzytelności w Polsce, m.in. dlatego że wprowadzony został podatek bankowy. Jeżeli ktoś ma płacić podatek od aktywów, które nie pracują tak jak powinny, to będzie wolał takie aktywa sprzedać" - powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej Piotr Krupa, prezes firmy windykacyjnej Kruk, największej w Polsce. Kruk deklaruje, że w tym roku może wydać na zakup długów nawet ponad 1 mld zł, czyli dwa razy więcej niż w zeszłym roku.

Koniec miękkiej windykacji?

Co to oznacza dla klientów banków, którym powinie się noga i nie będą w stanie spłacać na czas rat zaciągniętych kredytów? O ile do tej pory ich niespłacone długi były przez dość długi czas windykowane "na miękko", czyli przez wewnętrzne działy windykacyjne banków, o tyle teraz nikt się z kredytobiorcami nie będzie cackał. Kłopotliwe kredyty będą bardzo szybko trafiały do windykatorów, bo bankom będzie się bardziej opłacało sprzedać takie zadłużenie - nawet za półdarmo - niż płacić od niego podatek bankowy. Zmianę w mniejszym stopniu odczują ci, którzy mają problemy ze spłacaniem kredytów konsumpcyjnych, bo one i tak już dość szybko są oddawane do zewnętrznej windykacji. Efekty podatku bankowego w większym stopniu odczują posiadacze kredytów hipotecznych, których dziś banki niechętnie się pozbywają.

Żeby było jasne: nie zawsze sprzedaż długu firmie windykacyjnej musi oznaczać dla klienta kłopoty. Windykatorzy coraz częściej zgadzają się na podpisanie przez klientów ugód i są w stanie umorzyć wiarygodnemu kredytobiorcy (czyli takiemu, który przedstawi sensowny plan restrukturyzacji spłat) większą część długu niż bank. Znam przypadki, w których bank chciał wyrzucić klienta z domu i sprzedać nieruchomość na poczet długu, a kiedy kredyt trafił do firmy windykacyjnej, to wszystko się jakoś poukładało. Klient tak dogadał się z windykatorami, że oni przejęli lokal i umorzyli część odsetek, a on mógł nadal mieszkać tam, gdzie dotychczas, tyle że na zasadzie najmu.

Windykacja coraz bardziej bolesna

Ale z drugiej strony im większy będzie interes na windykacji naszych długów - a rząd, wprowadzając podatek bankowy, pośrednio nakręcił tu koniunkturę - tym bardziej firmy windykacyjne będą się zamieniały w bezduszne "maszynki do mięsa", które będą "mieliły" klientów jak na linii produkcyjnej, wyciskając z każdego tyle, ile tylko się da. Im większa będzie konkurencja na tym rynku - a więc im większe pieniądze muszą płacić windykatorzy za kupowane m.in. od banków długi - tym sprawniej będą musiały "mielić".

Dla tych z was, którzy mają kłopoty z terminową obsługą długów wobec banków, mam dobrą radę - nie chowajcie głowy w piasek, bo zanim zdążycie ją wyjąć, ktoś ten piasek może zalać betonem. A z zabetonowaną głową trudniej się negocjuje.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Chwilówki tańsze od piątku

Miniratka w PKO BP jak... chwilówka

Jak kupić ubezpieczenie mieszkania i domu?

Jak zadzwonić na dwa numery premium... jednocześnie?

Jak producenci poprawiają jakoś wędlin?

Nie płacisz abonamentu? Czekaj na windykatora




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.