Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Można mieć wątpliwości, czy to skuteczna metoda - o wypadkach decydują dziesiątki czynników, w większości niezależnych od kierowcy. Ale jeśli styl jazdy może wpływać na składkę ubezpieczenia samochodu, to dlaczego styl życia nie miałby decydować o składce ubezpieczenia na życie, od nieszczęśliwych wypadków albo zdrowotnego?

Skąd ubezpieczyciele mogą pobierać informacje o naszym stylu życia? Cóż, dane na ten temat można byłoby wysnuć np. z historii transakcji na naszych kontach bankowych, ale ta jest na szczęście objęta tajemnicą bankową. Nie są nią natomiast objęte informacje, które zostawiamy w serwisach społecznościowych oraz u... Wujka Google'a.

Na Facebooku chwalimy się wszystkim, co robimy, a Google wie, co zamierzamy dopiero zrobić, bo to w tej wyszukiwarce szukamy hoteli przed wakacjami, samochodu do kupienia czy restauracji do przetestowania. Google wie też, czym się interesujemy, jakie mamy poglądy polityczne, które filmy najbardziej nam się podobają i kiedy jest nasza ulubiona pora na seks. Oczywiście dopasowanie danych osobowych, czyli imienia i nazwiska, do danych, które zostawia nasz komputer w formie "ciasteczek" (dla Google'a to tylko numer urządzenia, tzw. IP), nie zawsze jest proste. Ale przecież czasami w różnych formularzach w Google'u wpisujemy, jak się nazywamy, a więc połączenie naszego urządzenia z osobą nie jest niemożliwe.

Jeszcze do niedawna wydawało się, że Google nie skieruje swoich armat przeciwko nam, konsumentom. Że będzie raczej pomagał nam w wyborze najtańszego ubezpieczenia. W 2011 r. Google kupił w Wielkiej Brytanii internetową porównywarkę i zaczął oferować w USA i Anglii usługę Google Compare, omijając agentów i brokerów.

Google rezygnuje z porównywarek?

Z punktu widzenia klienta to był ciekawy pomysł, z punktu widzenia ubezpieczycieli - niekoniecznie. Część z nich, czując, że jest wyzyskiwana, po prostu wycofała się z Google Compare. No i Google "wymiękł". Kilkanaście dni temu ogłosił, że nie będzie już zajmował się podstawianiem klientom najlepszych ubezpieczeń. Firma doszła do wniosku, że woli zarabiać na wyświetlaniu reklam ubezpieczycieli na naszych ekranach

Czy jest się z czego cieszyć? Nie bardzo, bo jeśli Google zdecydował, że nie chce zarabiać na porównywaniu polis, to oznacza, że będzie zarabiał na... porównywaniu klientów. I zamiast podstawiać nam najlepsze polisy, będzie podstawiał nas - a w zasadzie wiadomości na nasz temat - firmom ubezpieczeniowym. A jak? Prowadząc tzw. underwriting, czyli ocenę ryzyka ubezpieczeniowego. I przekazując wyniki ubezpieczycielowi, który za to zapłaci. Jak mogłaby wyglądać taka usługa?

- Gdy klient chce kupić ubezpieczenie na życie, agent wysyła zapytanie do Google'a przez program zintegrowany z własnym kalkulatorem składki. W ciągu kilku sekund otrzymuje informację, czy Jan Kowalski jest ryzykantem, czy też nie. Google zwraca tzw. mnożnik do składki. Na przykład: klient spokojny otrzymuje mnożnik składka podstawowa x 0,8 (czyli 20 proc. zniżki), narwany ryzykant - składka podstawowa x 1,5 (czyli 50 proc. zwyżki). Ubezpieczyciel dzieli się zyskiem ze sprzedanego ubezpieczenia z Google'em - opowiadał mi ostatnio Michał Trochimczuk z firmy Sollers Consulting, która doradza firmom ubezpieczeniowym na całym świecie i pomaga wdrażać do ich systemów informatycznych różne innowacje. I jak tak opowiadał, to ciarki chodziły mi po plecach. Bo czy jest na świecie ktoś, kto przynajmniej raz nie "podpadł" Google'owi?

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

Polisa dla osób po pięćdziesiątce. Czy ma szansę na sukces?

Konto po zmarłym. Czy łatwo jest je zamknąć?

Jak tanio kupić walutę obcą?

Chwilówki pod butem. Koniec z rolowaniem pożyczek

Fundusze, które wypłacają "odsetki". Czy warto zainwestować?

Abonamenty fryzjerskie. Nie daj się ostrzyc!

Ranking OFE "Wyborczej". Który fundusz wybrać? Czy zmieniać swój?




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.