Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jeszcze dekadę temu nie było dylematu, gdzie kupić dolary czy euro. Do wyboru były kantory i kasy banków. Mądre kupowanie waluty sprowadzało się do znalezienia punktu, który oferował ją w miarę tanio.

Dzisiaj sposobów jest więcej - od tradycyjnego kantoru po internetowe platformy wymiany walut. Ba, walutę można kupić, płacić nią i nawet nie dotknąć obcego banknotu. Tak jest, gdy płacisz kartą za granicą.

Każdy sposób kupowania waluty ma plusy i minusy. Nie zawsze chodzi bowiem tylko o to, za ile ktoś ci ją sprzeda. Jeśli kupujesz walutę taniej, np. w e-kantorze, musisz przecież te pieniądze gdzieś przechowywać. Jeśli robisz to na koncie walutowym w banku, możesz zapłacić za jego prowadzenie.

Oto kilka sposobów na kupowanie waluty obcej. Tych rozsądnych i tych trochę mniej.



1 | W kantorze

Mimo rozwoju internetowych metod kupowania walut stacjonarne kantory trzymają się dobrze. Jest ich w Polsce blisko 4,5 tys. (w ciągu ostatniej dekady przybyło ponad tysiąc tys. punktów). W 2012 r. wymieniliśmy za ich pośrednictwem ponad 144 mld zł, w 2014 r. aż 158 mld zł - podaje Narodowy Bank Polski. Żeby nie przepłacić w kantorze, trzeba znaleźć punkt, który oferuje euro czy dolary jak najtaniej.

Jak taki znaleźć? Kursy w kantorach są mocno rozstrzelone. 14 marca w kantorze w warszawskim biurowcu Intraco banknoty euro można było kupić po 4,32 zł, a kupując hurtowo (co najmniej 1 tys. euro) - po 4,30 zł, czyli po kursie zbliżonym do średniego NBP (4,28 zł). W kantorze w hotelu Metropol unijna waluta była tego dnia po 4,33 zł lub po 4,30 zł, jeśli kupowało się co najmniej 5 tys. euro.

Generalnie najdrożej jest na dworcach i lotniskach. Spieszymy się, więc często nie patrzymy na ceny. Na przykład: na lotnisku Okęcie w jednym kantorze euro kosztowało 4,32 zł, czyli było bardzo tanie, ale w innym punkcie sprzedawano je po 4,92 zł! Idąc do niewłaściwego kantoru na lotnisku, na zakupie 500 euro można było stracić tego dnia nawet 300 zł. Lotniskowe kantory mają też kiepską ofertę dla tych, którzy walutę chcą sprzedać. Wspomniany kantor, który sprzedawał euro po 4,92 zł, skupował tę walutę po... 3,38 zł. Spread, czyli różnica między kursem kupna i sprzedaży, wynosił aż 1,5 zł.

Żeby nie przepłacić, przed pójściem do kantoru sprawdź średni kurs waluty podawany przez NBP. Dobra cena to kurs NBP powiększony o kilka, najwyżej o "małe" kilkanaście groszy.

Biznes kantorowy prowadzą też banki. Ale zwykle jest tam drożej niż w tradycyjnych kantorach. W Banku Pekao o poranku 14 marca euro kosztowało 4,45 zł, w Banku Zachodnim WBK o 1 grosz więcej. W Raiffeisen Polbank kurs wynosił prawie 4,5 zł. Zakup 500 euro w oddziale banku może być więc droższy nawet o 100 zł niż w tanim kantorze.

2 | W banku

Banki handlują walutami nie tylko w formie gotówkowej. Z kantorowych usług banków możesz korzystać, gdy płacisz kartą za granicą (więcej o tym w dalszej części) lub gdy spłacasz walutowy kredyt hipoteczny.

Do 2011 r. kredytobiorcy byli skazani na bankowe przeliczniki znacznie mniej korzystne niż ceny walut dostępnych w innych miejscach.

I tak 5 stycznia 2015 r. (tuż przed gwałtownym wzrostem kursu franka) Getin Noble Bank przeliczał raty we frankach na złotowe po kursie 4,0774 zł. W oddziałach tego samego banku franki w gotówce sprzedawano po 3,7958 zł, a więc o 28 groszy taniej.

Jeśli ktoś wówczas miał do spłaty np. 600 franków, to skazany na bankowy przelicznik musiał zapłacić 2446 zł. Gdyby mógł kupić franki choćby w kasie Getin Banku, rata byłaby niższa o ponad 168 zł! Po zmianie przepisów każdy klient może kupić walutę, gdzie chce, i przynieść ratę kredytu w gotówce lub przelać na rachunek kredytowy. Dlatego banki w obawie przed utratą tego źródła zarobku ścięły nieco swoje spready. 14 marca Getin przeliczał raty frankowe po kursie 4,0156 zł, a więc niższym niż oferowany w oddziałach (4,4115 zł).

Mimo wszystko bank to droższa opcja w porównaniu z ofertą tanich kantorów czy internetowych platform wymiany walut.

3 | W kantorze internetowym

Na polskim rynku działa około 30 e-kantorów i społecznościowych platform wymiany walut. Szacuje się, że w 2014 r. ich obroty wyniosły 33 mld zł, a więc piątą część "produkcji" kantorów stacjonarnych.

Jak to działa? Zaczynasz od założenia konta w takim serwisie. Żeby wymienić pieniądze, musisz najpierw przelać złotówki na wskazane konto. Pieniądze mogą być wymienione na wybraną przez ciebie walutę automatycznie (zaraz po zaksięgowaniu twojej wpłaty). Możesz też śledzić kursy oferowane przez e-kantor i zlecić przewalutowanie w wybranym przez ciebie momencie. Następnie pieniądze odsyłane są na twój rachunek bankowy.

Czy rzeczywiście jest tanio? Z informacji serwisu Kurencja.pl, który porównuje kursy oferowane przez blisko 20 kantorów internetowych, wynika, że 14 marca ok. godz. 17 najdroższy z nich sprzedawał euro po 4,3 zł. W pozostałych było o kilka groszy taniej.

Handlujący za pośrednictwem takich kantorów muszą jednak patrzeć nie tylko na kursy, ale też na ewentualne dodatkowe koszty, np. opłaty za przelewy walutowe oraz za prowadzenie konta walutowego. Banki nie pobierają opłat od klientów indywidualnych, jeśli przelew z e-kantoru trafi bezpośrednio na rachunek kredytu hipotecznego. Jeśli chcesz przelewać na zwykłe konto walutowe, w niektórych bankach musisz zapłacić za prowadzenie rachunku. Np. w PKO BP kosztuje on 5 zł miesięcznie (bank pobiera równowartość tej kwoty w walucie). W Millennium to wydatek 1 euro lub 2 franków, w zależności od waluty rachunku (chyba że jest to rachunek do obsługi kredytu lub został założony przez internet).

4 |Na bankowej platformie

Banki odpowiedziały na pojawienie się kantorów internetowych stworzeniem swoich platform online. Mają je m.in. Raiffeisen Polbank, Citi Handlowy, mBank, BZ WBK czy Alior Bank. Jak działają? Klient musi tę usługę najpierw aktywować (nie jest dostępna automatycznie). Można z niej korzystać przez bankowość internetową lub mobilną. Klient może na bieżąco śledzić oferowane przez bank kursy walut i zlecić ich zakup. Waluta od razu trafia na rachunek klienta. Ale możesz też (tak jest np. w mBanku) określić kurs, po jakim chcesz wymienić np. złote na euro. Do zakupu waluty dojdzie wtedy, gdy pojawi się oczekiwany przez ciebie kurs.

Środki na zakup waluty w bankowym kantorze mogą być pobierane z konta złotowego lub walutowego. Do kursów z rynku międzybankowego dodawana jest niewielka marża banku.

Bezpośrednią konkurencję dla kantorów internetowych stworzył Raiffeisen Polbank. Oprócz bankowego kantoru (dla klientów posiadających konto) oferuje drugą platformę - Rkantor. Aby z niej korzystać, nie trzeba mieć konta w banku. Platforma działa na podobnych zasadach jak e-kantory. Jego przewagą jest m.in. możliwość wypłaty waluty w gotówce w oddziałach banku.

5 | Z konta na kartę

Jadąc za granicę, nie musisz w ogóle zabierać ze sobą waluty. Pod warunkiem że w danym kraju właściciele sklepów czy restauracji akceptują karty.

Trudno jednak z góry przewidzieć, jaką kwotą po powrocie zostanie obciążone twoje konto. Jeśli np. płacisz w sklepie w kraju strefy euro kartą wydaną do twojego złotowego konta, transakcja zostanie przewalutowana ze złotówek na euro. Spread w stosunku do kursów NBP bywa bardzo wysoki. Do przeliczania transakcji bezgotówkowych banki stosują specjalne tabele kursowe, tzw. dewizy.

Jeśli często podróżujesz i chcesz uniknąć kosztów przewalutowania, możesz pomyśleć o założeniu konta walutowego. Możesz je zasilać np. euro, gdy ta waluta jest względnie tania. Do takiego rachunku banki wydają karty walutowe. Jeśli zapłacisz nią w zagranicznym sklepie, z konta zniknie dokładnie tyle, na ile opiewał rachunek. Pamiętaj jednak, że walutowe konto i karta kosztują. Opłaty mogą zjeść część korzyści wynikających z braku kosztów przewalutowania.

6 | W bankomacie za granicą

A jeśli nagle będziesz potrzebował gotówki, będąc za granicą? Możesz wypłacić ją z bankomatu. Koszty będą jednak większe niż w przypadku płacenia kartą w sklepie. Oprócz spreadu przy przewalutowaniu zapłacisz też prowizję od transakcji (liczoną w procentach od wypłacanej kwoty). Jedynie garstka banków daje te usługi za darmo wszystkim albo wybranym klientom. A jeśli nie należysz do tych szczęśliwców? Wypłacając na przykład pieniądze kartą Visa Electron eMax wydaną przez mBank, zapłacisz 3 proc., ale nie mniej niż 9 zł. Dodatkowo mBank pobiera prowizję za przewalutowanie transakcji w wysokości 5,9 proc. wartości transakcji.

To drogo. Dlatego warto zabrać ze sobą trochę lokalnej waluty, a z bankomatu korzystać tylko w awaryjnych sytuacjach.

7 | W polskim bankomacie

Od kilku lat obcą walutę można wypłacać z bankomatów sieci Euronet. Ale nie ze wszystkich. Obecnie 390 maszyn wypłaca euro (w sumie ma ich 6,5 tys.). W 2015 r. Euronet rozszerzył usługę o funty brytyjskie. Można je wypłacić na razie tylko z dziesięciu bankomatów. Ponadto dwie maszyny wypłacają korony szwedzkie i norweskie. Bankomaty wielowalutowe ustawione są na lotniskach, dworcach i w portach morskich.

Kurs w bankomatach wypłacających np. euro zmienia się co kilka minut. Euronet ustala go na podstawie notowań walut na rynku międzybankowym, ale dolicza do tego marżę, która musi pokryć m.in. koszty obsługi obcej gotówki. Dlatego oferta Euronetu nie może konkurować z tanimi kantorami czy internetowymi platformami. Po południu 14 marca firma sprzedawała euro po prawie 4,5 zł, o 18 groszy drożej niż w kantorze w Intraco. Atutem bankomatów Euronet jest to, że można wypłacać euro przez całą dobę.

8 | W sklepie zagranicznym

Jeśli jedziesz do przygranicznych miejscowości w Czechach, na Słowacji czy w Niemczech, nie musisz mieć przy sobie lokalnej waluty. Choć nie jest to regułą, w sklepach dla turystów czy restauracjach możesz płacić złotówkami. To wygodne, ale niekoniecznie tanie. Dlaczego? Właściciele sklepów lubią zaokrąglać kurs. W połowie lutego czeską koronę można było kupić średnio po 16 groszy. Przy płaceniu złotówkami w czeskim Harrachovie sklepikarze liczyli sobie za nie 20 groszy. Efekt? Rachunek za obiad w wysokości 300 koron opłacony złotówkami kosztowałby cię 60 zł. Gdybyś wcześniej kupił korony w polskim kantorze, zapłaciłbyś o 12 zł mniej.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra". W tym numerze:

Ubezpieczyciel wyliczy nam składkę z Googla

Polisa dla osób po pięćdziesiątce. Czy ma szansę na sukces?

Konto po zmarłym. Czy łatwo jest je zamknąć?

Fundusze, które wypłacają "odsetki". Czy warto zainwestować?

Abonamenty fryzjerskie. Nie daj się ostrzyc!

Ranking OFE "Wyborczej". Który fundusz wybrać? Czy zmieniać swój?




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.