Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Stała klientka sieci salonów fryzjerskich Jean Louis David i zarazem nasza czytelniczka, pani Katarzyna, postanowiła zrobić mężowi prezent. Kupiła talon na cztery strzyżenia w salonie Jean Louis David w Rybniku za sumę 220 zł. Piąte strzyżenie miało być gratis.

- Mąż skorzystał z jednego strzyżenia, ale gdy chciał po miesiącu skorzystać z następnego, okazało się, że salon bez żadnego uprzedzenia został zamknięty - opowiada pani Katarzyna. - Firma nie poinformowała nas o tym, mimo że ma dostęp do moich danych i systematycznie z nich korzysta, wysyłając mi nowe oferty - dodaje rozżalona. Jako stała klientka pani Katarzyna posiada kartę lojalnościową marki Jean Louis David i przy rejestracji podała wszystkie potrzebne dane kontaktowe.

Co się stało? We francuskiej firmie zapewniają, że to musiało być nieporozumienie. Olga Krasieńko z Jean Louis David wyjaśnia, że firma dołożyła starań, by klienci wiedzieli o zakończeniu działalności zakładu w Rybniku.

- Zleciliśmy firmie obsługującej naszą infolinię telefoniczne informowanie klientów o zamknięciu salonu i zaproszenie ich do kontynuowania korzystania z naszych usług w salonie w Gliwicach. Dziś nie jestem w stanie ustalić, czy infolinia kontaktowała się z panią Katarzyną. Być może nie odbierała połączenia z nieznanego numeru - sugeruje Krasieńko. A czytelniczka z kolei się dziwi, że nie wysłano jej informacji e-mailem, skoro cały czas otrzymuje od firmy oferty reklamowe.

Salon nie chce zwrócić różnicy

Jean Louis David ma więcej salonów. Sęk w tym, że talon był ważny tylko w tym jednym, likwidowanym. - Skontaktowałam się z centralą firmy w Warszawie i dowiedziałam się, że mogę talon odesłać na własny koszt albo wykorzystać w salonie w Gliwicach. Firma nie zgodziła się na wykorzystanie talonu w Katowicach, dogodniejszej lokalizacji.

Pani Katarzyna raz wybrała się do Gliwic, ale doszła do wniosku, że to zbyt daleko, i postanowiła zwrócić talon. Ważność kuponu skończyła się w listopadzie 2014 roku, a czytelniczka odesłała go w kwietniu 2015, domagając się zwrotu pieniędzy za niewykorzystaną część karnetu. Według Jean Louis David pani Katarzyna się spóźniła.

- Nie zwróciliśmy pieniędzy ze względu na upłynięcie terminu ważności karnetu - tłumaczy Krasieńko, chociaż karnet - zdaniem klientki - nie miał dołączonego regulaminu wyznaczającego termin, w którym można ubiegać się o zwrot pieniędzy.

Spór dotyczy historii sprzed roku, ale publikujemy ją ku przestrodze dla firm, które wydają klientom różne kupony i talony. - Odnoszę wrażenie, że firma JLD nie widzi nic złego w tym, że nie dotrzymała warunków umowy, a upiera się, że ja jako klient mam ten obowiązek. Nie rozumiem polityki firmy i jej uporu. Dostali z góry pieniądze za usługę, nie dotrzymali warunków jej wykonania, a pieniądze sobie po prostu przywłaszczyli - komentuje pani Katarzyna.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra". W tym numerze:

Ubezpieczyciel wyliczy nam składkę z Googla

Chwilówki pod butem. Koniec z rolowaniem pożyczek

Polisa dla osób po pięćdziesiątce. Czy ma szansę na sukces?

Konto po zmarłym. Czy łatwo jest je zamknąć?

Jak tanio kupić walutę obcą?

Fundusze, które wypłacają "odsetki". Czy warto zainwestować?

Ranking OFE "Wyborczej". Który fundusz wybrać? Czy zmieniać swój?




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.