Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Połowa marca, poniedziałkowy poranek, Lotnisko Chopina w Warszawie. Pracownicy dużej międzynarodowej firmy wraz z grupą ważnych klientów lecą do Londynu na branżowe targi. Bilety u narodowego przewoźnika LOT kupili kilka dni wcześ-niej. Zdecydowali, że odprawią się na lotnisku przed wylotem.

- Byliśmy na lotnisku z zapasem czasowym. Odprawiliśmy się, przeszliśmy kontrolę. Ale przed wejściem do samolotu okazało się, że nie ma dla nas miejsc - opowiada Agata, uczestniczka wyjazdu.

Pracownicy LOT-u poinformowali, że miejsc dla wszystkich nie wystarczy. Zaczęli szukać osób, które dobrowolnie zmieniłyby plany i poleciały innym lotem. Ale chętnych nie było. Wobec tego na pokład samolotu zaczęto wpuszczać według kolejności odprawiania. Dziesięć osób nie weszło. - Nasi goście się załapali, nie musieli koczować na lotnisku w Warszawie. Ale i tak sytuacja była krępująca. Musieliśmy się rozdzielić, zmieniać plan wyjazdu - dodaje Agata.

Wszyscy uczestnicy wycieczki pierwszy raz spotkali się z taką praktyką. - Nikt nas nie uprzedził, że mając bilet, możemy nie polecieć. Byliśmy wściekli. Za kilka godzin w Londynie mieliśmy pierwsze ważne spotkanie - mówi jeden z pasażerów.



Więcej biletów niż miejsc

Jeśli często latasz, zwłaszcza na popularnych trasach, to takie praktyki są ci zapewne znane. Inni dowiadują się o nich dopiero na lotnisku, kompletnie nieświadomi tego, że mając bilet, mogą nie polecieć. Powód? Przewoźnicy sprzedają większą liczbę biletów niż miejsc w samolocie.

Nadrezerwacje (z ang. overbooking) to powszechna praktyka linii lotniczych. Unikają jej tylko nieliczni, m.in. tanie linie Ryanair. Nie ma żadnych przepisów, które by ją regulowały czy jej zakazywały. Przewoźnicy nie muszą nawet informować w regulaminie o ryzyku, że mogą nie dostać się na pokład.

Istnieje tylko unijne rozporządzenie, które mówi o odszkodowaniu lub rekompensacie za odmowę przyjęcia na pokład. Dokument nie precyzuje jednak jej przyczyn. Zaznacza tylko, że chodzi o inne powody niż związane ze zdrowiem, wymogami bezpieczeństwa lub niewłaściwymi dokumentami podróżnymi. Wprost wskazuje, że jeśli operator nie znajdzie ochotników, którzy zgodziliby się polecieć innym lotem, to ma prawo odmówić przyjęcia na pokład wbrew woli pasażera.

Pasażerowie się nie skarżą na overbooking

Ilu pasażerów nie wchodzi na pokład z powodu nadrezerwacji, przewoźnicy nie zdradzają. Oficjalne skargi do Urzędu Lotnictwa Cywilnego składa jednak bardzo niewielu. Jak informuje rzeczniczka ULC Marta Chylińska, na 105 skarg na odmowę przyjęcia na pokład nadrezerwacji mogło dotyczyć najwyżej kilkanaście (dokładnych liczb ULC nie podaje).

Powodem niedużej liczby skarg najprawdopodobniej jest to, że pasażerów, którzy zostają na lotnisku, udaje się szybko udobruchać rekompensatami lub odszkodowaniami. - Z reguły zależy im, żeby sprawy szybko uciszać, więc proponują atrakcyjne zadośćuczynienie. Dlatego do prawników tego typu sprawy trafiają rzadko - mówi Katarzyna Słupek z Europejskiego Centrum Konsumenckiego.

Zgodnie z tą polityką każda osoba z ekipy, która nie weszła wtedy na pokład samolotu do Londynu, dostała bilet na kolejny lot w tym kierunku i po 250 euro rekompensaty - tyle przysługuje dla wszystkich lotów o długości do 1,5 tys. kilometrów. Pieniądze wzięły, co, jak im przekazano, było jednocześnie zrzeczeniem się wszelkich roszczeń za niewykonaną usługę.

Wielu pasażerom to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. - Na kolejny lot czekałam tylko pół godziny. Prawie się roześmiałam, gdy pracownicy LOT-u wręczyli mi 1100 zł i przepraszali za niedogodności. Po powrocie zapłaciłam czynsz za mieszkanie za następny miesiąc - opowiada Edyta o swoim locie do Brukseli.

Można dostać nawet 600 euro

250 euro to często minimum. Na dłuższych trasach operatorzy płacą 400 euro (dla wszystkich lotów wewnątrzwspólnotowych dłuższych niż 1,5 tys. kilometrów i wszystkich innych lotów o długości od 1,5-3,5 tys. km) albo nawet 600 euro (dla pozostałych).

Takie same kwoty są zwykle wypłacane bez względu na to, czy zgodziliśmy się na rezygnację z lotu, czy też zostaliśmy do tego zmuszeni. A jeśli kolejny lot jest dopiero następnego dnia, przewoźnik powinien pokryć koszty hotelu i wyżywienia. Przysługuje im także wybór między rejsem alternatywnym lub zwrotem pieniędzy za niewykorzystany bilet.

ULC informuje, że za naruszenie przepisów może nałożyć karę na przewoźnika, choć niezbyt wysoką - od 200 do 4800 zł.

- Kary nie są dotkliwe, zatem nie wydaje się, żeby był to skuteczny mechanizm do walki z tego typu praktyką - przyznaje Maciej Godyń, prawnik z kancelarii Lubasz & Wspólnicy.

Jego zdaniem lepsze narzędzia kontrolne ma Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

- Jeśli działania przewoźnika mają charakter permanentny lub zorganizowany, np. analizowanie, na których lotach overbooking jest najbardziej opłacalny, mogą zostać uznane za naruszające zbiorowe interesy konsumentów. Wówczas kara pieniężna może osiągnąć pułap nawet do 10 proc. obrotu osiągniętego w poprzedzającym roku obrotowym - mówi Godyń.

Wyższe odszkodowanie

Renata Robaszewska, radca prawny z kancelarii Robaszewska & Płoszka, tłumaczy, że wysokość odszkodowania może ulec pomniejszeniu, jeżeli pasażerowi zaoferowano zmianę planu podróży do miejsca docelowego na alternatywny lot, którego czas przylotu nie przekracza planowego czasu przylotu pierwotnie zarezerwowanego połączenia.

Zaznacza jednak, że pasażerowie i tak mogą dochodzić dalszego odszkodowania, np. w przypadku, gdy w związku z odmową przyjęcia na pokład pasażer spóźnił się na kolejny lot lub inny środek transportu.

Co jednak, jeśli straty są niewymierne, np. w przypadku, gdy przez spóźnienie nie wzięliśmy udziału w ważnym spotkaniu biznesowym? - Nie ma przeszkód do tego, aby pozwać przewoźnika za straty, które ponieśli pasażerowie lotu do Londynu w związku z nieprawidłowym wykonaniem umowy przez przewoźnika. Trzeba jednak pamiętać, że takie sprawy nie są proste, a największą trudnością jest udowodnienie wystąpienia szkody i określenie jej wysokości - mówi Maciej Godyń.

- Dochodząc dodatkowego odszkodowania, pasażer musi wykazać szkodę, np. noc w hotelu czy wejście na imprezę. Trudno będzie udowodnić szkodę, jeśli nie ma ona wymiaru finansowego - dodaje Renata Robaszewska.

Overbooking - patent na zarobek

Wielu klientów na nadrezerwacjach (overbookingu) próbuje nawet zarabiać. Celowo kupują bilety na obleganych połączeniach i odprawiają się w ostatniej chwili. Istnieją nawet strony internetowe, które doradzają najpewniejsze loty.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Jak złodzieje kradną twoje auto?

Białe włamanie - problem dla właścicieli mieszkań

Wpisz alimenciarza na listę dłużników

Mandat 100 czy 500 złotych? Straż miejska na tropie źle parkujących

Dlaczego łososie drożeją?




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.