Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Łosoś na święta będzie ekskluzywnym daniem. W supermarketach za świeżą rybę trzeba zapłacić ponad 50 zł za kilogram (filet bez skóry).

100-gramowa paczka wędzonych plastrów to wydatek co najmniej 10 zł. Nieco taniej jest w dyskontach. Przed świętami ceny nie spadły. Dla firm rybnych to okres żniw. Ale dlaczego ceny rosną?

- Jeszcze niedawno moja firma przerabiała 100 ton łososia tygodniowo, teraz najwyżej 20-30 proc. - mówi Jerzy Safader. To ma znaczenie nie tylko dla zwykłego Kowalskiego, który na wielkanocne śniadanie zechce podać jaja na twardo udekorowane plasterkami wędzonej ryby. Większe znaczenie ma to dla całej polskiej gospodarki. Nasze firmy wyspecjalizowały się bowiem w kupowaniu świeżych łososi i przetwarzaniu ich: wędzeniu, plastrowaniu, paczkowaniu. Potem 70-80 proc. tej produkcji wysyłają za granicę. To doskonały biznes, bo łosoś jest smaczny, podzielny, ma mało ości i łatwo go przyrządzić. Pomagają przepisy. Importerzy surowej ryby muszą zapłacić minimalną 2-proc. taryfę celną. Produkt przetworzony jest obłożony 13-proc. cłem, więc bardziej opłaca się przetwarzać łososie w Unii.

Polska zyskuje na cenach łososia

Na łososiowym boomie wiele firm polskich wyrosło na potęgi europejskie. Morpol, Almar, Suempol - włączają dziś mocny nasłuch na to, co dzieje się na farmach rybnych w Chile i Norwegii. Stąd właśnie cały świat kupuje łososie do przerobu. A dzieje się tam źle.

Chilijskie farmy padły ofiarą El Nino. Ciepły prąd morski spowodował wzrost temperatury wody w akwakulturach, to z kolei zaowocowało zakwitem alg. Tlenu w wodach zaczyna brakować, część alg jest toksyczna. Zginęły 23 mln ryb, przetwórcy stracili 800 mln dolarów. Chilijska produkcja łososi, a Chile to najważniejszy obok Norwegii dostawca tych ryb, może być mniejsza w br. aż o jedną piątą.

Podaż spada - ceny rosną. Ta uniwersalna zasada ekonomiczna spowodowała wzrost cen chilijskich ryb nawet o jedną czwartą tylko w ciągu trzech miesięcy.

Sytuacja byłaby łatwiejsza do opanowania, gdyby nie kryzysowa sytuacja w hodowlach norweskich. Największy producent na świecie boryka się z pasożytem o mało wdzięcznej nazwie wesz morska. - Ryby hodowane w akwakulturach zarażają się od ryb dzikich i od innych zwierząt morskich. Sama wesz nie powoduje, że mięso łososia jest zatrute, ale uszkadza je, kaleczy. W mięsie pojawiają się wówczas przekrwienia, a takiego surowca przetwórnie nie chcą kupować - wyjaśnia Aleksandra Buczkowska z ambasady Norwegii w Warszawie. Efekt? Masa hodowanych ryb (tzw. biomasa) będzie w tym roku o 7 proc. niższa. Temat jest na tyle ważny, że skandynawski bank Nordea publikuje raporty, w których mówi się o "szoku podażowym". Początek roku przyniósł norweskim farmerom najwyższe od 30 lat ceny eksportowe. Na Nasdaq "indeks łososia", pokazujący zmiany cen łososia patroszonego z głową, zanotował wzrosty o niemal 15 proc. w ciągu 12 tygodni.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Jak złodzieje kradną twoje auto?

Białe włamanie - problem dla właścicieli mieszkań

Wpisz alimenciarza na listę dłużników

Co zrobić, kiedy zabraknie dla ciebie miejsca w samolocie?

Mandat 100 czy 500 złotych? Straż miejska na tropie źle parkujących




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.