Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Pan Cezary dostał "czuły liścik" od straży miejskiej. Powód: źle zaparkowane auto stojące zbyt blisko skrzyżowania. - Tego samego wieczoru kilka aut stało obok i właściciele wszystkich dostali "wezwanie do wskazania użytkownika pojazdu" - opowiada pan Cezary.

Na swoim wezwaniu wyczytał, że straż miejska "prowadzi czynności wyjaśniające w sprawie o wykroczenie z art. 97 kodeksu wykroczeń polegające na postoju w odległości mniejszej niż 10 m od skrzyżowania". Strażnicy ostrzegają pana Cezarego w piśmie, że "w przypadku niewskazania, komu powierzył pojazd, popełni wykroczenie określone w art. 96 par. 3 kodeksu wykroczeń". A wtedy sprawę zakończy 300-złotowy mandat. Pod tekstem podpisał się strażnik Janusz.

Pan Cezary z ciekawości zapytał sąsiada, ile on będzie musiał zapłacić. Treść wezwania sąsiada brzmiała identycznie poza jednym szczegółem - wysokość mandatu określona była na 100 zł, a nie 300 zł. A korespondencja nie pochodziła od strażnika Janusza, ale od funkcjonariuszki Beaty. Czyżby kobiece oko patrzyło łagodniej? - chciał wiedzieć pan Cezary, więc poprosił Ekipę Samcika o wyjaśnienie.

Straż miejska tłumaczy wysokość mandatu

W straży miejskiej w Warszawie dowiedzieliśmy się, że wysokość grzywny za zatrzymanie pojazdu w odległości mniejszej niż 10 m od przejazdu lub skrzyżowania wynosi dokładnie 300 zł. Widełek brak. Skąd więc rozbieżność w kwotach podanych w pismach obu sąsiadów? Jeden rzut oka Moniki Niżniak ze straży miejskiej na korespondencję czytelnika i wszystko stało się jasne.

- Przesłane właścicielom pojazdów wezwania dotyczą wskazania osoby, która użytkowała pojazd w czasie, kiedy doszło do naruszenia przepisów - fachowo tłumaczy strażniczka. Informacja o mandacie nie odnosi się więc do nieprawidłowego parkowania, lecz do ewentualnego niedopełnienia obowiązku właściciela pojazdu, by wskazał jego użytkownika. A za to wykroczenie mandat zależy od oceny funkcjonariusza, nie może jedynie przekroczyć 500 zł.

Mówiąc krótko, za niewskazanie kierowcy grozi do 500 zł, a za zaparkowanie w odległości mniejszej niż 10 m od skrzyżowania równo 300 zł. Wniosek nasuwa się sam - jeśli sąsiad pana Cezarego nie wskaże, kto źle zaparkował jego samochód, i przyjmie mandat za niewskazanie kierowcy, zapłaci jedynie 100 zł. Jeśli natomiast to on prowadził wtedy auto i w oświadczeniu przyzna, że był kierowcą, który zostawił pojazd zbyt blisko skrzyżowania, może dostać mandat opiewający na 300 zł.

U pana Cezarego prawdopodobnie wyjdzie na jedno, bez względu na to czy ujawni on, że sam był kierowcą, czy też to zatai, mandat i tak wyniesie 300 zł - bo tyle wynosi zarówno "taryfa" za złe parkowanie, jak i zaproponowany czytelnikowi "mandat za sklerozę". No, chyba że straż się zdenerwuje i skieruje do sądu wniosek o ukaranie czytelnika.

Chcesz porozmawiać z autorem, poinformować go o czymś? Napisz: ekipasamcika@wyborcza.biz



Jak mądrze inwestować? Jak oszczędzać, by rzeczywiście zyskiwać? Jak nie dać się oszukać bankom i pośrednikom? Odpowiedzi szukaj w każdy czwartek, w nowym magazynie o codziennych finansach "Pieniądze Ekstra ". W tym numerze:

 Jak złodzieje kradną twoje auto?

Białe włamanie - problem dla właścicieli mieszkań

Wpisz alimenciarza na listę dłużników

Co zrobić, kiedy zabraknie dla ciebie miejsca w samolocie?

Dlaczego łososie drożeją?




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.