Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Z jednej strony bankowcy coraz bardziej obniżają oprocentowanie depozytów (w ciągu ostatniego roku wypłaciły nam o jedną dziesiątą odsetek mniej niż poprzednio, co przekłada się na 900 mln zł uszczerbku w naszych kieszeniach), a z drugiej zaczynają "ubierać" klientów w coś, czego ci klienci nie chcieli zakładać i czego nie rozumieją. Nie lubię takich zagrywek, zwłaszcza jeśli dotyczą osób starszych. A te - często również oburzeni członkowie ich rodzin - piszą do mnie ostatnio bardzo często.

86-latka z 180 miesięczną lokatą

"Jako Pana czytelnik przesyłam umowę, jaką mojej 87-letniej babci wcisnęli w PKO BP. To 15-letnia lokata "Kapitał na emeryturę". W wyniku zawarcia tej umowy co miesiąc bank przelewa z ROR-u, na który wpływa tylko emerytura z ZUS (1800 zł, jedyne źródło utrzymania), 500 zł na lokatę. Oczywiście babcia nie miała pojęcia o tym, że zawiera tak długą umowę" - to tylko jedna ze skarg, które dostałem.

Inny przypadek. "Dwa lata temu moja mama, starsza już pani w wieku 86 lat, wyraziła zgodę na założenie lokaty, która miała być dwuletnim depozytem. Okazała się jednak lokatą pod nazwą "Kapitał na marzenia", akonto której każdego miesiąca bank ściąga jej z rachunku 200 zł. Umowa jest zawarta na 144 miesiące. Sąsiadka założyła identyczną lokatę - także z przeświadczeniem, że jest ona na dwa lata. Sąsiadka miała wówczas, tak jak mama, 86 lat. Zlikwidowałyśmy te lokaty, ale w listopadzie znowu mama potwierdziła - jak mówi, niechcący - wolę założenia bardzo podobnej lokaty. Obecnie mama ma 88 lat, jest przekonana, że ma lokatę dwuletnią, ale w papierach stoi jak wół, że umowa obowiązuje przez 180 miesięcy" - pisze inna czytelniczka.

Widziałem dokumentację. Wpłaty mają być pobierane co miesiąc, po 400 zł, aż do 2030 r. Mama mojej czytelniczki w momencie zakończenia umowy będzie miała 103 lata i mnóstwo zaoszczędzonych pieniędzy. Z całego serca, podobnie jak bankierzy, życzę, żeby zdążyła je wydać. Tyle tylko, że jej emerytura to 1600 zł, z czego 600 zł idzie na stałe opłaty, 300 zł na lekarstwa, 400 zł na te nieszczęsne lokaty. Na jedzenie i pozostałe wydatki zostaje jej. 300 zł. Gdzie tu sens, gdzie logika? Jasne, pracownik wyrobił plan sprzedażowy i dostanie premię, a prezes banku zainkasuje kilka milionów wynagrodzenia i pochwali się, że dzięki jego zachętom "Polacy coraz częściej oszczędzają na emeryturę". Powinien raczej powiedzieć, że "na emeryturze".

Tego typu produkty, zresztą nie najgorzej pomyślane, mają służyć oszczędzaniu na dostatnią emeryturę i są przeznaczone raczej dla osób, które jeszcze są aktywne zawodowo. Po co oferować takie długoterminowe oszczędzanie 87-latce, która jest na takim etapie życia, że powinna raczej dbać o zdrowie, oddawać się różnym hobby i cieszyć się komfortowym mieszkaniem oraz dobrą opieką? Na to wszystko potrzeba pieniędzy, które bank zabiera co miesiąc z ROR-u, żeby oddać z odsetkami po tym, jak staruszkowi "pęknie" sto lat życia. Stuknijcie się, drodzy bankowcy - zwłaszcza ci, którzy nakładają na swoich pracowników te głupie plany sprzedażowe - w czoło.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.