Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Pech chciał, że mniej więcej w tym samym czasie BGŻ BNP Paribas - w ramach porządków "poprzejęciowych" - zrobił przegląd kredytów Sygmy i sprzedał wszystkie, które nie były regularnie spłacane. Nabywcą był fundusz sekurytyzacyjny, a jego zbrojnym ramieniem jest firma windykacyjna EOS.

W puli sprzedawanych kredytów znalazł się też ten, który zaciągnęła mama mojego czytelnika.

I nagle windykatorzy zaczęli się domagać od niego 3900 zł.

Sprawa w zasadzie byłaby zrozumiała, gdyby nie to, że mimo śmierci mamy mojego czytelnika ów kredyt był przez cały czas systematycznie spłacany. Jak to możliwe? Po prostu czytelnik osobiście spłacał raty. I to nie tylko po śmierci mamy, ale od samego początku. Choć kredyt był zaciągnięty formalnie przez starszą panią, to tak naprawdę pieniądze były dla niego.

Zdziwiony pismem otrzymanym od EOS natychmiast napisał list do BGŻ BNP Paribas z prośbą o wyjaśnienia.

"Na jakiej podstawie Sygma Bank skierował do windykacji prawidłowo spłacany kredyt? Do dnia dzisiejszego spłaciłem zgodnie z harmonogramem 21 rat. W załączeniu kopie przelewów" - napisał klient.

Dodał też, że wysłał akt zgonu do Sygma Banku oraz ustalił telefonicznie z jego pracownikami, że nadal będzie spłacał kredyt zgodnie z rozpiską. I że Sygma Bank nie informował o żadnych nieprawidłowościach w spłacie kredytu (bo takich nie było), natomiast z nieznanych przyczyn skierował kredyt do windykacji.

Bank odpowiedział klientowi, że po pierwsze, z jego papierów wynika, że kredyt nie był spłacany prawidłowo, a po drugie, żadnych informacji na ten temat nie udzieli - a już na pewno nie przekaże klientowi danych dotyczących spłaconych rat - bo dopóki nie dostanie papierów z sądu o tym, że mój czytelnik przejął prawa do spadku (oraz długów po zmarłej), to jest "osobą trzecią". Klient napisał analogiczną prośbę do firmy windykacyjnej EOS, ale ta odpowiedziała podobnie.

Czy można mieć pretensje do banku i firmy windykacyjnej, że dziś odmawiają klientowi informacji? Zapewne nie, bo kredyt został zaciągnięty na nazwisko jego mamy. Bank nie widzi potrzeby sprawdzania czegokolwiek, bo jak już sprzedał kredyt, to sprzedał.

Mój czytelnik poinformował windykatorów, że w związku z całym zamieszaniem przestaje spłacać kredyt i dzięki temu problem będzie miał nie tylko on, ale też firma windykacyjna.

W tym momencie obudził się bank. Poniewczasie, ale lepiej późno niż później. Napisał klientowi, że poprosi firmę windykacyjną, żeby umożliwiła wznowienie spłaty rat.

Historia - po dobrych kilku miesiącach walki - ma szansę zakończyć się happy endem.

Dla nas nauka jest taka - jeśli wzięliście kredyt na babcię, dziadka albo rodziców, to w przypadku - odpukać - ich śmierci kredyt bardzo szybko może trafić do windykacji.

A jak już tam trafi, to będzie trudno wyciągnąć od windykatora jakąkolwiek informację, nie mówiąc już o dogadywaniu się z nim. Trzeba mieć bardzo dobrą, kompletną dokumentację spłaty rat, bo np. może się zdarzyć, że windykator będzie chciał wyciągnąć od was drugi raz pieniądze, które już wpłaciliście do banku.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.