Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Firmy ubezpieczeniowe coraz częściej zaczynają zamieniać wielowariantowe pakiety ubezpieczeń w proste polisy chroniące tylko od jednego wybranego ryzyka. Takie polisy są krótkoterminowe i nie mają zbyt wielu wyłączeń.

Przykładem są ubezpieczenia od nowotworu. Rak to druga przyczyna zgonów w Polsce, zaś strach przed zachorowaniem jest w stanie skusić do zakupu polisy nawet najbardziej sceptycznego do ubezpieczania się klienta.

Onkopolisa od BZ WBK z assistance

Kilka tygodni temu do sprzedaży w oddziałach BZ WBK weszła Onkopolisa. Podobną polisę zaoferował również mBank. Do tej pory ubezpieczenia na wypadek raka były głównie wabikiem, którym firmy ubezpieczeniowe kusiły klientów do zakupu pakietów ubezpieczeń na życie. Trzeba było kupić zwykłą polisę na życie, a jedną z opcji dodatkowych było ubezpieczenie od ciężkich zachorowań, w tym od raka.

Tymczasem obie wymienione wyżej polisy - oferowane przez BZ WBK oraz mBank - są samodzielne, to znaczy, że kupując je, otrzymujemy wyłącznie polisę antyrakową i nic więcej. Jeśli spotka nas "zwykła" śmierć albo taka spowodowana innymi chorobami, uposażony dostanie co najwyżej zwrot wpłaconych przez nas składek. Suta wypłata - w najdroższych wariantach sięgająca 100-200 tys. zł - nastąpi wyłącznie po wykryciu nowotworu.

W odróżnieniu od rozbudowanych polis życiowych z opcją antyrakową w jednoskładnikowych ofertach dostępnych w bankach nie ma zbyt wielu wyłączeń odpowiedzialności ubezpieczyciela. Nowotwory w definicjach zawartych w ogólnych warunkach ubezpieczenia dzielą się na te, które są mniej groźne (in situ) i poważniejsze. Za pierwsze można dostać 10-20 proc. sumy ubezpieczenia, a za te drugie - 100 proc. Do głównej części - odszkodowania na wypadek nowotworu - banki (a w zasadzie firmy ubezpieczeniowe) dorzucają jeszcze assistance medyczne (np. pokrycie kosztów dodatkowych badań, drugiej diagnozy lekarskiej czy rehabilitacji).

A ile to kosztuje?

Najlepiej podarować sobie zajmowanie się najtańszymi wariantami, którymi w pierwszym rzucie starają się zainteresować nas sprzedawcy. Walka z rakiem jest potwornie kosztowna i wymaga - poza pokryciem kosztów terapii lepszych niż standardowe - odstawienia na bok innych zajęć (np. czasowej rezygnacji z pracy) oraz zapewnienia rodzinie źródeł utrzymania. Tymczasem najtańsze pakiety onkopolis zapewniają odszkodowania rzędu 20-30 tys. zł. To więc niewiele. Jeśli się już ubezpieczamy, warto zrobić to porządnie.

W BZ WBK najbardziej wypasiony pakiet gwarantuje 120 tys. zł odszkodowania w wypadku wykrycia nowotworu złośliwego i 24 tys. zł w przypadku nowotworu in situ. Dodatkowo dorzucają porządne assistance nowotworowe (dowiozą na rehabilitację, pomogą w transporcie medycznym czy dofinansują zakup sprzętu) oraz jedną wizytę domową internisty w domu w przypadku innego nagłego zachorowania. Na stronie internetowej Onkopolisy nie ma taryf, ale jednej z czytelniczek - osobie przed trzydziestką - zaproponowano cenę rzędu 50 zł miesięcznie lub 500 zł rocznie przy pięcioletnim okresie ubezpieczenia. To 50 zł miesięcznie to niewiele, składka dla osoby po czterdziestce rośnie przynajmniej dwukrotnie. Tym niemniej to 500 zł pomnożone przez pięć lat to raptem 2 proc. wartości ewentualnego odszkodowania. A więc relatywnie niedużo.

A co proponuje mBank?

Tu oferują ubezpieczenie mWaleczni, w którym maksymalna suma ubezpieczenia wynosi 100 tys. zł i jest wypłacana tylko w przypadku wykrycia nowotworu złośliwego. Nie ma żadnego dodatkowego assistance, ale za to jest dodatkowa opcja - wypłata 40 tys. zł w przypadku śmierci w nieszczęśliwym wypadku.

Ile trzeba zapłacić za gwarancję, że będziemy mieli z czego się leczyć, gdyby dopadło nas to świństwo? Wszystko zależy od wieku i od odpowiedzi na dwa pytania w ultrakrótkiej ankiecie medycznej. Dwudziestolatek bez obciążeń nowotworowych w rodzinie zapłaci tylko 19,99 zł miesięcznie. 30-latek - już 24,99-34,99 zł. A czterdziestolatek - od 39,99 zł do aż 89,99 zł w zależności od odpowiedzi w ankiecie. Osoby starsze płacą już 100-200 zł miesięcznie.

Reasumując: tyle trzeba zapłacić za gwarancję, że gdy trafi nas nowotwór złośliwy, będziemy mieli kasę na porządną opiekę i życie. To dużo czy mało? Odpowiedź każdy musi znaleźć sam. Dobrze jednak, że wreszcie pojawiły się polisy bardziej wycelowane w nasze konkretne strachy i obawy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.