Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Nasz czytelnik, 70-letni pan Sławomir, nabawił się kontuzji kolana. Miał problemy z chodzeniem, a nawet z poruszaniem się po domu. Wysiłkiem był dla niego spacer do sklepu spożywczego. Zapisał się więc do swojego lekarza rodzinnego. Przypisane maści i tabletki nie pomogły, dostał za to skierowanie do ortopedy. Czas oczekiwania: dwa miesiące. Na szczęście w jednym z lubelskich szpitali - dzięki determinacji i dziesiątkom wykonanych telefonów - udało się umówić wizytę wcześniej. Od ortopedy nasz bohater dostał skierowanie na kolejne badania: USG i prześwietlenie stawu kolanowego. Okazało się, że na wykonanie tych badań ma czekać kolejne trzy miesiące. A kolano boli i niedoszły pacjent ledwo chodzi.

Pan Sławomir zadzwonił więc do popularnej sieci prywatnych klinik medycznych działającej w województwie lubelskim, aby zapłacić za badanie i wykonać je szybciej. Kolejna przeszkoda: mimo że nasz czytelnik musiałby zapłacić za rezonans 600 zł, to i tak ma czekać w kolejce 2 miesiące. I to mimo, że klinika zapewnia klientów na swojej stronie internetowej, iż "czas oczekiwania na wykonanie badania wynosi ok. 2 dni robocze".

Przeszło mu przez myśl, aby wezwać karetkę i zgłosić się na izbę przyjęć w szpitalu. W końcu nawet lekarze rekomendują ten prosty sposób na uniknięcie kolejek. Ostatecznie pan Sławomir chwycił się innej metody: zadzwonił do znajomego w jednym ze szpitali, a ten umówił go na badanie na następny dzień. Jak to możliwe? "Kolejki kolejkami, ale przerwy między pacjentami są tak duże, że w rzeczywistości lekarze mogliby przyjąć co najmniej dwa razy więcej osób. Ale im się to zwyczajnie nie opłaca" - usłyszał nasz czytelnik od znajomego.

Taki znajomy pracujący w szpitalu to dla każdego chorego prawdziwy skarb. Nasz czytelnik przekonał się o tym, gdy znów musiał poprosić go o pomoc. Stało się to zaraz po wykonaniu zleconych przez ortopedę badań, kiedy recepcjonistka poinformowała go, że na wizytę lekarską, na której pozna wyniki tych badań, jest zapisany za. dwa miesiące. I tę wizytę udało się przyspieszyć dzięki przyjaznej duszy, która znalazła w kalendarzach lekarskich puste przebiegi. W sumie bez wydania ani złotówki panu Sławomirowi udało się w kilka tygodni przejść całą procedurę wprowadzania swojego kolana w proces leczenia. A więc: wizytę u lekarza rodzinnego, potem u ortopedy, badania USG i RTG oraz powtórną wizytę u lekarza specjalisty.

Inni nie mają tyle szczęścia. Ani nie mają znajomości w państwowej służbie zdrowia, ani nie mają pieniędzy na prywatne leczenie. Najdłużej się czeka na wszczepienie protezy stawu biodrowego: średnio aż trzy lata i siedem miesięcy. Niemal rok temu na taki zabieg trzeba było czekać średnio cztery lata i trzy miesiące. Jeśli operacja musi być przeprowadzona w trybie pilnym, to średni czas oczekiwania zmniejsza się do... półtora roku. Tak wynika z najnowszego Barometru fundacji Watch Health Care, która systematycznie monitoruje dostęp do publicznej opieki medycznej.

Nie lepiej jest z wizytami u lekarzy specjalistów. Na wizytę w państwowej przychodni stomatologicznej czekamy średnio ponad 8 miesięcy, a u chirurga plastycznego ponad pół roku.

Najnowsze dane potwierdzają, że kiepska sytuacja publicznej służby zdrowia napędza sprzedaż prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych. Ale nawet ci, którzy mają pieniądze i chęć na prywatny pakiet medyczny, mogą się srogo zawieść. Pakiet prywatnych wizyt lekarskich sprzedawany przez PZU ogranicza się do osób w wieku maksymalnie 67 lat. W towarzystwie ubezpieczeniowym Aviva - 70 lat. W pozostałych firmach ta granica maksymalnego wieku jest jeszcze niższa.

Klinika Medicover, która sprzedaje abonamenty medyczne, pełne pakiety usług oferuje osobom, które nie ukończyły jeszcze 68 lat. Kosztuje blisko 1,8 tys. zł za rok. Jednak jeśli z ich oferty chce skorzystać osoba starsza, ma indywidualnie liczoną stawkę, zależną od stanu zdrowia. Minimalna wynosi 192 zł na miesiąc, czyli aż 2,5 tys. zł na rok.

Co zawiera taki pakiet? Konsultacje internisty i lekarzy wybranych 19 specjalności, m.in.: chirurga, ortopedy, dermatologa, ginekologa, kardiologa, laryngologa, okulisty czy onkologa. Dodatkowo podstawowe zabiegi ambulatoryjne i badania diagnostyczne i laboratoryjne, m.in.: badanie ostrości wzroku, cholesterol, cytologia, EKG spoczynkowe, mammografia, EKG, holter, RTG i USG.

W identycznej cenie najpełniejszy pakiet dla seniorów sprzedaje największy konkurent Medicoveru LUX MED. To jedyna firma, której klientem może być senior na emeryturze. LUX MED ma specjalne pakiety dla osób w wieku 65-80 lat. Są to do wyboru: "Sosna" (760 zł rocznie), "Jodła"(1 tys. zł) i "Cyprys" (2,5 tys. zł).

Najpełniejszy pakiet - "Cyprys" - ma podobny zakres jak abonament Medicoveru. Obejmuje wizyty u lekarzy kilkunastu specjalizacji, pokrywa koszt większości prostych badań. W uboższych - "Sosna" i "Jodła" - senior musi dopłacać 20 zł do każdej wizyty u lekarza i każdego badania. Najskromniejszy obejmuje wyłącznie najbardziej podstawowe badania laboratoryjne.

Żaden dostępny dla seniorów pakiet nie obejmowałby jednak rezonansu stawu kolanowego, który musiał wykonać nasz czytelnik.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.