Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
O ile przez lata internauci traktowali sieć jako supermarket z filmami i serialami, tak teraz się to powoli zmienia. Z 27 proc. w 2015 r. do 24 proc. w tym roku spadł odsetek użytkowników ściągających filmy i seriale z internetu - czytamy w wynikach badania MEC VideoTrack II. Tylko 14 proc. e-widzów zainteresowanych pozyskaniem jakiegoś programu rozpoczyna swoje poszukiwania od wizyty na torrentach, czyli stronach, które pomagają się dzielić nielegalnymi plikami w sieci.

Zwłaszcza że ściąganie filmów w ten sposób może zaowocować wizytą policji. Przekonało się o tym 40 tys. polskich użytkownicy torrentów z województwa zachodniopomorskiego, którzy ściągnęli komedię "Wkręceni" z Piotrem Adamczykiem i Kamilą Baar. Podobny problem właśnie mają osoby, które z internetu pobrały film "Drogówka" w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego.

Samo ściąganie nie narusza co prawda przepisów, jednak podczas korzystania z torrentów użytkownik może jednocześnie udostępnić pliki. A udostępnianie (niezależnie od tego, czy świadome czy nie) jest już ścigane. Grozi za nie grzywna, a w najgorszym wypadku nawet dwa lata pozbawienia wolności. Nie wspominając o możliwym procesie cywilnym, w którym udostępniająca osoba może zapłacić odszkodowanie za straty producenta. Średnio kancelarie prawne żądają od jednej osoby 500-1000 zł.

Kino za darmo

Jeśli chcemy oglądać filmy za darmo i legalnie, to coraz częściej mamy taką możliwość, m.in. na YouTubie czy w serwisie wideo na żądanie Vod.tvp.pl należącym do TVP.

YouTube ma podpisane umowy np. ze studiem TOR (producentem takich filmów jak "Podwójne życie Weroniki" czy "Krótki film o zabijaniu"). Tu trzeba jednak zapomnieć o kinowych nowościach. Producentom bardziej opłaca się wypuszczać filmy w tzw. cyklu dystrybucyjnym - najpierw w kinach, później na DVD - często jednocześnie z premierą w płatnych serwisach VOD (o nich więcej za chwilę), potem trafiają do płatnych telewizji i dopiero na sam koniec są w serwisach, które pozwalają oglądać filmy w zamian za emisję reklam. Kinowe hity do płatnego rozpowszechniania w sieci trafiają w jakieś pół roku od premiery, a do serwisów z reklamami nawet po trzech latach (o ile w ogóle - na przykład Disney nie chce oddawać swoich filmów za darmo). Im mniej film zarobił w kinach, tym szybciej zobaczymy go w sieci - producent chce odzyskać choć część wydatków. Część produkcji ma nawet swoją premierę w serwisach VOD razem z premierą kinową, jednak nie jest to częsta praktyka.

Za pieniądze i legalnie

Płatne filmy i seriale znajdziemy w kilku miejscach.

Po pierwsze - w kilku-kilkunastu serwisach VOD (czyli wideo na żądanie).

Można w nich wykupić abonament na oglądanie filmów bądź dostęp pozwalający na obejrzenie konkretnej produkcji. W należącym do Onetu VOD.pl po miesiącu darmowego korzystania abonament kosztuje niecałe 20 zł miesięcznie. W Player.pl, serwisie TVN - 10 zł (jest akurat promocja). Abonenci nie muszą oglądać reklam przed filmami.

Kupowanie filmów "na sztuki" to nieco większy wydatek. W Cdp.pl ceny filmów zaczynają się nawet od 2 zł. W tej cenie nie ma co jednak liczyć na kinowe hity czy nowości. "Grawitacja" (film z 2013 r.) kosztuje blisko 30 zł. Prawie ośmioletni "Mroczny Rycerz" to wydatek 20 zł.

W VOD.pl ceny za jeden film zaczynają się od 9,90 zł, podobnie jak w Ipla.pl.

Po drugie - u swojego dostawcy kablówki. W nc+ ceny zaczynają się od 9,90 zł za wypożyczenie filmu, choć np. "Kung Fu Panda 3" to wydatek 14,90 zł. W UPC za film zapłacimy kilka-kilkanaście złotych. Opłaty doliczane są do rachunku.

Po trzecie - na YouTubie. Sa tu takie kanały jak "Sala Kinowa Premium". Oferują możliwość kupienia lub wypożyczenia filmu (wypożyczonego filmu nie ściągamy na dysk, lecz oglądamy w oknie przeglądarki). Wypożyczenie jednego filmu to 5-9 zł.

Po czwarte - na Netflixie. Od niedawna Polacy mogą również korzystać z Netflixa, amerykańskiego serwisu z filmami i serialami, który działa na zasadach abonamentu. Najtańszy pakiet (jedno urządzenie, brak jakości HD) to cena 34 zł. Najdroższy - 52 zł. Ten pozwala na oglądanie treści na czterech urządzeniach w jakości ultra HD. Jednak zdaniem ekspertów Netflix nie podbije naszego rynku zbyt szybko. Co prawda w ostatnim kwartale Netflix podwoił liczbę użytkowników ze 126 tys. w lipcu do 275 tys. we wrześniu. Jednak w porównaniu z dwoma milionami użytkowników Ipli to nadal nie jest imponujący wynik.

Tanio, ale niekoniecznie legalnie

Na rynku są też serwisy, które mają płatne materiały wideo, ale filmy i seriale znalazły się tam bez zgody ich właścicieli.

Bardzo popularnym serwisem jest Cda.pl - we wrześniu 2016 r. odwiedziło go prawie 6 mln osób.

Strona opiera się na materiałach wrzucanych przez użytkowników. Część z nich to reprezentanci producentów filmowych, dzięki czemu możliwe jest obejrzenie niektórych filmów legalnie.

Za miesięczny abonament w serwisie zapłacimy 19,90 zł, a niektóre filmy (również te pełnometrażowe) są dostępne bezpłatnie.

Część materiałów wideo wrzucają jednak zwykli użytkownicy, którzy niekoniecznie mają do nich prawa (co jest niezgodne z regulaminem serwisu).

Cda.pl działa podobnie jak Chomikuj.pl - dopiero po zgłoszeniu właściciela praw autorskich materiały mogą zostać usunięte z serwisu. Zarówno Chomikuj, jak i Cda zapewniają, że zgłoszone materiały usuwane są regularnie.

Uwaga na przekręt na SMS

Warto także uważać na serwisy, które oferują nowości kinowe. Część z nich wykorzystuje tytuły znanych, nowych filmów, które są właśnie grane w kinach, jako wabik na nieświadomych internautów. Po wejściu na taką stronę jesteśmy proszeni o podanie swojego numeru telefonu, dostajemy SMS-a z kodem, który należy wpisać na stronie. W zamian teoretycznie mamy otrzymać dostęp. W praktyce jednak ani nie zobaczymy filmu (strona może wyświetlić informację np. o braku odpowiedniego kodeka), a wpisanie kodu na stronie oznacza aktywowanie tzw. subskrypcji SMS, w której dostajemy kilka SMS-ów tygodniowo i za każdego musimy zapłacić kilka-kilkanaście złotych.

Taką subskrypcję można anulować albo przez wysłanie SMS-a zapisanego w regulaminie (którego większość użytkowników nie czytała), albo przez kontakt ze swoim operatorem telefonicznym. Próby reklamacji są raczej skazane na porażkę - wysyłając SMS-a, akceptujemy regulamin, w którym często nie ma ani słowa o dostarczaniu filmów.

Część stron wykorzystuje także tytuły filmów jako zachętę do ściągnięcia wirusa. Złośliwe oprogramowanie ukrywane jest pod nazwą programu do odtwarzania czy brakującego sterownika. Taki program może później śledzić wpisywane przez nas hasła lub zablokować dostęp do dysku, żądając pieniędzy za odblokowanie sprzętu.

Legalne obejrzenie filmu "Wkręceni" w serwisie Ipla.pl to wydatek niecałych 7 zł.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.