Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jakiś czas temu w bankach modne były karty płatnicze, dzięki którym można taniej lub za darmo podróżować samolotami. Im częściej używasz takiej karty, tym więcej masz punktów (zwykle zwanych milami), które z kolei da się wymienić na bilety lotnicze. Znam asów, którzy tak intensywnie wachlowali swoimi kartami, że raz na kilkanaście miesięcy za darmo lecieli sobie np. do Azji albo do którejś ze stolic europejskich. "Lotnicze" karty były więc jedną z najbardziej "rentownych" form programów lojalnościowych. Latanie za grosze to w końcu nieco bardziej chwytliwy pomysł na nagrodę niż patelnia. Za używanie kart płaciły w ten sposób Raiffeisen Bank (miał wspólną kartę z WizzAir), mBank, Citibank i Diners Club (w ramach programu Miles and More wspólnie z LOT-em i Lufthansą). Niestety, czasy lotniczych kart zdają się powoli dobiegać końca. Ze wspólnego biznesu z linią lotniczą wycofał się Raiffeisen (Wizz wydaje teraz kartę przedpłaconą wspólnie z Euronetem), potem "wymiękł" Citibank (zamienił program Miles and More na konkurencyjny, w którym bierze udział British Airways, ale przelicznik punktowy jest gorszy). Teraz zaś dotarł do mnie komunikat mBanku o zmianach, które od stycznia szykuje posiadaczom kart kredytowych Miles and More.

Loty drożeją

Od początku przyszłego roku, żeby "zarobić" jedną milę na swoje konto, trzeba będzie jeszcze intensywniej wachlować plastikiem. W przypadku zwykłych kart Miles and More jedna mila będzie przysługiwała za 6 zł zakupów (dziś jest to 5 zł), zaś w przypadku kart typu premium - 4 zł (do tej pory było 3 zł). A i to nie wszystko, bo niemal jednocześnie - a dokładniej od połowy września tego roku - liczbę potrzebnych do zdobycia nagrody mil zwiększył także sam operator programu, czyli Miles and More. O ile do tej pory lot krajowy gratis (a w zasadzie nie całkiem, bo w cenie opłat lotniskowych) przysługiwał za 25 tys. mil, o tyle teraz limit podniesiono do 30 tys. mil. Loty w granicach Europy "podrożały" z 30 tys. do 35 tys. mil.

Co to oznacza dla klientów mBanku?

Ano o ile na starych zasadach do biletu na lot europejski wystarczyło 150 tys. zł obrotów na karcie (albo 90 tys. zł w przypadku karty premium), o tyle teraz będzie to 210 tys. zł (lub 140 tys. zł w przypadku karty premium). A jeszcze trzeba pamiętać, że standardowo punkty w Miles and More są po trzech latach anulowane, jeśli uczestnik programu ich nie wykorzysta na jakąś nagrodę. Można więc gonić króliczka i nigdy go nie dogonić. Albo wymieniać punkty na inne nagrody, jak np. noclegi w hotelach (np. kilka dni w Barcelonie za 20 tys. punktów) czy tańszy wynajem samochodów.

Gorsze przeliczniki zafundowane uczestnikom programu przez Miles and More uderzają też w drugą firmę oferującą karty lotnicze, czyli Diners Club. Tu już od dawna przelicznik to 1 mila za 5 zł wydane kartą (ale trzeba pamiętać, że nie jest to karta dla każdego, warunki przyznania są dość wyśrubowane).

Biorąc pod uwagę, że karty lotnicze są dość drogimi "zabawkami" - np. w mBanku wydanie zwykłej karty kredytowej Miles and More kosztuje aż 100 zł, a cieszącej wyższym przelicznikiem karty premium aż 300 zł (Diners Club pobiera aż 350 zł opłaty) - coraz mniej korzystne przeliczniki stawiają pod znakiem zapytania ich atrakcyjność. Nawet biorąc pod uwagę 2000 mil powitalnych, dystans potrzebny do zebrania nagród w postaci gratisowych lotów staje się kosmiczny.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.