Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Ograniczenie pozaodsetkowych kosztów - takich jak prowizje - miało sprawić, że pożyczki będą mniej lichwiarskie. Pożyczenie pieniędzy na miesiąc może kosztować mniej więcej 28 proc., a na rok nie więcej niż jakieś 60 proc. Z kolei zapisy utrudniające rolowanie pożyczek bez końca miały sprawić, że firmy nie będą klientów od siebie uzależniały "pierwszą pożyczką gratis".

Już wiadomo, że po wprowadzeniu nowych przepisów trochę firm się wykruszyło z rynku (głównie tych najmniejszych, ku uciesze rynkowych liderów, którym ubyło lokalnej konkurencji), reszta zaczęła mniej lub bardziej intensywnie kombinować, jak by tu ustawę ominąć. Opisywałem ostatnio w blogu firmę, która chętnie przejmuje klientów "chwilówkodajni" i refinansuje im pożyczki, jeśli już wpadli w zakaz rolowania. Zakaz zakazem, a zarabiać trzeba.

Są i inne patenty. Jest taka firma chwilówkowa Kasomat.pl. Nastawiona na zaspokajanie najbardziej wyuzdanych potrzeb konsumenckich, pożyczy pieniądze nawet na trzy dni. Tanio nie jest - pożyczasz 500 zł, a oddajesz 626 zł - ale można. Te same 500 zł pożyczone na 30 dni kosztuje 641 zł z małymi groszami. Firma jest obwieszona medalami przyznanymi przez szczęśliwych konsumentów: ma "medal polskiej przedsiębiorczości i profesjonalnej obsługi", certyfikat "odpowiedzialny pożyczkodawca", medal "100% jakości", jest też członkiem prestiżowej Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych. Nic tylko odpowiedzialnie się zadłużyć.

"Będziemy cię finansowali najtaniej, najdłużej i pomożemy w spłacie" - obiecuje firma w reklamie.

Firma działa tak, że trzeba jej dostarczyć kopię wyciągu bankowego, rachunek za prąd i gaz oraz przesłać przelew weryfikacyjny w wysokości 1 zł ze swojego banku. W ten sposób Kasomat odsiewa klientów niewiarygodnych finansowo oraz oszustów.

Podobnie działa większość dużych firm na rynku chwilówek. Ale im dalej w las, tym więcej drzew. Na etapie składania wniosku pożyczkowego pojawiają się opcje do wyboru: albo zabezpieczysz pożyczkę zewnętrznym poręczeniem, albo ustanowisz zastaw na swoim majątku. Wiem, pukacie się teraz w czoło: "Co? Zabezpieczenie chwilówki? A co to za dziwo?". Generalnie chwilówki po to są chwilówkami, żeby były niezabezpieczone.

O co więc chodzi? O podprowadzenie klienta, rozochoconego wizją błyskawicznej dostawy gotówki, do wyboru zabezpieczenia pożyczki poręczeniem firmy Partners of Securities. Wynagrodzenie poręczyciela? Ryczałtowe 17 proc. od wartości pożyczki. To oznacza, że jeśli biorę chwilówkę na miesiąc i skorzystam z tej - domyślnie zakreślonej w formularzu pożyczkowym - formy zabezpieczenia, to zapłacę znacznie więcej, niż wynikałoby to ze wstępnej kalkulacji.

Na tym jednak nie koniec pułapek. Co prawda umowa jest zawarta z chwilą jej zaakceptowania przez obie strony w internecie, ale... na klienta jest nakładany obowiązek wysłania własnoręcznie podpisanej, papierowej umowy. To jeszcze pół biedy. Jeśli jednak klient się z tego nie wywiąże, firma pożyczkowa może "naliczyć opłatę za niewykonanie zobowiązania w kwocie wskazanej w Tabeli Opłat". Przezornie Kasomat nie zamieszcza tabeli opłat na swojej stronie internetowej (po co denerwować potencjalnych klientów?), ale z umowy poręczenia, która nieopatrznie została zawieszona na stronie "pożyczkodajni", wynika, że kara za niedostarczenie papierowej umowy wynosi... 390 zł!

Chcesz więc pożyczyć 500 zł, ale za miesiąc musisz oddać 650 zł. Nie masz samochodu, który mógłbyś zastawić? Ojej, musisz zapłacić jeszcze prawie 100 zł za poręczenie.

Zapomnisz odesłać papiery (albo poczta je zgubi)? Jeszcze 390 zł. W sumie - w miesiąc możesz więcej, niż podwoić swój dług.

Lichwiarskich pożyczek, niestety, zabić się nie da, bo zawsze będą ludzie, którzy z jakichś przyczyn nie otrzymają pożyczki w banku, lub też tacy, którzy po prostu wolą mieć wygodniejszą pożyczkę przez smartfona niż tradycyjną, bankową, choćby i ta ostatnia była tańsza. Jedyne, co można zrobić, to pilnować, żeby firmy chwilówkowe i te udzielające pożyczek na dłużej nie wpuszczały klientów w pętlę długów.

Sprawa jakiś czas temu trafiła do blogu "Subiektywnie o finansach". Nazajutrz napisał do mnie szef Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych Andrzej Roter z informacją, iż "została podjęta z urzędu przez Komisję Etyki KPF. Zostanie dokonana weryfikacja zgodności praktyk biznesowych, opisanych przez Pana, z Zasadami Dobrych Praktyk KPF". Pozostaje czekać na wyniki tego "śledztwa".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.