Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Dlaczego z harmonogramu spadnie im ten bolesny dylemat? Wystarczyła drobna (i przy okazji dobra, bo to ostatnio modne) zmiana w procedurach bankowych.

O ile dziś wartość transakcji, które trzeba wykonać, by zasłużyć na darmowe usługi w mBanku, jest ustalana na podstawie rozliczonych w danym miesiącu płatności, o tyle od stycznia będą się liczyły transakcje wykonane między pierwszym a ostatnim dniem miesiąca, niezależnie od tego czy bank zdążył je rozliczyć przed końcem tego miesiąca, czy nie.

Problem nie jest błahy i bynajmniej nie dotyczy tylko tego jednego banku. Wszystko zaczęło się od popularyzacji w Polsce transakcji zbliżeniowych. Żeby klientom się spodobały, płatność musiała przebiegać naprawdę szybko. Część banków w trosce o zaoszczędzenie kolejnych nanosekund postanowiła nie nakazywać terminalowi łączenia się z bankiem przy takich transakcjach. Dane o nich są wtedy wrzucane do centrum rozliczeniowego tylko raz na jakiś czas. Najczęściej na koniec dnia, ale niektóre banki dawały sobie na rozliczenie transakcji zbliżeniowych... dwa tygodnie!

Kłopot w tym, że część banków za niewypełnienie warunku aktywności nalicza klientom opłaty. I są na tym tle spory. Zdarza się, że owszem, klient wymagane transakcje wykonał, ale bank nie zdążył ich rozliczyć. A w regulaminach bankowych jako podstawę do wyliczenia prowizji klienta bierze się transakcje rozliczone w danym miesiącu, niezależnie od tego kiedy klient je wykonał.

Żartowałem, że zakupy opłacane kartami powinniśmy robić tylko w pierwszej połowie miesiąca, bo tylko wtedy jest pewność, że zostaną przez bank zaliczone na poczet tego właśnie miesiąca. Prosiłem bankowców, żeby się puknęli w czoło - jeśli już uzależniają poziom opłat za konta i karty od obrotów generowanych przez klientów, a nie są w stanie rozliczać kart na bieżąco, to powinni wszelkie wątpliwości rozstrzygać na korzyść klientów.

Teraz wreszcie będzie tak, jak powinno być od początku - przynajmniej w mBanku (choć może "po cichu" podobne zasady wprowadziły też inne banki mające warunkowe opłaty za konta i karty). To dobry krok, świadczący o tym, że w banku starają się wyeliminować bezsensowne punkty budowania nowych sporów z klientami.

W każdym banku powinni właśnie od tego zacząć poprawianie wizerunku: od ustalenia odpowiedzi na pytanie, "w których miejscach naszych procedur jesteśmy bezsensownie nieprzyjaźni dla naszych klientów". Zaręczam, że w każdym banku coś się znajdzie.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.