Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Szukałem butów do koszykówki. Rychło okazało się, że w moim, blisko półmilionowym, mieście w zasadzie nie ma gdzie ich kupić, bo cały handel już dawno przeniósł się do internetu. Zresztą w jednym z nielicznych sklepów, które pozostały, sprzedawca bez ogródek przyznał, że i tak w sieci będzie taniej.

Buty piękne przez chwilę

Buty kupiłem więc na oficjalnej stronie Adidasa w Polsce. Problem się pojawił, kiedy po kilku miesiącach zaczęły się rozklejać i trzeba je było zareklamować. W tradycyjnym sklepie sprawa jest dość prosta: idę z towarem, spisujemy reklamację, rzeczoznawca je ogląda i maksymalnie za dwa tygodnie reklamacja jest rozpatrzona. Jeśli nie, zawsze wiem, do kogo mieć pretensje.

Trzeba przyznać Adidasowi, że już po tygodniu, jedynie na postawie mojego maila i zdjęć butów, reklamację rozpatrzył pozytywnie. Okazało się jednak, że buty trzeba odesłać do. Niemiec, na szczęście na koszt sklepu internetowego, który opłacił kuriera. Tak zrobiłem i zapadła cisza.

Ponieważ sprawa wyraźnie się ślimaczyła, a na moje maile dostawałem sporadycznie odpowiedzi podpisywane "Rafał" albo "Magda" lub (najczęściej) nie dostawałem ich wcale, postanowiłem sprawdzić, z kim mam tak naprawdę do czynienia. Na stronie sklepu w zakładce kontakt podany był jedynie mail oraz numer bezpłatnej infolinii. dla telefonów stacjonarnych, które, jak wiadomo, są gatunkiem wymierającym.

Skontaktowałem się z Adidas Poland, skąd dostałem odpowiedź: "Sklep internetowy Adidas.pl jest niezależną spółką operowaną w Amsterdamie, posiadającą pełną niezależność, oddzielny dział Customer service". Co więcej, okazało się, że w regulaminie sklepu znajduje się punkt "Prawo właściwe i jurysdykcja", w którym jest napisane: "Regulamin Adidas podlega przepisom prawa Królestwa Niderlandów". Z prawem holenderskim nie miałem do tej pory do czynienia, więc nic mi to nie powiedziało. Na szczęście wkrótce potem pieniądze odzyskałem, ale trwało to miesiąc bez kilku dni, od momentu złożenia reklamacji.

Z mojego przykładu płynie jednak wniosek, że przy coraz powszechniejszym handlu internetowym tak naprawdę nie zawsze wiemy od kogo i gdzie kupujemy.

Rzecznik konsumenta nie pomoże

- Błędne jest myślenie, że skoro witryna sklepu jest prowadzona w języku polskim, został podany polski adres, to mamy do czynienia z polską firmą. Dlatego kolejnym naszym krokiem musi być odnalezienie regulaminu, w którym powinny znajdować się dane rejestracyjne działalności gospodarczej czy spółki - mówi Katarzyna Słupek z Europejskiego Centrum Konsumenckiego (ECK).

Europejskiego, bo w takim przypadku nie pomogą nam powiatowi rzecznicy konsumentów. A ECK pomaga przeprowadzić spory konsumentów z Polski z przedsiębiorcami działającymi na terenie krajów Unii. Należy się zgłosić do Centrum mailowo, telefonicznie, za pośrednictwem formularza na stronie internetowej (Konsument.gov.pl) lub osobiście w siedzibie Centrum w Warszawie. W ubiegłym roku na e-handel było tu 921 skarg.

Interwencja ECK (skuteczna bądź nie) zajmie średnio jakieś dwa miesiące.

Z Unią pół biedy

Ale czy siedząc we własnym fotelu i kupując buty na stronie Adidas.pl, podlegam prawu polskiemu, Królestwa Niderlandów, czy. europejskiemu? Co będzie w takim razie, jeśli buty zginą po drodze albo zapłacę, a towaru nie dostanę?

Holandia (na szczęście) należy do Unii. - W obu przypadkach konsument, który chce się sądzić - co do zasady - może zawsze wybrać, czy chce dochodzić swoich praw w sądzie, którego siedziba mieści się w państwie przedsiębiorcy, czy w kraju klienta (vide: art. 18 rozporządzenia 1215/2012/WE) - mówi dyr. ECK Piotr Stańczak.

Warto dodać, że w przypadku roszczeń nieprzekraczających 2 tys. euro klient może skorzystać z przyjaznej konsumentom Europejskiej Procedury Drobnych Roszczeń, która pozwala w sposób uproszczony, nawet bez wsparcia adwokata, dochodzić roszczeń przed sądem właściwym dla miejsca zamieszkania konsumenta Prawdziwy problem powstaje, gdy przedsiębiorca nie ma siedziby firmy na terenie UE.

- Wtedy tłumaczę konsumentowi, że praktyczne dochodzenie roszczeń może być bardzo utrudnione. Perspektywa procesu sądowego w Chinach lub chociażby USA nie zachęca do roszczenia praw przeciętnego konsumenta, zwłaszcza przy niewielkiej wartości przedmiotu sporu - mówi Marek Radwański, powiatowy rzecznik konsumentów w Poznaniu. Czytaj: w przypadku problemów z zakupami w takich krajach jesteśmy właściwie bez szans.

Z informacji zawartych na stronie Adidas.pl wynika, że za kontakt z mediami odpowiada agencja Tailor Made PR, ale nie uzyskaliśmy od niej odpowiedzi na nasze pytania wysłane mailem. Nie uzyskaliśmy ich mimo prób również ze strony firmy Adidas Poland.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.