Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jakimi kryteriami kierować się przy wyborze miejsca na narciarskie szaleństwa? Teoretycznie najważniejsza powinna być gwarancja, że na miejscu będzie dobrze przygotowany stok. Ale, jak mówi Anna Siekierzycka z firmy Skimaniak.org, która organizuje wyjazdy na narty, alpejskie kurorty narciarskie praktycznie wszędzie dbają o stoki tak samo starannie. Tańsze wyjazdy wcale nie oznaczają więc gorszych warunków do jeżdżenia. Różnice kryją się za to gdzie indziej.

Jednym z największych wydatków są skipassy. A te najdroższe są w największych i najbardziej rozreklamowanych kurortach, z najdłuższymi trasami, zwłaszcza w środku sezonu. W tych ze 120 km tras lub więcej ceny są najwyższe i mogą sięgać kilkuset euro za sześć dni, zwłaszcza za oferty łączone. W dużych ośrodkach we Włoszech skipassy kosztują ok. 240 euro (Val Gardena, Kronplatz, Alta Badia), w Austrii 255 euro (St. Anton, Saalbach) czy od 332 do 430 franków szwajcarskich (Zermatt, Lenzerheide). Paradoksalnie, w niektórych ośrodkach w najdroższej Szwajcarii turyści narzekają na przestarzałą infrastrukturę.

Z reguły najniższe ceny skipassów i wypożyczenia sprzętu narciarskiego są we Francji. W dalszej kolejności są Włochy i Austria, a zdecydowanie najdroższa jest Szwajcaria.




Mniejsze ośrodki pozwalają zaoszczędzić

Tańsze są mniejsze ośrodki, gdzie ceny skipassów są w granicach 140-170 euro. We Włoszech to np. Aprica, Ponte di Legno, Paganella. W przypadku Austrii bardziej kameralne miejsca to Shoneben czy Nauders. - Często nie do końca słusznie narciarzom wydaje się, że na mniejszym kilometrażu trudniej się wyjeździć. To nieprawda. Z drugiej strony te ośrodki są z reguły mniej tłoczne i bardziej przyjazne dla rodzin. Gdy proponujemy rozszerzenia skipassa na inne ośrodki, to mało kto się decyduje, bo okazuje się, że kilkadziesiąt kilometrów tras narciarskich w zupełności wystarcza - mówi Siekierzycka. Dodaje, że paradoksalnie, w dużych ośrodkach czasem trudniej się wyszaleć, bo turystów jest znacznie więcej i dużo czasu spędza się w kolejkach do wyciągów.

Rozglądając się wśród mniej oczywistych miejsc, można też wybrać na zimowy wypad Andorę w Hiszpanii czy mało popularne u nas Alpy w Słowenii. - Słoweńskie Alpy Julijskie nie odbiegają standardem od innych, choć trasy są krótsze, około 30-kilometrowe, jak np. w ośrodku Krvavec. Koszty pobytu są tam stosunkowo niewysokie, a za skipass zapłacimy do 160 euro - mówi Siekierzycka.

Z Włochami i Francją jest dla Polaków taki problem, że są położone daleko. Zwłaszcza w przypadku tego drugiego kraju częściej decydujemy się więc na transport lotniczy. Według wyszukiwarki połączeń lotniczych Kayak, szukając lotów do Mediolanu, Wenecji i Bolonii we Włoszech, znajdziemy połączenia w średnich cenach 170, 227 i 151 zł. Oczywiście licząc za osobę w obie strony.

Da się oczywiście dotrzeć do kurortu narciarskiego jeszcze taniej. Do Mediolanu (port Bergamo) można polecieć liniami Wizzair 3 lutego i wrócić 10 lutego za 120 zł. A do Bolonii lata m.in. Ryanair z lotniska Warszawa-Modlin. Za 150 zł można się tam udać w dniach 29 stycznia - 6 lutego. Bardzo dobrą ofertę na loty do Wenecji mają linie EasyJet, np. w terminie 14-21 stycznia z Krakowa można polecieć nawet za 160 zł.

Genewa wreszcie tanio

Tu znajdziesz serwis Nanarty.wyborcza.pl

W pobliżu górskich ośrodków znajdują się też lotniska w Tuluzie i Nicei we Francji (bilety średnio po 105 i 718 zł) oraz w Zurychu i Genewie w Szwajcarii. Nawet do tego drugiego kraju da się znaleźć niezłe oferty lotów, bo od niedawna do Genewy lata EasyJet. W terminie 10-17 stycznia można polecieć z tym przewoźnikiem już za 250 zł. Do Zurychu trzeba raczej wybierać się tradycyjnymi liniami lotniczymi. Na przykład w lutym można polecieć LOT-em za 600 zł.

Mniej popularną lokalizacją są też Pireneje w Andorze. By tam dotrzeć, można polecieć na przykład liniami Ryanair do portu Girona (Barcelona). Ceny biletów w dwie strony to na przykład 56 euro w terminie 7-14 stycznia.

Choć podobno Polacy rzadko się decydują, by zabierać sprzęt na pokład samolotu, to może być to opłacalne. - Nasza najnowsza analiza pokazała, że w wielu przypadkach wynajem sprzętu za granicą może przekroczyć koszty jego transportu z Polski. Warto więc się zastanowić nad zabraniem własnych nart, szczególnie gdy linia lotnicza oferuje transport bez dodatkowych kosztów. Zaoszczędzić można zwłaszcza, planując dłuższy pobyt na zagranicznych stokach - mówi Vera Pershina, dyrektor regionalny Kayak na Polskę i Rosję.

Siekierzycka radzi, by sprzęt wynajmowali w kraju. Chodzi nie tylko o ceny, które u nas są niższe. Na przykład w warszawskiej wypożyczalni Bachleda Sport wynajem kompletu (buty, narty, kije) kosztuje 150 do ??? zł za sześć dni. - W kraju możemy poświęcić na dobranie sprzętu więcej czasu. W wypożyczalni pod stokiem zwykle się spieszymy, bo jak najszybciej chcemy rozpocząć jazdę. Bywa, że przez to nie dobieramy sprzętu właściwie - mówi ekspertka.

Z kolei średnie ceny wynajmu sprzętu narciarskiego w Alpach to już około 80-120 euro za sześć dni. Ceny mogą różnić się w zależności od umiejętności narciarza, tańszy jest też sprzęt dziecięcy. Można też oszczędzić, zabierając własne buty, a na miejscu wynająć tylko narty. Nadal to one jednak są największą składową ceny za wynajem - w droższych lokalizacjach mogą kosztować nawet do około 140 euro.

Narty do samolotu

Chcesz zabrać narty czy snowboard do samolotu? W Wizzair zabranie sprzętu narciarskiego na pokład kosztuje ok. 135 zł w jedną stronę. Ryanair zabiera narty czy deskę jako bagaż specjalny, za który płaci się ok. 170 zł. W EasyJet to 158 zł przy rezerwacji internetowej. Za jedną sztukę bagażu sportowego uznaje się zwykle narty lub deskę razem z butami, kaskiem czy kijkami. Trzeba pamiętać, by sprzęt był tylko jednym pakunkiem zabezpieczonym tak, żeby nie uległ zniszczeniu. Część sprzętu, na przykład buty, można jednak przewieźć jako bagaż podręczny.

Pamiętaj też, by zaznaczyć chęć zabrania sprzętu na pokład wcześniej, podczas rezerwacji, by uniknąć dodatkowych opłat na lotnisku. To ok. 5 euro więcej w przypadku Ryanair, 10 euro w Wizzair i 10 funtów w EasyJet. Bez zgłoszenia może się też okazać, że na bagaż w luku nie będzie już miejsca. Uwaga też na limity wagi bagażu, które w przypadku sprzętu obowiązują jak przy zwykłym rejestrowanym 32 kg w Wizzair i po 20 kg w Ryanairze oraz EasyJet.

Bez dodatkowych opłat sprzęt przewiezie za to nasz narodowy przewoźnik LOT, o ile łącznie z bagażem rejestrowanym waga nie przekroczy 23 kg (klasa ekonomiczna). Jeśli będzie to więcej, to opłata wyniesie 200 zł na europejskich lotach międzynarodowych. Wymiary jednej sztuki bagażu nie powinny przekroczyć: 158 cm długości, szerokość lub wysokości. Bez względu na cenę waga nie może też przekroczyć 45 kg. Bagaż sportowy można też zabrać na pokład w ramach limitu bagażu na loty europejskie Lufthansy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.