Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Mam krytyczne podejście do pozabankowych pożyczek. Podczas gdy tania pożyczka może kosztować np. 60-70 zł od każdego pożyczonego tysiąca w skali roku, to w firmach pożyczkowych jest to 300-400 zł od tysiąca. A są i takie pożyczkodajnie, w których już po kilku miesiącach dług potrafi się podwoić.

Wiem, wiem, wiem. Do firmy pożyczkowej przychodzą klienci mniej wiarygodni niż do banków. Kwota pożyczki jest niższa od bankowej (więc proporcja kosztów ponoszonych na obsługę klienta w stosunku do wartości pożyczki jest większa niż w banku), a każdy pożyczkodawca musi z góry zapłacić kilkadziesiąt złotych za sprawdzenie klienta w BIK i trzech BIG-ach (nawet jeśli potem odmówi klientowi pieniędzy). Wiem też, że koszty reklamy i marketingu zabijają. Że utrzymywanie technologii pozwalającej klientowi wystąpić o pożyczkę przez smartfona i wypłacić kasę w ciągu kwadransa też kosztuje niemało. Że jeszcze więcej kosztuje utrzymanie konsultantów, placówek i obsługi domowej. To wszystko prawda. Ale ceny większości pożyczek pozabankowych są wysokie, i to jest fakt.

Ubezpieczenie za 13 zł

Firmy zajmujące się pozabankowymi pożyczkami starają się, żeby ich produkt miał mimo wszystko ludzką twarz. Pomysłem na to mogą być usługi dodatkowe, które klient kupuje za drobne, a dzięki którym czuje się lepiej zaopiekowany. Najbardziej naturalną opcją jest oczywiście assistance: hydraulik, który w razie czego wymieni uszczelkę i nie weźmie za to pieniędzy, albo informatyk, który odwirusuje komputer. Druga popularna opcja to zniżki na usługi zdrowotne: możliwość zamówienia lekarza do domu, pomoc w zakupie leków, kasa wypłacana za pobyt w szpitalu...

Tą drogą idzie już od pewnego czasu firma pożyczkowa Provident, która - razem z Axą - rok temu wprowadziła, a teraz rozszerzyła, tego rodzaju ubezpieczenie dorzucane do swoich nietanich pożyczek. Rzecz kosztuje 3 zł tygodniowo lub 13 zł miesięcznie i jest dobrowolną opcją, którą klient może sobie zamówić do dowolnej providentowej pożyczki.

Co jest w tej cenie? Duża (100 tys. zł) wypłata w sytuacji trwałej i całkowitej niezdolności do pracy (niestety, z ochrony wyłączone są osoby powyżej 75. roku życia) oraz poważnego inwalidztwa (ale tylko wskutek nieszczęśliwego wypadku, nie w wyniku choroby). To żadna atrakcja. Szału nie daje także mieszczące się w owych 13 zł ubezpieczenie od złamań kości w wyniku nieszczęśliwego wypadku - tu z kolei odszkodowanie jest marne - od 100 do 700 zł.

Dzięki polisie można wezwać lekarza

Ale w cenie 13 zł mieści się też ubezpieczenie od pobytu w szpitalu - i to nie tylko w razie nieszczęśliwego wypadku, ale też wtedy, gdy złamie nas choroba. Co prawda w tym drugim przypadku wypłata wynosi tylko 50 zł i zaczyna się dopiero od trzeciego dnia pobytu na łożu boleści, ale w tanich polisach zdrowotnych zwykle w ogóle wyłączone są pobyty w szpitalu spowodowane innymi przesłankami niż nieszczęśliwy wypadek. Tu więc już można postawić providentowej polisie mały plus.

Drugi plus jest za medyczne assistance. Cztery razy w roku w razie nagłego zachorowania bądź wypadku można zamówić wizytę internisty, dwa razy - rehabilitanta i dwa razy pielęgniarki. Za te wizyty nie płacimy, koszt pokrywa ubezpieczyciel. My musimy tylko udowodnić, że lekarz jest nam potrzebny na cito i że potrzeba narodziła się nagle, nie zaś z powodu np. choroby przewlekłej. No i jeszcze - to już jest całkiem fajne - w cenie polisy jest też dwukrotne w czasie jej trwania dostarczenie klientowi leków do wartości 300 zł. Za te leki też nie płacimy, kupuje je firma ubezpieczeniowa, o ile oczywiście przysłany przez nią lekarz internista wypisze recepty.

Gratisowe wizyty lekarzy z zakupem leków i ich dostawą do domu, uzupełnione o małe odszkodowanie za pobyt w szpitalu, czynią tę polisę ciekawą opcją. Co prawda 150 zł rocznie piechotą nie chodzi, ale jeśli ktoś jest chorowity, to może mu się zwróci? Oczywiście: lepiej wziąć tanią pożyczkę, odłożyć pieniądze zaoszczędzone na spłacie rat i mieć kasę na prywatnego lekarza. A najlepiej w ogóle nie pożyczać, tylko odkładać pieniądze, mieć w banku "fundusz zdrowotny" i nie chorować.

Ale jak się nie ma co się lubi... Jeśli ktoś decyduje się płacić kilka razy więcej w firmie pożyczkowej, to taka ekstrapolisa dorzucona do pieniądza może być pewną "okolicznością łagodzącą".

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.