Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Z badań Deloitte wynika, że przeciętna rodzina (jak wiadomo, taka nie istnieje, ale to uroki statystyki) wyda na prezenty prawie 490 zł. Z kolei z innych badań, przeprowadzonych w całej Europie przez holenderski bank ING, wynika, że tylko 77 proc. mieszkańców naszego kontynentu było w ubiegłych latach zadowolonych z prezentów otrzymanych od rodziny. To oznacza, że mniej więcej co piąty był niezadowolony. Najczęściej nie trafione prezenty to perfumy (bo zapach nie pasuje), kosmetyki (bo od otrzymanych już rok, dwa i trzy lata temu szafa się nie domyka) oraz buty (bo nie ten rozmiar lub nie ten fason).

Wydamy na takie "spudłowane" prezenty ponad półtora miliarda złotych. A ekonomiści twierdzą, że zakup upominku, który kładziemy komuś pod choinkę, może być. "zniszczeniem" wartości pieniędzy, które na ów prezent wydajemy. Teorię na ten temat ukuł 23 lata temu na łamach "American Economic Review" niejaki Joel Waldfogel, obecnie profesor ekonomii na University of Minnesota.




Waldfogel twierdzi, że na prezenty zazwyczaj wydajemy więcej, niż zapłaciłby za nie obdarowany. Coś w tym jest. Każdy, kto otrzymał kawę w srebrnej puszce, ekskluzywne czekoladki czy dobry alkohol, zapewne sam by sobie tego nie kupił, a w każdym razie tyle by nie zapłacił, ile darczyńca wydał, by sprawić mu przyjemność. Ale czy na tym właśnie nie polega istota dawania prezentów? Zdaniem Waldfogela nie. A całkowitą stratę z powodu istnienia zwyczaju wręczania prezentów w Boże Narodzenie w samych tylko Stanach Zjednoczonych oszacował rocznie na... 12 mld dolarów. Waldfogel ubolewa, że na wytworzenie czegoś, czego odbiorca nie doceni, zostały wykorzystane surowce i zasoby pracy, które można byłoby spożytkować lepiej i bardziej efektywnie.

Oczywiście ten medal ma dwie strony: prezent to nie tylko pieniądze, lecz także wyrażenie uczuć, a to jest bezcenne. A może nawet przeliczalne na pieniądze? Człowiek doceniony, szczęśliwy, kochany, zadowolony z życia pracuje przecież wydajniej. Waldfogel twierdzi jednak, że idealny prezent to taki, który "wykracza poza to, co dana osoba mogłaby kupić dla siebie". Wykracza, bo obdarowany nie wie o istnieniu jakiejś nowej technologii, nowych, użytecznych sprzętów albo dostępnych nowych elementach, o które można rozbudować już używane przez "prezentobiorcę" sprzęty.

Życzę Wam stosunkowo małej skali "zniszczeń", jeśli chodzi o wartość pieniędzy, które wydaliście na prezenty. A gdyby "dzieło zniszczenia" było jeszcze przed Wami, to mam tu listę najmodniejszych - podobno - w tym roku prezentów według Google i CNN. Są tam m.in. Nintendo Classic Edition (czyli nowa wersja legendarnej konsoli do gier Nintendo, którą pamiętają dzisiejsi 40-50 latkowie), bezprzewodowe słuchawki, zestawy do wirtualnej rzeczywistości (VR) oraz inteligentne gniazdka (dają możliwość zdalnego sterowania - włączania i wyłączania - przedmiotami doń podłączonymi).

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.