Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Kończący się rok z jednej strony nie był najlepszy dla naszych oszczędności - bo przyniósł kolejny spadek oprocentowania depozytów, z drugiej - pozwolił na realny wzrost wartości pieniędzy, które trzymamy w bankach. Wszystko dzięki deflacji, która trwała przez niemal cały 2016 r. Spadek cen towarów i usług oznacza, że każdy, kto trzyma pieniądze w banku, nawet na mizerny procent, jest na plusie.

Jeszcze kilka lat temu w bankach można było dostać na lokacie znacznie wyższe odsetki - nawet 6-7 proc. w skali roku - ale inflacja też sięgała 5-6 proc., co oznaczało, że "zjada" prawie cały realny zysk z depozytu. A reszty dzieła zniszczenia dokonywał podatek Belki, który zabierał 19 proc. zysku od każdego dochodu z kapitału, nie wyłączając odsetek od oszczędności bankowych.

1. Inflacja zacznie szkodzić?

To zależy od wielu czynników, z których nie wszystkie da się przewidzieć, ale dziś najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada, że oprocentowanie depozytów będzie wciąż nędzne, zaś w miejsce deflacji może się pojawić inflacja. Po pierwsze dlatego, że Polacy obdarowani pieniędzmi z programu "Rodzina 500 plus" robią większe zakupy w sklepach. Po drugie dlatego, że ekonomiści na całym świecie spodziewają się wzrostu cen ropy naftowej wskutek zmian w polityce gospodarczej USA po przejęciu władzy przez prezydenta Donalda Trumpa. A koszty energii są ukryte we wszystkim, co kupujemy. Po trzecie - nie można wykluczyć, że wciąż drogie pozostaną euro i dolar. Im bardziej nieostrożna będzie polityka gospodarcza rządu (czyli im większy będzie deficyt), tym gorzej inwestorzy światowi będą oceniali przyszłość naszej gospodarki i tym słabszy będzie złoty. Drogie waluty obce podrażają ceny towarów sprowadzanych z zagranicy, co też "produkuje" inflację.

2. Czy oprocentowanie wzrośnie?

To wszystko nie byłoby problemem, gdyby razem z rozpędzającą się inflacją rosło oprocentowanie pieniędzy w bankach. Ale ono zależy po pierwsze od popytu na kredyty (im większy, tym bardziej banki potrzebują naszych pieniędzy), a po drugie od stóp procentowych NBP. To one określają, po ile banki mogą pożyczać pieniądze od banku centralnego. Jeśli wzrost gospodarczy będzie słaby, NBP nie podniesie stóp - przynajmniej tak zapowiada jego prezes prof. Adam Glapiński - zaś popyt na kredyty się nie zwiększy, to nasze zaskórniaki będą wciąż oprocentowane nędznie.

Inflacja plus niskie stopy procentowe to zabójczy miks dla bankowych depozytów. Jeśli wyniesie na koniec 2017 r. mniej więcej 1,5 proc. (a tak prognozują niektórzy analitycy), zaś średnie oprocentowanie depozytów będzie takie samo, jak dziś (1,6 proc. według NBP), to po odliczeniu podatku Belki pieniądze w bankach będą traciły realnie na wartości.

3. Jaką strategię oszczędzania przyjąć?

Dziś jeszcze można pozwolić sobie na posiadanie lokaty oprocentowanej na 1 proc. albo i mniej, bo nawet taki depozyt realnie "zarabia". Im wyższa będzie inflacja, tym bardziej ryzykowne stanie się utrzymywanie pierwszej lepszej lokaty w pierwszym lepszym banku. Trzeba będzie poświęcić swoim oszczędnościom trochę czasu, by przyniosły znacznie wyższe oprocentowanie od inflacji. Jakie drogi prowadzą do tego celu?

Krótki depozyt lepszy od długiego?W ostatnich latach - w związku ze spadającymi i utrzymującymi się na rekordowo niskim poziomie stopami procentowymi - banki promowały oszczędzających długoterminowo. Obecnie oprocentowanie depozytów rocznych i dwuletnich jest wyższe niż trzy- i sześciomiesięcznych (wyjąwszy okresowe promocje). W tym roku sytuacja może się zmienić. Nawet jeśli stopy procentowe nie będą się zmieniały, to rosnąca inflacja może zniechęcić banki do gwarantowania klientom zbyt atrakcyjnych odsetek na długi termin.

Niewykluczone, że bankowcy obniżą oprocentowanie długoterminowych depozytów (zwłaszcza ze stałym oprocentowaniem). Siłą rzeczy bardziej opłacalne mogą się więc stać te krótkoterminowe. Oznaczałoby to, że dziś nie warto kierować wszystkich oszczędności na depozyt długoterminowy, mimo że jego opłacalność wygląda teraz dobrze. Warto część pieniędzy trzymać w pogotowiu, na krótszej lokacie, bo może nadarzy się okazja jej zrolowania na atrakcyjnych warunkach.

Stała stopa tylko na krótko?Nie wiadomo, ile będzie wynosiło oprocentowanie depozytów pod koniec przyszłego roku, ale jeśli nie zdarzy się nic strasznego w gospodarce - co zmusiłoby NBP do obniżki stóp procentowych - to raczej to oprocentowanie nie powinno być niższe od obecnego.

Bukowanie stałego oprocentowania na długi termin raczej nie przyniesie więc korzyści, a ograniczy możliwość skorzystania z jakichś okazji na jego podwyższenie, które będą proponowały niektóre banki.

Ostatni dzwonek dla wyjadaczy wisienek?Skoro może być trudniej w banku o realny zysk, to większą popularnością będzie się cieszyło tzw. wyjadanie wisienek, czyli wędrówki z banku do banku w poszukiwaniu krótkoterminowych okazji do zarobku. Warto przeznaczyć na to część pieniędzy, przynajmniej dopóki będzie się opłacało. Nie można bowiem wykluczyć, że banki - ściśnięte podatkiem bankowym - w przyszłym roku będą częściej wiązały promocje z dodatkowymi warunkami, np. przeniesieniem do banku dochodów albo płaceniem jego kartą w sklepach.

Dobry procent w "domowym" banku?Przyzwyczailiśmy się do tego, że są banki, w których można mieć konto osobiste, oszczędnościowe i kartę kredytową, oraz takie, które specjalizują się w przyjmowaniu naszych oszczędności. Ten podział powoli zanika, bo marże banków spadają i klienci "jednoproduktowi" przestają być przedmiotem pożądania. Przeciwnie - banki coraz częściej stosują wabik w postaci atrakcyjnego depozytu, by skłonić dobrego klienta do pozostania w placówce albo zmobilizować niezbyt aktywnego do większej aktywności.

Uwaga na struktury!

To będzie kolejny rok, w którym bankowcy zaoferują jako alternatywę dość nisko oprocentowanych depozytów, tzw. produkty strukturyzowane. Są one niczym czarna skrzynka składająca się z obligacji i opcji giełdowej. W założeniu obligacje mają zapewnić możliwość odzyskania kapitału (klient wie, że nie straci ani grosza), zaś opcja daje szansę na zarobek, o ile sprawdzi się zakładany w ramach struktury scenariusz, np. jeśli za rok od dziś jakiś indeks giełdowy będzie wyżej niż teraz.

Radzę unikać struktur długoterminowych - dłuższych niż półtoraroczne, a także takich, które do osiągnięcia zysku wymagają spełnienia trudnego warunku (np. utrzymania się indeksu w zbyt wąskim paśmie). Wolę struktury krótkoterminowe oparte na zasadzie, że sprawdzenie wyniku następuje kilka razy (np. co pół roku) i każdy pozytywny rezultat sprawdzenia automatycznie zamyka grę zwycięstwem klienta (to tzw. opcja autocall).

Cały ten wywód oparty jest na pewnym scenariuszu sytuacji gospodarczej, który - choć obecnie wydaje się prawdopodobny - nie musi się sprawdzić. Albo może być zakłócony nieprzewidzianymi wydarzeniami zewnętrznymi. Dlatego niezależnie od tego, jak się zmieni nasza sytuacja w bankach w przyszłym roku, warto pamiętać o dwóch uniwersalnych zasadach: po pierwsze - pieniądze bankowe warto podzielić na co najmniej dwie części i ulokować w różny sposób (np. część na dłużej, a część na krócej); po drugie - warto część oszczędności mieć pod ręką (nawet jeśli będzie to oznaczało ich zerowe oprocentowanie), by tworzyły poduszkę bezpieczeństwa na nieprzewidziane wypadki.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.