Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Zmienia się model wyprzedaży. Kiedyś (jeszcze kilka lat temu) ruszały po świętach. Teraz zaczynają się dużo wcześniej. Pierwsze ich oznaki (dość niemrawe) są już pod koniec listopada. Startują w ramach tzw. black friday. Tuż przed świętami cięcia cen są już widoczne.

A po świętach wyprzedaże trwają już pełną gębą, bo sklepy liczą, że dzięki dobrym cenom uda się im zwiększyć przychody w jednym z najgorszych dla handlu miesiącach, czyli styczniu - wyprzedaże oficjalnie kończą się bowiem 31 stycznia.

Sieci usiłują nas więc jakoś ściągnąć do sklepów. Jak wynika z ankiety zrobionej przez internetową porównywarkę cen Ceneo.pl (3 tys. odpowiedzi), zakupami w tym okresie rządzą płciowe stereotypy.

Mężczyźni twierdzą, że na wyprzedażach będą szukać głównie RTV, AGD czy komputerów. Kobiety zaś chcą kupować głównie ubrania. Z drugiej strony - jakby mogło być inaczej? W centrach handlowych ponad połowa sklepów sprzedaje odzież. A ulubionym ich klientem jest kobieta w wieku 30 plus - zostawia najwięcej pieniędzy.

Coraz częściej wyprzedaże prowadzą również sklepy internetowe. - Już niemal połowa e-sklepów deklaruje wprowadzenie zimowych obniżek i ofert - twierdzi Marta Pietranik-Pacuła z Ceneo.pl.

Podstawowym wabikiem jest atrakcyjniejsza cena, ale sklepy kuszą też darmową dostawą - to wciąż istotne kryterium wyboru dla kupujących w sieci klientów.

Jak można oszczędzić, kupując elektronikę

Na prośbę "Gazety Wyborczej" porównywarka Ceneo.pl sprawdziła, czy wyprzedaże faktycznie są takimi okazjami, jakimi się wydają.

Elektronika ma swój naturalny cykl sprzedaży.

Towary w miarę upływu czasu zwyczajnie tracą na wartości. Na przykład nowe modele telewizorów pojawiają się w sklepach najczęściej w marcu. W wakacje ich cena jest już mniejsza. A rok później, tuż przed pojawieniem się nowych generacji, są tańsze mniej więcej o jedną trzecią niż w chwili, w której wchodziły na rynek.

Najszybciej i najmocniej tanieją technologiczne nowinki. Do niedawna telewizory 4K czy OLED były dostępne tylko dla bardzo, bardzo zamożnych ludzi, kosztowały kilkadziesiąt tysięcy złotych.

I tak 55-calowy telewizor OLED LG 55EG910V pojawił się na Ceneo.pl we wrześniu 2015 r. ze średnią ceną 9849 zł. Teraz - znów średnia cena - kosztuje 5885 zł (produkt dostępny już od 5484 zł). Spadek w tym okresie wyniósł aż 40 proc.

Konsola Play Station 4 / 500 GB kosztowała w styczniu 2015 r. 1668 zł. Teraz dostępna jest już od 1136 zł.

"Pierwszy wyraźny spadek ceny miał miejsce w grudniu 2015 r. (o 10 proc. w stosunku do ceny ze stycznia 2015 r.), po świętach w 2015 r. cena ustabilizowała się i spadła dopiero po roku, czyli w grudniu 2016 r., do obecnego poziomu" - twierdzi Ceneo.pl. Podobnie jest z telefonami, laptopami, tabletami etc.

Telefon Huawei P8Lite w czerwcu 2015 r., gdy pojawił się na Ceneo.pl, kosztował 1136 zł. Od tego momentu cena spadała sukcesywnie, bez większych wahań, aż do początku 2016 r. do pułapu 838 zł (w sumie o 26 proc.). Na tym poziomie pozostaje do dziś.

Z kolei telefon Sony Xperia X Performance, gdy wchodził na rynek w maju ubiegłego roku, kosztował 2999,99 zł. Teraz, i to bez żadnej wyprzedaży, można go kupić za 1719 zł.

Skoro towary tanieją same z siebie, to do czego służą wyprzedaże w przypadku elektroniki i AGD?

Prawdziwe okazje, owszem, na nich są. Tyle że jest ich niewiele. Dla pozoru rzuca się do sklepu trochę towaru niezłej jakości w dobrej cenie - aby przyciągnąć chętnych i mieć się czym chwalić na wystawach i w reklamach. Ale generalnie sklepy w tym czasie czyszczą magazyny, wypychając z nich półkowniki, które tam zalegają latami. Innymi słowy - sprzedają to, co nie zeszło przez ostatnie (długie) miesiące. Czyli towar nieco podniszczony, stary w sensie technologicznym - jeden z moich rozmówców specjalizujący się w testowaniu sprzętu RTV twierdzi, że chodząc po sieci popularnych sklepów w styczniu, czuje się, jakby wędrował po muzeum techniki.

Podobnego rodzaju eksponaty trzeba sprzedać jak najszybciej - aby zarobić na nich cokolwiek, póki można. Sklep daje więc cenę, w jakiej ten towar był sprzedawany, zanim trafił do magazynu, i cenę promocyjną niższą o połowę. Robi wrażenie? A jak!

Sieci w dobrych, wyprzedażowych cenach oferują również sprzęt powystawowy zwrócony przez klientów (niestety, czasami nawet nie informując, że był wcześniej używany).

W ubraniach wyprzedaże mniej atrakcyjne

Polski gigant odzieżowy, koncern LPP (Reserved House, Mohito, Cropp i Sinsay), na początku stycznia sprzedał hurtem zapasy starych kolekcji warte 120 mln zł. Nie będą one oferowane na żadnym z rynków, na których spółka ma sklepy. Ubrania kupił międzynarodowy pośrednik specjalizujący się w transakcjach podobnego rodzaju.

Dlaczego nie sprzedawano tego towaru w ramach wyprzedaży w sklepach LPP?

- Decyzja o hurtowej sprzedaży zapasów podyktowana jest zmianą polityki zarządzania towarem, w tym m.in. modelu wyprzedaży towarów w naszych salonach. Nowe podejście do wyprzedaży oznacza rezygnację z ponownego wprowadzania w tym okresie do sklepów starszych niż rok modeli z kolekcji pochodzących z poprzednich sezonów - mówi Marta Chlewicka, rzeczniczka prasowa LPP.

Rewolucja? Może.

Ale bardziej efekt tego, że już się nieco wzbogaciliśmy, że stać nas na nieco więcej niż dekadę temu.

- Świadczy to o cywilizowaniu się naszego rynku, który staje się dojrzałym rynkiem zachodnim - mówi Piotr Haman, wiceprezes Cursor SA, firmy specjalizującej się w procesach wspierania sprzedaży i logistyki.

Podobnego rodzaju transakcje jak ta, którą przeprowadziło LPP, to jego zdaniem dość powszechna praktyka producentów odzieży, którzy chcą uniknąć psucia rynku sprzedażą produktów ze starych kolekcji.

Branża działa tak, że wycofywane z rynku, niesprzedane kolekcje, tzw. stocki, sieci odzieżowe wysyłają poza swoje główne rynki.

W ten sposób przez lata trafiały m.in. do Polski i były sprzedawane przez niezależne sklepy tekstylne, na bazarach, w hipermarketach bądź w dyskontach.

- Alternatywnym kanałem sprzedaży produktów z poprzednich sezonów są też firmowe outlety, ale te z czasem stają się stałym elementem obiegu produktu, a ceny w nich przestają być atrakcyjne jak dawniej - mówi Haman.

Jak tanio kupić ubranie na wyprzedaży?

Ale czy faktycznie w trakcie wyprzedaży można kupić towar, który chwilę wcześniej był dużo droższy?

To półprawda, czyli nieprawda, która zapakowana jest w pozory. Z całą pewnością kupowanie ubrań w pierwszej cenie to rozrzutność. Oczywiście, kto bogatemu zabroni...

- W latach 90. obniżka o 30 proc. była już głęboka, co było uzasadnione niskim poziomem marż w tekstyliach. Dziś marże są większe, ale też dzięki temu sklepy mogą pozwolić sobie na znacznie większą redukcję cen - mówi Haman.

Ale ta gra ma też drugą stronę. Każda sieciówka, zamawiając towar, doskonale wie, że będzie go sprzedawać w pierwszej, drugiej i trzeciej cenie. Najpierw z 30-proc. zniżką, potem z 50-proc., może nawet z 70-proc. W każdym przypadku zarobi.

Na bardzo dobre okazje cenowe można liczyć raczej przy specjalnych okazjach. Taką jest np. likwidacja sieci - jak dzieje z marką Tallinder należącą do LPP.

- Wyprzedaż towaru marki Tallinder będzie trwała do zamknięcia sklepów stacjonarnych - sześć z dziewięciu salonów zakończy działalność w połowie stycznia br. Salony w Bydgoszczy i Gdyni będą funkcjonować o trzy tygodnie dłużej, natomiast salon w Poznaniu zostanie zamknięty w drugiej połowie lutego - mówi Marta Chlewicka.

To, co zostanie, będzie sprzedawane dalej przez sklep online.

Do 29 stycznia czynny też będzie jedyny działający w Polsce sklep brytyjskiej marki Topshop. Wycofać z Polski ma się również sieć Marks & Spencer, zamykając swoje 11 sklepów. Tutaj też można się spodziewać godziwych obniżek.



Na co uważać, kupując ma wyprzedaży.

Elektronika

Największe zniżki są na towar powystawowy. Czy opłaca się go kupować? To zależy jaki. Czajnik na przykład można kupić, bo na półce tylko stał. Ale czy opłaca się wziąć powystawowy telewizor, który grał np. przez pół roku po 12 godzin dziennie? Raczej nie.

Podobnie jest z laptopami. W tym przypadku dobrze jest sprawdzić, czy nie skończyła się licencja na program antywirusowy. Jeśli tak (a to się zdarza), to oznacza, że na wystawie ten sprzęt leżał ponad rok (po takim okresie kończy się zazwyczaj licencja na antywirusa).

Poza tym jako powystawowy sklepy sprzedają też sprzęt, który był zwracany przez klientów i naprawiany. I nie zawsze informują o tym konsumenta, a nawet informują o tym rzadko.

Towar uszkodzony, zarysowany itp. powinien zostać naprawiony i wystawiony na wyprzedaży czy promocji ze stosowną etykietą.

Ale ponieważ rynek elektroniki użytkowej jest - delikatnie mówiąc - trudny (od kilku lat Polacy niezwykle niechętnie wymieniają sprzęt na nowy), a marże niskie (sklepy toczą wyniszczający bój, producenci również), to teoria swoje, a praktyka swoje.

Tajemnicą poliszynela jest również to, że czasami pracownikom sklepów z elektroniką zdarza się korzystać prywatnie ze sprzedawanego sprzętu, choćby z nawigacji.

Jak zmniejszyć ryzyko wpadki? Lepiej nie kupować ostatnich egzemplarzy. Natomiast produkt powinien być w pudełku, które wygląda na nieotwierane: szczelnie zapakowane w firmowe folie i nieprzerwane naklejki producenta. Oczywiście takie opakowanie nie gwarantuje niczego na 100 proc.

Wreszcie - cenę zawsze można negocjować. W przypadku salonów z elektroniką możemy uzyskać dodatkowy upust do 10 proc.



Ubrania

Bez wątpienia na zimowych wyprzedażach opłaca się kupować. zimowe ubrania i buty (oczywiście jeśli ktoś ich potrzebuje). Sklepy się ich pozbywają, aby zrobić miejsce w magazynie na wiosenną kolekcję.

Z drugiej jednak strony opanowały do perfekcji sztukę nabierania nas na zniżki.

Wchodzimy i widzimy wielki napis: "Ceny 70 proc. w dół".

Spokojnie, najpewniej małym druczkiem na tym napisie znajduje się słowo "do" tych 70 proc., a tak naprawdę porządnie przecenionych jest tylko kilka rzeczy.

Inną sztuczką stosowaną, aby zwabić nas do sklepu w czasie promocji, jest trik "na manekina". Ubrania na manekinie obok napisu "wyprzedaż" zazwyczaj wcale nie są w obniżonej cenie. Mają tylko zachęcić do wejścia do sklepu.

Duża obniżka ceny? To może być trik "na ubiegłoroczną kolekcję". Jeśli w magazynach zostały ubrania, które nie sprzedały się w ubiegłym roku (mimo promocji), to produkt wraca na chwilę na półki w normalnej cenie, a gdy się nie sprzeda, to znów jest przeceniany.

Wreszcie sztuczka "na mieszanki". Ubrania przecenione miesza się z nieprzecenionymi w tej samej cenie. Czyli mamy w jednym miejscu koszulkę za 59,99 zł (przecenioną) i za 59,99 zł (nieprzecenioną). Klienci często nie dostrzegają różnicy, a sklep zarabia.

Warto zapamiętać: najbardziej topowe rzeczy w popularnych rozmiarach są przecenione maksymalnie o 20-30 proc.

Sklep może odmówić przyjęcia z powrotem towaru tylko dlatego, że przestał nam się podobać. Lepiej więc zapytać przy kasie, jak wygląda sytuacja ze zwrotami.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.