Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Różnice w cenach prądu za jeden kilowat energii u poszczególnych dostawców wyglądają na aptekarskie, ale trzeba pamiętać, że rocznie zużywamy tego prądu sporo. Gospodarstwo domowe o małym zużyciu "przepala" jakieś 2000 kWh, u mnie "pękło" niedawno 4000 kWh (ale nie używam gazu). Przy takim zużyciu każdy grosik oszczędności na cenie energii oznacza o 40 zł więcej w portfelu w skali roku.

Wyznacznikiem fair oferty dla klienta jest taka, w której cena prądu będzie atrakcyjna, opłata handlowa niska, zaś kontrakt obarczony karami umownymi - krótkoterminowy. Największe nadzieje wiążę z niezależnymi sprzedawcami prądu. Takimi, którzy sami nie mają elektrowni, w których wytwarzają energię, lecz kupują ją na giełdzie mocy i odsprzedają nam z pewną marżą, korzystając z sieci przesyłowej innych dostawców. Oni mogą sobie pozwolić na większą elastyczność. I chyba zaczynają wykorzystywać tę przewagę.

Zerknąłem ostatnio na najnowszą ofertę firmy Fortum. To marka u nas nieznana, skandynawski producent i sprzedawca energii, który przejął trójmiejski Duon.

Fortum obiecuje, że przez 10 godzin można "tankować" prąd za darmo i bez żadnych limitów. Nie płacę ani grosza, a zużywam, ile chcę. Chodzi o godziny, w których popyt na prąd jest najmniejszy - od 22 do 6 oraz między 13 a 15. W pozostałych godzinach cena nie różni się bardzo od oferowanej przez największych sprzedawców prądu na rynku - wynosi 0,31 zł za kWh prądu. Wysoka jest za to opłata handlowa, która wynosi 9,9 zł miesięcznie.

Pytanie brzmi: jak dużą część zużycia prądu da się przekierować na czas po 22 lub na porę między godzinami 13 a 15? Teoretycznie sporą: komórki i laptopy ładować można w nocy. Pranie i zmywanie zaprogramować na późny wieczór. A odkurzanie mieszkania - na weekend po 13. Nic nie da się natomiast zrobić z lodówką, kuchenką elektryczną, telewizorami i żarówkami. Ile więc realnie da się zaoszczędzić? Ładowarki pożerają jakieś 180 kWh rocznie. Pralka: 200-300 kWh. Zmywarka: 300 kWh. Odkurzacz: 50 kWh. W darmową strefę da się "zepchnąć" zużycie energii rzędu 800-900 kWh. W moim przypadku to około jednej czwartej łącznego zużycia. Na darmowe godziny przypada też jedna trzecia pracy lodówki (kolejne 100 kWh do przodu).

Jeśli uda mi się nie płacić za 1000 kWh energii rocznie, to otrzymuję oszczędność rzędu 300 zł. Trochę z tej korzyści (ok. 50 zł) odpada mi z powodu opłaty handlowej. Wcześniej - jeszcze jako Duon - firma chachmęciła koszmarnie, bo przedstawiając podobne oferty, oferowała dużo wyższe od standardowych ceny prądu w szczycie i domagała się podpisywania długoterminowych umów. Nikt przy zdrowych zmysłach - nie mogąc przetestować, ile zużycia może przenieść do tańszej lub darmowej strefy - nie podpisze cyrografu ze zobowiązaniem na dwa lata. W przypadku oferty Fortum cena prądu w szczycie już nie straszy, zaś krótki okres umowy - tylko rok - zmniejsza do minimum ryzyko klienta, że nie będzie w stanie zaoszczędzić tyle, by zrekompensować sobie wysoką opłatę handlową. Pewną niedogodnością może być konieczność opłacania dwóch faktur - osobną od dostawcy prądu, a osobną od firmy, która jest właścicielem sieci przesyłowej (alternatywni dostawcy energii nie mają własnej sieci).

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.