Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Ponad 700 mld zł, więcej niż połowę naszych oszczędności, trzymamy w bankach. Ale fundusze inwestycyjne, z kwotą ponad 135 mld zł, są na drugim miejscu. W krajach rozwiniętych proporcje są zupełnie inne - mniej więcej jedną trzecią oszczędności konsumenci trzymają w bankach, jedną trzecią - w akcjach i funduszach inwestycyjnych, zaś jedną trzecią w różnego rodzaju planach emerytalnych (najczęściej występujących w opakowaniu ubezpieczeń). Dlaczego u nas jest inaczej?

Po pierwsze dlatego, że jesteśmy biedni. Na każdego z nas przypada 7-8 tys. euro oszczędności, przy czym mniej więcej połowa z nas nie ma ich w ogóle. Tylko kilkanaście procent Polaków deklaruje, że systematycznie odkłada pieniądze na przyszłość (to i tak niezły wynik, bo kilka lat temu było to 8-9 proc.). Jeśli mamy mało pieniędzy, to niechętnie wystawiamy je na ryzyko - to naturalne i zrozumiałe. Dopiero po zaspokojeniu najważniejszych potrzeb, spłaceniu kredytów, zbudowaniu poduszki finansowej "na wszelki wypadek" można się zabrać do lokowania oszczędności poza bankiem. Na ten komfort dziś stać kilkanaście, może 20 proc. Polaków. To i tak trzy-cztery razy większa grupa niż ta, która rzeczywiście lokuje pieniądze poza bankiem. I właśnie dla was jest ten poradnik.

Po drugie dlatego, że wielu z nas sparzyło się na inwestycjach na rynku kapitałowym. Moda na drogie, wciskane z pogwałceniem wszelkich reguł etycznej sprzedaży polisy inwestycyjne spowodowała, że kilka milionów Polaków niekorzystnie ulokowało swoje oszczędności. I dziś łatwiej byłoby ich zagonić do kasyna niż do inwestowania pieniędzy.

Kto zgromadził już wystarczający kapitał, by myśleć o lokowaniu oszczędności poza bankiem i przełamał irracjonalny lęk, systematycznie i od lat na tym wygrywa (o ile oczywiście ulokował pieniądze rozsądnie, czyli tak, jak to opisuję poniżej).

Średni dochód z funduszu inwestującego w polskie akcje w ostatnich pięciu latach to 28 proc. W skali roku - prawie 6 proc. Znacznie więcej, niż w tym czasie można było wycisnąć z depozytu w banku. Kto ulokował pieniądze w funduszach kupujących spółki zagraniczne, wyszedł na tym jeszcze lepiej - globalne fundusze rynków rozwiniętych pozwoliły zarobić 56 proc. w ciągu pięciu lat, czyli więcej niż 10 proc. w skali roku.

Oczywiście to nie oznacza, że kolejnych pięć lat będzie równie udane. Ale długoterminowe dane statystyczne z rynku amerykańskiego zebrane z okresu 130 lat pokazują, że w przeszłości 20-letnia inwestycja dawała gwarancję większego lub mniejszego zysku. W tak długim okresie nie zanotowano żadnego przypadku, by indeks akcji największych spółek S&P500 stracił na wartości. To oczywiście nie znaczy, że w każdym przypadku zysk był satysfakcjonujący, a więc wyższy od depozytu bankowego.

Dlaczego warto lokować pieniądze poza bankiem?

Nie mam szklanej kuli, więc nie wiem, które z moich lokat kapitału przyniosą długoterminowo większy, a które mniejszy zysk. W banku teoretycznie zysk jest pewny, ale tylko pod warunkiem, że nie zje go (albo i całego kapitału) inflacja lub dewaluacja, czyli spadek wartości krajowego pieniądza względem zagranicznych walut (od wartości złotego zależą ceny towarów, które sprowadzamy z zagranicy). Mogę mieć na koncie miliony, które nie będą nic warte. Wielokrotnie w naszej historii zdarzało się, że pieniądz okazywał się bezwartościowy. Dlatego nie trzymam pieniędzy tylko w banku, lecz w różnych miejscach. Jednym z nich są fundusze inwestycyjne.

Większość z was zapewne boi się funduszy inwestycyjnych, bo słyszeliście, że można tam stracić pieniądze i że trzeba mieć doktorat z finansów, żeby wybrać właściwy fundusz. Poza tym były premier ostrzegał, że ta giełda - na której fundusze lokują pieniądze klientów - to szulernia. I że on swoich pieniędzy na emeryturę by tam nie włożył.

Po pierwsze, akcje spółek to nie jest nic strasznego. To "cegiełki" własności firm, które coś produkują, zatrudniają ludzi, osiągają zyski i dzielą się nimi z właścicielami (czyli posiadaczami tych "cegiełek"). Owszem, wartość rynkowa akcji zmienia się - czasem bardzo gwałtownie - ale w długim terminie dobrze zarządzana firma raczej zyskuje na wartości, niż bankrutuje. CCC, LPP, CD Projekt, Wawel, Dębica, Żywiec... to przykłady firm, które przez ostatnich kilkanaście lat przyniosły swoim akcjonariuszom krociowe zyski.

Mając udziały w spółce giełdowej, ponoszę ryzyko, że ona zbankrutuje, ale z drugiej strony - jeśli jednak nie zbankrutuje - mam pewność, że moje akcje nigdy nie padną ofiarą inflacji ani dewaluacji. Kawałek majątku dobrze zarządzanej firmy łatwiej utrzymuje realną wartość niż zapis w bankowym systemie informatycznym, że mam tyle a tyle pieniędzy na depozycie.

Po drugie, fundusz inwestycyjny to pośrednik, który w zamian za kilka procent prowizji rocznie zwalnia mnie z obowiązku wybierania najbardziej perspektywicznych spółek. Wybierając konkretny fundusz, decyduję tylko, w czym - mniej więcej - będzie ulokowany mój kapitał. Czy będą to polskie spółki, środkowoeuropejskie, niemieckie, azjatyckie czy może amerykańskie. Są fundusze, które inwestują w spółki z całego świata należące do danej branży (np. biotechnologiczne), i takie, które skupiają się na konkretnym kraju.

Po trzecie, inwestowanie w funduszach nie jest bardzo ryzykowne, gdy robimy to z głową. Znam ludzi, którzy w ciągu kilku lat stracili połowę kapitału albo i cały. Postawili wszystko na jedną kartę i przegrali. Są fundusze, które mają bardzo złe wyniki, bo i w zarządzaniu cudzymi pieniędzmi - jak w życiu - zdarzają się geniusze i fajtłapy. Dlatego zawsze dzielę pieniądze pomiędzy różnego rodzaju fundusze, różne rodziny i różne waluty inwestycji, dzięki czemu ograniczam ryzyko straty.

Kiedy powinieneś zwrócić uwagę na fundusze inwestycyjne?

Jeśli nie masz żadnych oszczędności, to fundusze inwestycyjne nie są dla ciebie (może z wyjątkiem funduszy rynku pieniężnego, które są odpowiednikiem depozytów bankowych, ale mają nad nimi tę przewagę, że w każdej chwili można wycofać pieniądze, nie tracąc osiągniętych zysków). Niezależnie od tego, jak niskie jest oprocentowanie lokat bankowych, dopóki nie masz w banku więcej niż sześciokrotność miesięcznej pensji (a najlepiej - dwunastokrotność), nie ma co myśleć o funduszach innych niż pieniężne.

Jeśli masz już swoją bankową "poduszkę finansową", to możesz się pokusić o kierowanie niewielkiej części pieniędzy, np. co piątej złotówki nowych oszczędności, do funduszy inwestycyjnych działających na rynku akcji. Im większy będzie twój portfel oszczędności, tym większą część nowych złotówek możesz przeznaczać na zakup udziałów w funduszach.

Kilka prostych zasad

>>> Lokuję w funduszach na raty, wpłacając małe kwoty. Dzięki temu nigdy nie włożę większej kwoty w złym momencie (do większości funduszy można wpłacać nawet po 100 zł)

>>> Lokuję w funduszach te pieniądze, bez których jestem w stanie się obyć. Gdyby w całości wyparowały (czego nie zakładam, ale każdy scenariusz trzeba brać pod uwagę), to nie będzie to zagrażało stabilności moich finansów. To długoterminowa inwestycja. Są fundusze, w których trzymam już pieniądze od 15 lat

>>> Zaczynam od dwóch rodzajów funduszy: takiego, który inwestuje pieniądze klientów w polskie akcje (najlepiej średniej wielkości spółek), oraz takiego, który kieruje pieniądze za granicę (na początek najlepszy byłby fundusz akcji globalnych albo rynków rozwiniętych).

>>> Fundusze wybieram, analizując ich wyniki w długim okresie (co najmniej pięciu ostatnich lat) w porównaniu ze średnią wyników wszystkich funduszy danej grupy oraz sprawdzając wahliwość notowań. Dane są łatwo dostępne, wystarczy wejść na stronę www.analizy.pli, wybrać fiszkę "notowania", a następnie wybrać grupę funduszy, które chcemy ze sobą porównać. Wybieram fundusze, które w długim okresie są blisko czołówki, ale unikam takich, które raz są na samym szczycie, a w następnym roku na dnie.

Więcej szczegółowych porad dotyczących inwestowania w fundusze - za tydzień

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.