Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W Polsce mamy otwarty rynek energetyczny i każda firma, która otrzyma koncesję Urzędu Regulacji Energetyki, może handlować prądem i gazem. Dziś 185 spółek zajmuje się dystrybucją energii elektrycznej, a 30 sprzedażą gazu. Pięć największych i cała reszta mniejszych spółek ostro ze sobą konkurują. Jedne uczciwie, inne nie.

Zmiana dostawcy prądu. Wszystkie chwyty dozwolone

W ciągu ostatnich kilku lat ponad 460 tys. odbiorców energii zmieniło dostawcę prądu. Ilu zrobiło to w pełni świadomie, a ilu zostało oszukanych jak 61-letnia pani Hanna z Warszawy?

20 stycznia tego roku do jej mieszkania zadzwonił młody mężczyzna, podając się za przedstawiciela firmy Innogy - stołecznego dystrybutora energii. Z usług tej firmy korzystała pani Hanna. - Przyszedł, żeby mnie zapytać, dlaczego nie odesłałam podpisanego aneksu gwarantującego utrzymanie dotychczasowych opłat za energię elektryczną. Zdziwiłam się. Nie pamiętałam, bym kiedykolwiek dostała jakikolwiek aneks - opowiada kobieta. - Młody człowiek z przejęciem zapewniał, że to ważna sprawa, bo w tym roku ceny energii wzrastają o 10 proc., a podpisanie aneksu jest gwarancją utrzymania dotychczasowych stawek przez najbliższe pięć lat.

Poprosił panią Hannę o ostatnią fakturę, dowód osobisty i od ręki przygotował aneks.

- Ale w rzeczywistości była to nowa umowa sprzedaży energii elektrycznej na 60 miesięcy, czyli pięć lat - kontynuuje pani Hanna. - Nie podpisałam od razu. Przeczytałam dokument i rzuciło mi się w oczy, że zawieram umowę z firmą Polski Prąd i Gaz sp. z o.o.. Wzbudziło to moje podejrzenia, więc spytałam, czy to znaczy, że zmieniam dostawcę energii? - opowiada dalej. Usłyszała, że nie, po prostu zmieniły się przepisy i dystrybutor nie może być też sprzedawcą. I tak kobieta dała się podpuścić i podpisała.

Wątpliwości jednak nie dawały jej spokoju. Zadzwoniła do biura obsługi klienta Innogy. Spytała, czy wysyłali do niej przedstawiciela z aneksem. Okazało się, że nie, a Polski Prąd i Gaz to firma konkurencyjna. Pracownica infolinii wyjaśniła pani Hannie, że podpisała nową umowę i będzie teraz płacić jednej spółce, czyli PPiG, za dostawę prądu, a drugiej, czyli Innogy, odszkodowanie za zerwanie umowy przed terminem.

Jeszcze tego samego dnia pani Hanna wysłała listem poleconym oświadczenie o odstąpieniu od umowy zawartej (poza lokalem przedsiębiorstwa) z Polskim Prądem i Gazem. Zrobiła to zgodnie z prawem w terminie 14 dni od jej podpisania.

Pani Hanna napisała także skargę do prezesa spółki Polskiego Prądu i Gazu, Urzędu Regulacji Energetyki, Rzecznika Praw Obywatelskich, a do prokuratury skierowała zawiadomienie o oszustwie.

W końcu przyszła odpowiedź od firmy PPiG z jednozdaniowymi przeprosinami. Przyznano w niej niejako, że ich przedstawiciel oszukiwał: "Zapewniamy, że z pracownikiem zostanie przeprowadzona rozmowa dyscyplinująca".

Zapytaliśmy, jak PPiG rekrutuje pracowników i czy szkoli ich, by wkręcali klientów?

- Polski Prąd i Gaz współpracuje z podmiotami zewnętrznymi, które pozyskują dla nas nowych klientów. Nie mamy wpływu na proces rekrutacji, tylko na samo szkolenie już zrekrutowanych pracowników - wyjaśnia Karolina Kwiecień-Łukaszewska z biura prasowego firmy. - Dbamy przede wszystkim o to, aby nasze umowy były sprzedawane zgodnie z prawem i z zachowaniem standardów zapisanych w "Procedurze ochrony konsumenta". Za nieprzestrzeganie procedur firmom zewnętrznym grożą surowe sankcje - włącznie z zerwaniem z nimi umowy. Nie wykluczamy jednak, że mogą się zdarzyć - ze strony naszych podwykonawców - uchybienia - dodała przedstawicielka PPiG.

Spółka Polski Prąd i Gaz o kilku nazwach

W takich samych okolicznościach w ubiegłym roku pani Małgorzata z Płocka podpisała umowę z firmą Polska Energetyka PRO. Też została "przekonana" przez przedstawiciela handlowego, czyli tak naprawdę wprowadzona w błąd, że zawiera czteroletnią umowę z dotychczasowym sprzedawcą energii. Kiedy się zorientowała, że padła ofiarą manipulacji i popełniła błąd, upłynął dwutygodniowy termin rozwiązania umowy. Teraz musi do 2019 r. płacić wyższe rachunki.

Obie panie nie tylko podpisały umowę w podobnych okolicznościach, ale również, jak należy sądzić, z tą samą spółką. Kiedy zajrzymy do Krajowego Rejestru Sądowego, okazuje się, że spółka Polski Prąd i Gaz w dniu rejestracji w 2012 r. nazywała się Polska Energia PRO. Rok później zmieniła nazwę na Polska Energetyka PRO (właśnie z nią zawarła umowę mieszkanka Płocka), by w listopadzie ubiegłego roku stać się Polskim Prądem i Gazem sp. z o.o.

Po co te zmiany? - Wprowadziliśmy nową usługę - sprzedaż gazu. Chcieliśmy, aby nazwa spółki była adekwatna do prowadzonej działalności - stąd Polski Prąd i Gaz sp. z o.o. - tłumaczy rzeczniczka Karolina Kwiecień-Łukaszewska.




Skarg do UOKiK przybywa

Okazuje się, że wiele firm, które jeszcze trzy-cztery lata temu działały na rynku telekomunikacyjnym, zabrało się też do handlu gazem i prądem. Różnią się nazwy spółek, ale ludzie z nimi powiązani się nie zmieniają. Zapytałam o to rzeczniczkę PPiG.

- Zarówno prezes, jak i prokurent Polskiego Prądu i Gazu nie zarządzali i nie zarządzają żadna spółką świadczącą usługi telekomunikacyjne klientom indywidualnym - wyjaśnia Karolina Kwiecień-Łukaszewska.

Sprawdziliśmy, czy rzeczywiście tak jest. W 2013 r. na portalach biznesowych ukazała się informacja: "Tele-Polska Holding działająca do tej pory na rynku telekomunikacyjnym, wchodzi na rynek energii". Nieco wcześniej narodziła się dzisiejsza firma Polski Prąd i Gaz (2012 r.). Co łączy obie spółki? Otóż łączy je jedno nazwisko prezesa - Bernharda Manfreda Friedla. Takie informacje są w KRS.

Tego typu skoki z branży telekomunikacyjnej do innej robili przedsiębiorcy ścigani i karani przez UOKiK za nierzetelność wobec klientów. Okazuje się, że Tele-Polska Holding też była pod lupą Urzędu.

Dziś nie tylko klienci firm telekomunikacyjnych, lecz także spółek sprzedających energię narzekają na nieuczciwe praktyki ich przedstawicieli handlowych. Skarg na firmy (z obu branż) według URE i UOKiK przybywa.

- Biorąc pod uwagę okres od 2012 r. do 2016 r., liczba kierowanych przez odbiorców zgłoszeń wzrosła prawie dwukrotnie. Z 2636 w 2012 r. do 4941 w 2016 r. - informuje biuro prasowe URE.

- W przypadku umów zawartych na odległość w zeszłym roku mieliśmy ponad tysiąc skarg od konsumentów na przedsiębiorstwa telekomunikacyjne i sprzedające gaz - mówi Konrad Trześniak z biura prasowego UOKiK.

A czy były skargi na Polski Prąd i Gaz sp. z o.o.?

Według biura prasowego URE kilka. Natomiast UOKiK doliczył się ponad 500 skarżących się klientów.

Kary z UOKiK a dalsze naciąganie klientów

UOKiK przyjmuje skargi, prowadzi postępowania wyjaśniające i nakłada na przedsiębiorców wysokie kary. Na przykład na początku stycznia Urząd ukarał spółkę PGT, która działa pod nazwą handlową Telefonia Polska Razem. Spółka ma zapłacić najwyższą z możliwych kar, czyli blisko 10 proc. obrotu osiągniętego w poprzednim roku, tj. 1,97 mln zł. Zdaniem Urzędu firma PGT celowo wprowadzała w błąd, żeby pozyskać jak największą liczbę nowych klientów. Naraziła ich na znaczne straty finansowe. Spółka nie zmieniła swoich praktyk nawet mimo licznych skarg i prowadzonego postępowania przez UOKiK.

Ukarani przedsiębiorcy zazwyczaj odwołują się od decyzji. Postępowania trwają miesiącami, a w tym czasie firmy dalej naciągają klientów.

Polski Prąd i Gaz też ma kłopoty. - Przeciw PPiG było prowadzone postępowanie przez UOKiK zakończone nałożeniem na spółkę kary finansowej. Decyzja nie jest prawomocna i zamierzamy się od niej odwołać do sądu - przyznaje rzeczniczka PPiG. - W ocenie spółki uwzględnienie wszystkich przedstawionych przez spółkę dowodów i dostępnych informacji w tej sprawie przyczyni się do uchylenia tej decyzji - dodaje.

Śledztwo w sprawie dostawców prądu

Jak się dowiedzieliśmy, w Prokuraturze Okręgowej w Płocku toczy się ogólnopolskie śledztwo w sprawie firm świadczących usługi telekomunikacyjne oraz handlujących gazem i energią.

Jedną z prześwietlanych firm jest Polska Energetyka PRO, czyli dzisiejszy Polski Prąd i Gaz.

- Stosownie do polecenia prokuratora krajowego z lipca 2016 roku Prokuratura Okręgowa w Płocku została wyznaczona do prowadzenia wszystkich spraw z całej Polski, w których ujawniono, że pokrzywdzeni podpisywali umowy ze spółkami Telekomunikacja dla Domu i Polskie Centrum Telemedyczne oraz Twoja Telekomunikacja, PGT SA oraz ze spółką Polska Energetyka PRO - mówiła "Wyborczej" Iwona Śmigielska-Kowalska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku, kiedy rozpoczęto postępowanie.

Śledztwo trwa.

- Co prawda w niektórych przesłanych z innych prokuratur sprawach były przedstawiane zarzuty, ale dotyczyły akwizytorów, a istotą naszego śledztwa jest ustalenie ewentualnych powiązań między poszczególnymi podmiotami gospodarczymi i ich charakteru - usłyszałam w płockiej prokuraturze.

Jak się uchronić przed naciągaczami?

1. Nim podpiszesz umowę, przeczytaj dokładnie wszystkie dokumenty, które podsuwa ci przedstawiciel handlowy.

2. Jeśli masz wątpliwości, czy rzeczywiście podpisujesz umowę z dotychczasowym operatorem telekomunikacyjnym, czy dostarczycielem gazu lub prądu, zadzwoń do firmy, która cię dotychczas obsługiwała, i zapytaj o wszystko, co budzi twoje podejrzenia. Przede wszystkim, czy skierowali do ciebie swojego pracownika, czy potrzebny jest jakiś aneks do dotychczasowej umowy.

3. Jeśli w umowie są odwołania do innych dokumentów, np. "Ogólnych warunków świadczenia usługi", zażądaj też ich.

4. Jeśli przedstawiciel handlowy cię pogania, nie podpisuj i poproś, by zostawił dokumenty i przyszedł innego dnia. Warto je na spokojnie przeczytać. Przedstawiciel handlowy ma obowiązek zostawić kopie dokumentów, które podpisałeś.

5. Jeśli podpisałeś nową umowę lub jakiś "aneks", masz 14 dni na rozwiązanie umowy. W dokumentach powinna być informacja o tym oraz o terminie, a nawet wzór wypowiedzenia umowy.

8. Jeśli przegapiłeś termin rozwiązania lub wiesz, że zostałeś oszukany, zwróć się do powiatowego lub miejskiego rzecznika konsumentów, aby pomógł ci wykaraskać się z kłopotów.

9. Przede wszystkim bądź czujny - firmy będące operatorami telekomunikacyjnymi i dostarczyciele energii zazwyczaj przesyłają dokumenty pocztą. Jeśli je dostałeś, mimo wszystko zastosuj się do poprzednich punktów.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.