Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W przyszłym tygodniu ferie zimowe rozpoczynają uczniowie z ostatnich czterech województw: dolnośląskiego, mazowieckiego, opolskiego i zachodniopomorskiego. Jeśli dopiero teraz wpadliście na pomysł wyjazdu na narty, na rezerwację noclegów we włoskich czy austriackich Alpach jest zdecydowanie za późno. Jak podaje serwis rezerwacyjny Booking.com, w popularnych alpejskich kurortach narciarskich na najbliższe dwa tygodnie pokoje w hotelach i pensjonatach zarezerwowane są w 95-100 proc.

Zakładamy jednak, że to już macie za sobą. Dzisiaj garść informacji przydatnych tuż przed wyjazdem, w drodze i na miejscu wypoczynku: czym płacić, gdzie tankować, czy i gdzie się ubezpieczyć.

Przed wyjazdem

Auto assistance

Większość Polaków na zimowe ferie jedzie samochodem. Szkoda by było, gdyby usterka w aucie czy stłuczka zepsuła wam ferie. Przed takimi zdarzeniami chroni specjalne ubezpieczenie assistance. Kupicie je w towarzystwach ubezpieczeniowych, które sprzedają standardowe polisy komunikacyjne OC i AC (proste pakiety assistance dołączane są do tych pakietów).

Niestety, w większości ubezpieczalni tę usługę można kupić na rok przy okazji zakupu pakietu OC i AC. Jeśli wyjeżdżacie za chwilę, assistance musicie szukać w firmach, które sprzedają je poza pakietami. A takich jest niewiele. W Axa Direct ochronę można wykupić na 7, 15, 30 dni lub rok. W Link4 nie kupisz "gołego" assistance, ale tylko z polisą turystyczną. Ubezpieczenie działa tak długo jak polisa turystyczna. W Warcie oferującej polisę turystyczną Podróżnik 15 klient dostaje 15-dniowe assistance. Możliwość wykupienia ochrony na czas wakacji oferuje też Generali (15 lub 30 dni).

Co daje assistance? To zależy od wybranego pakietu - zwykle firmy oferują trzy, a nawet cztery warianty. Przed zakupem koniecznie trzeba sprawdzić m.in., czy assistance chroni też w razie awarii (a nie tylko po wypadku), czy obejmuje zdarzenia tylko w Polsce, czy też za granicą.

Jeśli samochód się zepsuje, przyjedzie do was mechanik, który najpierw spróbuje naprawić auto w miejscu awarii. Chodzi np. o wymianę przebitej opony, pomoc w przypadku rozładowanego akumulatora. Jeśli to się nie uda, odholuje wasze auto. Dokąd? To też zależy od wybranego pakietu. Niektóre gwarantują transport tylko do najbliższego warsztatu, bogatsze i droższe dają nawet limit 1000 km.

Ile to kosztuje? W Axa Direct siedmiodniowa ochrona (Polska i Europa) kosztuje od 39 zł do 105 zł. W Warcie 15-dniowa (polisa turystyczna i assistance) - 60 zł.

Zimowe opony

Nie musicie mieć assistance, ale musicie zapoznać się z drogowymi zasadami obowiązującymi w kraju, do którego jedziecie lub przez który będziecie przejeżdżać. Można je znaleźć np. na stronie internetowej polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Przykładem mogą być opony zimowe, które w Europie są obowiązkowe, a policja może drobiazgowo sprawdzać stan bieżnika. Warto się zaopatrzyć w łańcuchy na koła, które np. w Austrii są obowiązkowe, a gdzie indziej zalecane.

Z kolei w Szwajcarii nie wolno korzystać z urządzenia antyradarowego. Grozi za to grzywna oraz konfiskata sprzętu. We Francji trzeba mieć w aucie alkomat.

W drodze

Nie opuszczajcie Polski bez zatankowania samochodu do pełna! Bo potem będzie znacznie drożej.

Średnia cena litra 95-oktanowego paliwa kosztuje w Polsce 4,73 zł - podaje firma BM Reflex. W Czechach jest ono o ok. 20 groszy droższe, w Austrii za litr trzeba zapłacić średnio 5,2 zł (przeliczając ceny w euro po kursie NBP). W Niemczech i Francji cena litra przekracza 6 zł.

Zdecydowanie odradzamy natomiast tankowanie we Włoszech, gdzie cena litra "95" sięga 6,7 zł. To drugi po Holandii z najdroższych krajów w Europie pod względem cen paliw. Jeśli wybieracie się na narty do Włoch, to lepiej zatankować do pełna jeszcze w Austrii.

Ile trzeba przeznaczyć na paliwo? Jeśli jedziecie do Austrii (to nadal najpopularniejszy cel dla polskich narciarzy), w jedną stronę przejedziecie ok. 1 tys. km. Zakładając, że auto spali średnio 8 litrów na 100 km, to w obie strony będziecie potrzebować ok. 160 litrów paliwa. Tankując samochód do pełna jeszcze w Polsce przed granicą, nie dojedziecie na jednym baku z powrotem do kraju. Dlatego proponujemy dotankowanie auta w Austrii. Zakładając średnią cenę paliwa - 4,9 zł - podróż będzie was kosztować ok. 780 zł.

Do tego musicie doliczyć koszt winiet. Na terenie Austrii dziesięciodniowa - najbardziej popularna wśród turystów - kosztuje od 2017 r. 8,9 euro, czyli ok. 38 zł. Jeśli zamierzacie jechać przez Czechy, za czeską winietę na dziesięć dni zapłacicie 310 koron, czyli ok. 50 zł.

Z winietami nie warto kombinować. W Czechach za jej brak grozi kara w wysokości 5 tys. koron, czyli ok. 830 zł.

Na miejscu

Karnety

Z roku na rok ceny karnetów narciarskich rosną, zwykle o kilka euro. Ktoś, kto był na nartach za granicą w ubiegłym roku, tego wzrostu może jednak nie odczuć z powodu nieco tańszego euro. Na początku lutego 2016 r. kosztowało ok. 4,4 zł, dzisiaj 4,3 zł.

W austriackim Zell Am See - Kaprun najpopularniejszy sześciodniowy karnet kosztuje w tym sezonie 246 euro (o 6 euro więcej niż przed rokiem). Dorosły zapłaci ok. 1058 zł, rok temu - mimo że karnet był tańszy - musiał wydać o kilka złotych więcej. Karnet dla dzieci zwykle jest o połowę tańszy, a młodzież w wieku 13-18 lat może liczyć na zniżki sięgające 20-25 proc. standardowej ceny.

We włoskim Livigno (przy granicy ze Szwajcarią) karnet dla dorosłego na sześć dni kosztuje w tym sezonie 229 euro, młodzieżowy 138 euro. Małe dzieci mogą jeździć za darmo, jeśli rodzice lub opiekunowie wykupią karnet na co najmniej trzy dni.

W większości alpejskich ośrodków narciarskich tzw. wysoki sezon kończy się w połowie marca. Wtedy też spadają ceny karnetów, zwykle o 10-20 proc.

Narty - kupić czy wypożyczyć?

Średniej klasy sprzęt - narty z wiązaniami, buty, kijki i kask - można kupić za 2000 zł. Sporo. Dlatego instruktorzy odradzają kupowanie nowego sprzętu osobom, które dopiero uczą się jeździć. Na początek lepiej wypożyczyć.

Tomasz Piątkowski, szef sieci sklepów sportowych Ski Team, przyznaje, że Polacy zmieniają przyzwyczajenia. - W Polsce rocznie sprzedaje się ok. 50 tys. par nart i ok. 100 tys. par butów narciarskich. Coraz więcej osób po prostu wypożycza narty. Buty wolimy mieć własne, dopasowane do stopy.

Również dzieciom lepiej wypożyczyć narty, bo zwykle po jednym sezonie wyrastają z nich i za rok trzeba kupić nowe.

Ze znalezieniem wypożyczalni w alpejskich ośrodkach nie powinno być problemu. Znajdują się przy samych stokach, ale też w górskich miasteczkach, np. w sklepach sportowych.

Nie jest to jednak tania zabawa. Np. w Austrii wypożyczenie nart i butów na tydzień kosztuje 100-150 euro (430- 645 zł), poniżej 100 euro wypożyczalnie biorą za sprzęt dla dziecka.

Dlatego warto pomyśleć o pożyczeniu sprzętu w Polsce. Np. jedna z sieci warszawskich wypożyczalni za komplet (buty, narty, kijki) liczy sobie 25 zł za dzień, jeśli pożyczamy na co najmniej cztery dni.

Własne bądź pożyczone w Polsce trzeba jeszcze przewieźć. Nowy bagażnik na sprzęt narciarski, tzw. box ze stelażem, to koszt 500-1500 zł. Wypożyczenie na tydzień - ok. 200 zł.

Jedzenie

Ile wydacie na jedzenie, zależeć będzie o tego, czy będziecie jeść w restauracjach, czy posiłki przygotowywać samemu.

Ceny w austriackich czy włoskich marketach spożywczych nie są dużo wyższe niż w Polsce. Różnice mogą sięgać najwyżej 20 proc. Dlatego nie ma sensu robić zakupów spożywczych w Polsce.

Drogie są za to obiady w knajpach i restauracjach na stokach lub przy wyciągach. Za talerz zupy czy kufel piwa trzeba zapłacić nawet 20 zł. Taniej wyjdzie, jeśli przygotujecie kanapki, weźmiecie coś słodkiego, a w knajpie na stoku kupicie ciepłą herbatę.

Karta czy gotówka

Jak za to wszystko płacić? W alpejskich ośrodkach narciarskich większość zakupów zrobicie kartą. Zapłacicie nią za skipasy, wypożyczenie sprzętu narciarskiego. Karty akceptują restauracje (również te na stokach) i sklepy.

Kartą zapłacicie też w hotelach i większych pensjonatach. O gotówkę poproszą właściciele małych pensjonatów (chyba że wcześniej za noclegi zapłaciliście przelewem).

Jeśli chodzi o wymianę waluty przed podróżą, najprościej znaleźć tani kantor tradycyjny, czyli taki, który sprzedaje waluty według kursu podawanego przez NBP powiększonego o kilka, góra kilkanaście groszy.

Na podobnych zasadach co w kantorach walutę możesz kupić też w kasie banków, ale zwykle jest tam drożej.

6 lutego br. popularny kantor w warszawskim biurowcu Intraco sprzedawał euro po 4,32 zł (średni kurs NBP to 3,29 zł). W PKO BP jedno euro kosztowało 4,4, w mBanku 4,42, a w BZ WBK 4,45 zł.

Załóżmy, że za tygodniową kwaterę musisz zapłacić 650 euro (średnia cena za rodzinny apartament w austriackich i włoskich ośrodkach). Jeśli kupiłbyś euro np. w BZ WBK, rachunek wyniósłby 2893 zł, o 85 zł więcej niż przy skorzystaniu z oferty taniego kantoru.

Karta jest wygodna i bezpieczna, ale z reguły płacenie nią wychodzi drożej niż gotówką. Zwykle o tym, ile wydaliście, dowiadujecie się po powrocie, gdy zajrzycie do historii rachunku.

Transakcja jest przewalutowana ze złotówek na euro. Do przeliczania transakcji bezgotówkowych banki stosują specjalne tabele kursowe, tzw. dewizy. Kursy są porównywalne lub tylko niewiele niższe od oferowanych w kasach banków.

Za pomocą karty gotówkę możecie wypłacić z bankomatu za granicą. To droższe niż płacenie kartą w sklepie. Oprócz kosztu przewalutowania, czyli marży, jaką policzy sobie bank, zapłacisz też prowizję za wypłatę liczoną w procentach od wypłacanej kwoty. Zaledwie kilka banków nie pobiera tej opłaty. W pozostałych prowizja zwykle sięga 3 proc., nie mniej jednak niż 5-10 zł. Dlatego z zagranicznych bankomatów korzystaj tylko w awaryjnych sytuacjach.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.