Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jako społeczeństwo nie należymy do najbardziej mobilnych, jeśli chodzi o zmienianie banków. Rocznie konto przenosi z jednego banku do innego raptem kilkadziesiąt tysięcy osób. Połowa oszczędności leży zaś w kilku największych bankach, które nigdy nie rozpieszczały klientów atrakcyjnym oprocentowaniem. Pieniądze leżą z niskim procentem i się marnują, bo po prostu nie chce nam się ich zabrać. Trzymamy je w danym banku od lat "z przyzwyczajenia". A także z przekonania, że dla kilku groszy dodatkowego zysku z oprocentowania nie opłaca się robić zamieszania z przechodzeniem do innego banku.

Coś w tym jest. Jeśli ktoś ma np. 10 tys. zł, to przy oprocentowaniu 1 proc. w skali roku będzie czerpał ze swoich oszczędności 80 zł odsetek (po potrąceniu podatku Belki), a przy oprocentowaniu 1,2 proc. będzie to raptem 96 zł. Dla 16 zł dodatkowych odsetek naliczonych przez cały rok zelówek w butach nie będzie zdzierał nawet najbardziej oszczędny konsument. Ale gdyby rzecz dotyczyła już 25 tys. zł, zaś różnica w oprocentowaniu sięgnęła 0,5 pkt proc., mówimy już o różnicy sięgającej 110 zł. A to już jest pieniądz, po który warto się schylić.

Jak zwiększyć opłacalność trzymania pieniędzy w banku? Jest na to kilka sposobów dających gwarancję sukcesu i kilka obwarowanych pewnymi warunkami lub związanych z pewnym ryzykiem.

1. Trzymaj się daleko od ROR-u

Grubo ponad 200 mld zł z naszych oszczędności (więcej niż co czwartą złotówkę z tych, które trzymamy w bankach) leży na nieoprocentowanych kontach osobistych. Wiadomo, że część leży tam, bo czeka aż jutro, pojutrze lub za kilka dni ją wydamy. Ale czasem jest to stały "osad", który traktujemy w kategoriach poduszki finansowej "na wszelki wypadek". O ile w czasie deflacji można było takie przetrzymywanie nadwyżek finansowych na nieoprocentowanych ROR-ach rozgrzeszać, o tyle teraz jest to już karygodne, bo te pieniądze po prostu z tygodnia na tydzień i z miesiąca na miesiąc są mniej warte!

Nawet pieniądze, które będą nam wkrótce potrzebne, warto przesunąć na konto oszczędnościowe, by pracowały choćby na ułamek procentu. Przesunięcie kasy z ROR-u na konto oszczędnościowe zajmuje w dzisiejszych czasach kilkadziesiąt sekund (i to razem z czasem potrzebnym na założenie konta oszczędnościowego), więc nawet jeśli będzie to gra warta kilku złotych, to i tak warto. Wiecie, po czym poznać milionera? Że bardzo się złości, gdy choćby okruch jego fortuny się marnotrawi.




2. Pozwól pieniądzom podróżować

Banki w Polsce nie cenią lojalnych klientów, zwykle najwyższe oprocentowanie miewają tzw. lokaty na nowe środki. Nowe, czyli takie, które wpłynęły z innego banku (przesunięcie osadu z ROR-u albo pieniędzy z konta oszczędnościowego zwykle nie kwalifikuje się jako nowe środki). Obecnie największa różnica między depozytami standardowymi a lokatami promocyjnymi na nowe środki jest dla depozytów kwartalnych. Można dostać ekstra mniej więcej 0,5 pkt proc. (w różnych bankach różnie to liczą, ale przeciętna jest właśnie taka). A więc wykonując cztery "wędrówki" w roku, możemy zwiększyć procent na depozycie o jedną trzecią, jedną czwartą.

3. Sprawdź konto oszczędnościowe w promocji

Czasem nawet mając w banku tylko "stare środki", warto się rozejrzeć, czy np. niektóre okresy lokowania depozytów nie dają większej możliwości zarobku niż inne. Np. trzymając pieniądze na sześciomiesięcznej lokacie, można zarobić ciut więcej niż na czteromiesięcznej. Są banki, w których taki "arbitraż" opłaca się też przy zmianie lokaty terminowej na konto oszczędnościowe (choć na zdrowy rozum depozyt powinien "płacić" lepiej, bo wiąże się z koniecznością zablokowania pieniędzy). W ING mają promocję na nowo otwierane konta oszczędnościowe (płacą 2 proc. przez cztery miesiące), a na lokacie rocznej da się wycisnąć tylko 1 proc. Oczywiście: interes się nie "zepnie", jeśli w porę nie zabierzemy pieniędzy z konta oszczędnościowego, bo jego standardowe oprocentowanie spadnie do 0,7 proc. w skali roku.

4. Weź lokatę przez smartfona

Część banków promuje korzystanie z bankowości mobilnej. Ściągając sobie na smartfona aplikację mobilną banku i aktywując ją, nabywamy prawo do założenia za jej pomocą lokaty znacznie lepiej oprocentowanej niż zwykła, którą zakłada się w oddziale lub przez bankowość internetową. Bankiem, w którym zwykle opłaca się założyć lokatę przez smartfona, jest Bank Millennium (tu można wycisnąć 2,5 proc.) oraz BZ WBK (też 2,5 proc.). Aż 3 proc. za lokatę założoną przez smartfona zapłaci Getin Bank, zaś Raiffeisen - 2,2 proc. Lokatę mobilną na 1,75 proc. (niestety tylko na miesiąc) lub na 1,2 proc. (na pół roku) ma PKO BP, który za "zwykłe" lokaty płaci ok. 1,1 proc. Warto sprawdzić, czy nasz bank nagradza za zakładanie lokat przez smartfona, i ile z tego tytułu można zyskać. Zwykle takie depozyty są ograniczone do trzech miesięcy i mają maksymalny próg 10-20 tys. zł. Ale zawsze coś.

5. Upiecz dwie pieczenie na jednym ogniu

Jeśli jesteś niezadowolony z usług swojego obecnego banku, to możesz upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i przenieść się do konkurencji, pod warunkiem że zaoferuje promocyjny depozyt. Warto odwiedzić oddział banku, który polecają znajomi lub który cię kusi, albo zadzwonić na infolinię i zapytać, o ile więcej bank zapłaci za depozyt przy przeniesieniu konta. Np. Toyota Bank zapłaci 2,5 proc. na lokacie 160-dniowej, ale pod warunkiem że założysz w nim konto. W mBanku przez trzy miesiące nowi klienci mogą mieć nawet 3,5 proc. Nest Bank daje nowym posiadaczom kont osobistych trzymiesięczną lokatę na 4 proc. w skali roku. BGŻ Optima, Alior i Bank Millennium - po 3 proc.



Niektóre banki mają też promocje polegające na wypłacaniu klientom premii finansowej za założenie konta. Taka premia może wynosić od 100 zł do 300 zł. Obecnie mają w ofercie takie bonusy m.in. ING, mBank, Citibank oraz wspomniany Toyota Bank. Jeśli masz np. 10 tys. zł oszczędności, to premia oznacza równowartość dodatkowego 1-3 proc. rentowności depozytu.
6. Nie rozdrabniaj się

W większości banków oprocentowania dla różnych kwot depozytów się spłaszczają, ale jeśli chodzi o oprocentowanie kont oszczędnościowych, to wciąż widać różnicę na korzyść większych osadów. W BZ WBK Konto Max Oszczędnościowe płaci 0,5 proc. w skali roku, ale jeśli masz więcej niż 100 tys. zł, to 0,76 proc. W mBanku na koncie oszczędnościowym eMax Plus mając do 50 tys. zł, można zarobić 0,5 proc., zaś przy większych saldach od 0,65 proc. w skali roku do 1 proc. Może się więc opłacać umieszczenie większej kwoty w jednym banku (oczywiście kwota ta nie powinna przekraczać państwowej gwarancji dla depozytów w przypadku upadłości banku - równowartości 100 tys. euro). Część banków od depozytu rzędu 50 tys. zł może proponować indywidualne warunki, lepsze o 0,1-0,2 pkt proc. od standardowych. W większości banków indywidualne negocjacje zaczynają się od kwoty 100 tys. zł lub wyższej.

7. Lokuj również u malucha

Nie ma dwóch zdań: wystarczy rzut oka na bankowe tabele z oprocentowaniem i już widać, że małe banki płacą znacznie lepiej niż duże. Liderem w depozytach trzymiesięcznych jest PBS Ciechanów (jeden z większych banków spółdzielczych). Tu bez żadnych dodatkowych warunków można umieścić pieniądze na trzy miesiące przy oprocentowaniu 2,05 proc. Getin Bank, Idea Bank i Lion's Bank dają 1,85 proc., zaś Plus Bank - 1,65 proc. W porównaniu z ofertą największych banków - pomijając promocje, płacą one ok. 1 proc. - jest sporo szczodrzej. Inny bank spółdzielczy - neoBank - płaci za sześciomiesięczne depozyty 1,5 proc. w skali roku, a za trzymiesięczne - 1,8 proc. (ale ta oferta dotyczy tylko nowych środków). Dla odważnych są też SKOK-i, których sytuacja finansowa jest kiepska, ale są objęte państwowymi gwarancjami depozytów. Największy SKOK Stefczyka za depozyt półroczny płaci 1,8 proc.

8. Lokuj w banku z moneybackiem

Być może warto rozważyć założenie rachunku w banku, który co prawda nie ma oprocentowania depozytów powalającego na kolana, ale przekazuje klientom korzyść inną ścieżką, np. przez moneyback. Jeśli używasz intensywnie karty debetowej, płacąc bezgotówkowo w sklepach, to bank może zwracać ci część pieniędzy, co będzie ekwiwalentem wyższego oprocentowania. Konta z moneybackiem oferują obecnie T-Mobile Usługi Bankowe, mBank, Bank Pocztowy, Eurobank, Alior i Toyota Bank. Warunki moneybacku są różne i nie zawsze jest szansa na zauważalne zyski.

Np. w Banku Pocztowym uruchomiono program "Same korzyści". Można sobie wybrać jedną kategorię transakcji, za którą bank będzie zwracał 5 proc., ale nie więcej niż 20 zł miesięcznie (najwyżej 200 zł do końca 2017 r.). Oczywiście, pod warunkiem że zakupy lub usługi z tej kategorii zostaną opłacone kartą. Do wyboru są następujące kategorie: wydatki zdrowotne (czyli w aptekach), kulturalne (kina, teatry, muzea, opery, filharmonie), sportowe (sklepy sportowe i rowerowe, serwisy sportowe, pływalnie, baseny i aquaparki, parki rozrywki, kluby sportowe oraz fitness, obozy sportowe i rekreacyjne, stoki narciarskie, szkoły tańca). Aby moneyback był w ogóle naliczony, trzeba "wykręcić" kartą 300 zł miesięcznie.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.