Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rynek VOD i innych treści multimedialnych rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie, za cztery lata może osiągnąć ponad 8 mld złotych – czytamy w raporcie firmy Digital Virgo oferującej usługi mobilne dla firm. Największe serwisy z wideo na żądanie miały w marcu tego roku 2-3 mln użytkowników.

Agencja MEC szacuje, że w zeszłym roku 77 proc. polskich internautów korzystało z serwisów VOD. Ponad połowa badanych korzysta z takich serwisów kilka razy w tygodniu. Najchętniej filmy w sieci oglądają mieszkańcy mniejszych miast, w których dostęp do kin i filmowych nowości jest ograniczony. A i cenowo oferta kin przegrywa z internetem – w cenie jednego biletu dla dwojga można mieć miesięczny abonament do jednego z serwisów oferującego setki filmów, seriali, dokumentów i bajek dla dzieci.

Prokuratura nie zabierze komputera?

Serwisy z wideo na żądanie wygrywają z tzw. torrentami (czyli serwisami, za pomocą których można dzielić się plikami, w tym także filmami) wygodą użytkowania i coraz lepszą widocznością w wyszukiwarkach. Ponadto część z ich użytkowników mogła się przestraszyć informacji medialnych o zabezpieczeniu (czyli w praktyce zarekwirowaniu) komputerów osób, które pobrały z sieci film „Wkręceni”. Z odpowiedzi Ministerstwa Sprawiedliwości na interpelację posła Norberta Obryckiego z Platformy Obywatelskiej wynika co prawda, że w Prokuraturze Krajowej trwają prace nad powstaniem nowych wytycznych dotyczących działań policji w sprawie osób pobierających pliki z torrentów, trudno jednak powiedzieć, w jakim kierunku pójdą te zmiany.

W tej chwili udostępnianie filmów (które ma miejsce ze względu na specyfikę programów do pobierania torrentów) jest ścigane. Grozi za nie grzywna, a w najgorszym wypadku nawet kara dwóch lat pozbawienia wolności. Nie wspominając o możliwym procesie cywilnym, w którym udostępniająca osoba może zapłacić odszkodowanie za straty producenta. Średnio kancelarie prawne żądają od jednej osoby 500-1000 zł.

Legalnie i za darmo

Za legalne wideo w sieci niekoniecznie trzeba jednak płacić. Część serwisów udostępnia wybrane filmy za darmo, np. YouTube czy vod.tvp.pl. Mają one podpisane umowy ze studiami filmowymi (albo jak w przypadku telewizji same produkują filmy), dzięki czemu oglądamy filmy, nie martwiąc się o prawa autorskie. W zamian proszeni jesteśmy jedynie o obejrzenie reklam przed emisją (lub czasem w jej trakcie).

Minusem jest jednak to, że wybór filmów i seriali nie jest tu zbyt wielki, a o nowościach możemy zapomnieć. Dla producenta bardziej opłacalne jest bowiem wypuszczanie filmów w tzw. cyklu dystrybucyjnym – film przechodzi po kolei przez emisję w kinach, na DVD i w płatnych serwisach VOD, w telewizji i dopiero na sam koniec jest za darmo w sieci. Kinowe hity do płatnego rozpowszechniania w sieci trafiają w jakieś pół roku od premiery, a do serwisów z reklamami nawet po trzech latach (ale np. Disney nie chce w ogóle oddawać swoich filmów za darmo).

Filmy, które zarobiły mniej w kinach, w sieci pojawiają się szybciej, czasem nawet jednocześnie z premierą kinową, choć jest to dość rzadka praktyka.

Oprócz tego serwisy z filmami na żądanie często oferują darmowy okres próbny lub konkretne filmy bez konieczności płacenia za nie. W tym czasie możemy przetestować ofertę serwisu i zrezygnować bez konsekwencji. Jeśli nadal będziemy chcieli z niej korzystać, trzeba zapłacić.

VOD w PLVOD w PL 

Na sztuki

Część filmów można kupić wyłącznie pojedynczo. To dość opłacalna opcja, jeśli filmy oglądamy w domu rzadko, np. należący do Onetu serwis vod.pl zrezygnował w ostatnim czasie w ogóle z usługi abonamentowej. W tej chwili pozwala on co najwyżej kupić przygotowany przez Onet pakiet filmów, jednak nie istnieje pakiet pozwalający na dostęp do wszystkich treści w serwisie. Vod.pl udostępnia za to pakiet filmów za darmo, gdzie możemy obejrzeć np. „Syberiadę polską” czy „Katyń”. Płatne filmy zaczynają się od niecałych 5 zł, a niedawne filmowe hity (np. „Ostatnia rodzina”) to koszt 9,90 zł. Przy płatności SMS-em za film zapłacimy nieco więcej niż przy płatności np. kartą kredytową.

Warto też po niektóre filmy zajrzeć na YouTube’a. Na kanałach takich jak „Sala Kinowa Premium” możliwe jest kupienie lub wypożyczenie filmu w cenie 5-10 zł. Wypożyczonego filmu nie ściągamy na dysk, lecz oglądamy w oknie przeglądarki.

...i w abonamencie

Abonament na filmy pozwala się cieszyć znacznie większą ofertą za niewielkie pieniądze.

W Player.pl, serwisie TVN, za 10 zł. Abonenci nie muszą oglądać reklam przed filmami.

W należącej do Polsatu Ipli za miesięczny pakiet trzeba zapłacić niecałe 20 zł. Abonenci Cyfrowego Polsatu i sieci Plus płacą tylko 10 zł.

Według badań Gemius/PBI w ciągu kilku ostatnich miesięcy blisko 2,5 mln użytkowników zdobył serwis Showmax.com, który za miesięczny pakiet (po upływie dwutygodniowego okresu próbnego) życzy sobie 19,90 zł. Poza ceną na jego popularność wpływ ma spora kampania reklamowa oraz emisja filmu „Ksiądz” Wojciecha Smarzowskiego.

Podobnie jest z Netflixem, który w ciągu ostatnich miesięcy podwoił liczbę użytkowników, choć granicy miliona jeszcze nie udało mu się przekroczyć. Najtańszy pakiet (na jedno urządzenie, brak jakości HD) to cena 34 zł. Najdroższy – 52 zł. Ten pozwala na oglądanie treści na czterech urządzeniach w jakości ultra HD. W rozwoju Netflixowi pomogło udostępnienie jesienią całkowicie polskiej wersji strony.

A może kablówka?

Warto też przy wyborze kinowym zajrzeć do oferty swojego operatora kablówki.

W nc+ niedawne premiery (dla przykładu „Ostatnia rodzina”) dostaniemy w cenie od 9,90 zł.

UPC na swojej stronie nie chwali się cenami filmów, informuje jedynie, że rachunek za zamówione i obejrzane filmy zostanie doliczony do faktury użytkownika sieci. Część operatorów kablówek oferuje również dostęp do serwisu HBO GO, w którym znajdziemy filmy i seriale produkowane przez tę stację – np. „Grę o tron” czy „Dolinę Krzemową". Cena? Zależna od oferty naszego operatora, najczęściej waha się między 10 a 30 zł.

Tanio, choć niekoniecznie legalnie

Wśród polskich internautów nadal popularne są serwisy, na które materiały wideo – filmy i seriale – trafiają bez zgody właścicieli praw autorskich.

W marcu serwis cda.pl stracił blisko 700 tys. widzów. Nadal jednak wg badań Gemius/PBI miał ponad 7 mln użytkowników. Dla porównania vod.pl miało niewiele ponad 3 mln. Badania Gemius/PBI nie obejmują co prawda telewizorów SmartTV, czyli takich, które mają własny system operacyjny i pozwalają na zainstalowanie aplikacji np. Netflixa, jednak nadal pokazują przewagę cda.pl nad konkurencją. CDA ma również wersję premium, gdzie filmy emitowane są dzięki umowom podpisanym z producentami, jednak sporą część materiałów stanowią klipy wrzucane przez użytkowników. A te nie muszą być już w pełni legalne, choć CDA zapewnia, że regularnie usuwa podejrzane treści. Za miesięczny abonament w serwisie zapłacimy 19,90 zł, a niektóre filmy (również te pełnometrażowe) są dostępne za darmo.

Uwaga na oszustów!

Nie słabną również starania oszustów, którzy próbują wyłudzić wysłanie drogiego SMS-a z kodem, jako wabik wykorzystując tytuły znanych filmów. Po wejściu na taką stronę dostajemy informację, że musimy podać swój numer telefonu w celu potwierdzenia danych. Kiedy wpiszemy numer, otrzymujemy SMS-a z kodem do wpisania na stronie. Wpisanie go oznacza zgodę na subskrypcję SMS (czyli wysyłkę płatnych SMS-ów kilka razy w tygodniu). Można ją anulować u swojego operatora, choć raczej nie wyplączemy się z zapłaty – wpisanie kodu oznacza akceptację regulaminu i chęci otrzymywania wiadomości. A w regulaminie nie pojawi się nawet słowo o dostępności filmu czy w ogóle jego istnieniu.

Część stron wykorzystuje także tytuły filmów jako zachętę do ściągnięcia wirusa. Złośliwe oprogramowanie ukrywane jest pod nazwą programu do odtwarzania czy brakującego sterownika. Taki program może później śledzić wpisywane przez nas hasła lub zablokować dostęp do dysku, żądając pieniędzy za odblokowanie sprzętu.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.