Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kiedy najlepiej planować ferie? Zdaniem Sebastiana Nasiłowskiego z Polskiej Izby Turystyki należy zacząć o tym myśleć już na 5-6 miesięcy przed wyjazdem. Zwłaszcza jeśli chcemy skorzystać z ofert biur podróży. Chodzi o to, by mieć z czego wybierać i żeby ceny nie zdążyły pójść w górę wraz z rosnącym popytem.

– Niemcy czy Austriacy planują urlopy nawet z rocznym wyprzedzeniem, wybierając z puli dostępnych ofert te najlepsze – tłumaczy Nasiłowski. Na kilka tygodni przed feriami zostają jedynie pojedyncze miejsca w najmniej atrakcyjnych ośrodkach. Wtedy pozostaje nam jedynie zorganizowanie urlopu z dziećmi na własną rękę, na stoku czy też na plaży.

Dobre bo polskie

Wizyta na polskich stokach to dla wielu rodziców pierwszy wybór w rozważaniach dotyczących ferii. Oferta noclegów np. na Podhalu wciąż jest bogata, ale... wiele osób czeka do ostatniej chwili z rezerwacją, uzależniając decyzję od prognoz pogody.

– Szacujemy, że liczba rezerwacji w polskich górach znacząco wzrośnie, kiedy spadnie śnieg i na dobre zostanie uruchomiony sezon narciarski – mówi „Wyborczej” Kamila Micuła z portalu Nocowanie.pl.

Niezależnie od aury najszybciej sprzedają się miejsca noclegowe tuż przy stacjach narciarskich. – Numerem jeden są noclegi w bazach narciarskich, bo turysta zimowy jest bardzo wygodny. Nie chce dowozić do stoku sprzętu ani szukać miejsca parkingowego, które często jest też płatne – zaznacza Kurek.

Z danych portalu Nocowanie.pl wynika, że ponad 50 proc. użytkowników szuka noclegów w Zakopanem. Drugą najpopularniejszą lokalizacją jest Białka Tatrzańska, którą zainteresowanych jest 20 proc. użytkowników. Noclegi w pozostałych miejscowościach zaczną się zapełniać dopiero wówczas, gdy w dwóch pierwszych zabraknie miejsc. Właśnie w tych mniej rozreklamowanych miejscowościach warto szukać noclegów w okazyjnych cenach.

W stolicy Tatr za tygodniowy pobyt rodziny z dwójką dzieci w pensjonacie oddalonym o kilkaset metrów od stoku (wspólny pokój) zapłacimy w trakcie ferii minimum 480 zł, a w kwaterze prywatnej na obrzeżach miasta co najmniej 1200 zł. Najem apartamentu to koszt od 840 do ponad 7 tys. zł, a ofert domków na popularnym portalu Booking.com zostało zaledwie kilka (ok. 2 tys. zł za pobyt).

W Kościelisku na noclegi w apartamencie trzeba wydać 1-5 tys. zł, a w pensjonacie 1,5-3,5 tys. zł. Z danych Nocowanie.pl wynika, że najdroższą opcją nocowania podczas ferii na Podhalu będą hotele i apartamenty (średnio ponad 200 zł za nocleg dla dwóch osób). Dwa łóżka w obiektach agroturystycznych kosztują średnio 89 zł za noc, a w domkach 96 zł (to najtańsze opcje).

– Bezpłatne wi-fi czy śniadanie w cenie to standard. Pozostałe usługi zależne są od kategorii obiektu. Jeśli zależy nam na basenie czy saunie, najlepiej wybrać hotel czy ośrodek wypoczynkowy, a jeśli chcemy zorganizować dzieciom ognisko i kulig, najlepiej sprawdzi się agroturystyka – radzi Micuła. I podpowiada, że szczególnie właściciele małych obiektów chętnie do zorganizują dodatkowe atrakcje, bo zależy im, by goście czuli się u nich jak w domu.

By aktywnie spędzić czas na nartach, trzeba doliczyć kilkadziesiąt złotych za osobę dziennie za pojedynczy karnet (np. 55 zł za 4 godziny szusowania na Nosalu czy 75 zł w Kotelnicy Białczańskiej – dzieci mogą liczyć na zniżki). W poprzednim sezonie uruchomiono wspólny Góral Skipass uprawniający do jazdy na stacjach: Szymoszkowa, Suche, Witów Ski i Harenda. Koszt karty ważnej 7 dni to 515 zł dla dorosłego i 440 zł dla dziecka.

Góra możliwości we Włoszech

Alternatywą dla tłoku na rodzimych stokach może być wypad na narty za granicę. Choć wiele osób szusowanie po alpejskich trasach wciąż uznaje za ekstrawagancję, koszty noclegu w narciarskich kurortach we Włoszech, Austrii czy Francji nie odbiegają już znacząco od polskich ofert. We Włoszech niesłabnącą sławą wśród narciarzy cieszy się Lombardia. Idealne warunki dla rodzin z dziećmi znajdziemy np. w miejscowości Aprica, gdzie hotele położone są bardzo blisko stoków. Łącznie znajduje się tam 21 tras narciarskich i 18 wyciągów. Na dostawy śnieżnego puchu zawsze można liczyć w Livigno. Dzięki zróżnicowaniu poziomu trudności tras, frajdę z jazdy odnajdą tam zarówno profesjonaliści, jak i osoby początkujące.

Jeśli chcemy zarezerwować tam noclegi, musimy się spieszyć. W serwisie rezerwacyjnym Booking.com oferty w styczniu i lutym szybko się wyprzedają. Można jednak jeszcze trafić na promocje: za 7 noclegów w Livigno dla 4 osób zapłacimy w granicach 700-1000 euro.

Innym włoskim kierunkiem dla narciarzy jest Piemont. W miejscowości Bardonecchia, tuż przy francuskiej granicy poszusować można na 100 kilometrach tras, pokonać 130 metrową rynnę –tzw. olimpijski half-pipe, albo skorzystać ze śnieżnego parku. Aż 320 km tras na które prowadzi 50 wyciągów znajdziemy także w piemonckim kurorcie Sauze d'Oulx. Za tygodniowy pobyt w tej okolicy zapłacimy 500-1000 euro za cztery osoby.

Kilka lat temu w Polsce z dużą kampanią promocyjną swoich narciarskich walorów wystartował włoski Trydent. Malownicze miasteczka narciarskich regionów takich jak Val di Fiemme lub te u stóp góry Paganella to dobry wybór dla rodzin z dziećmi. Jeśli się pospieszymy, tygodniowy pobyt w tym rejonie zarezerwujemy już od 350 euro (śniadanie wliczone w cenę).

We Włoszech można też skorzystać z oferty największego na świecie ośrodka narciarskiego Dolomiti Superski. To łącznie 1,2 tys. km tras dla narciarzy obsługiwanych przez 450 wyciągów, dostępnych na jednym karnecie. Ceny noclegów zaczynają się od 400 euro, ale im standard pokoju wyższy i im bliżej do stoków, tym droższej. Problemem może okazać się znalezienie miejsca w bardziej popularnych ośrodkach jak np. Cortina d'Ampezzo, gdzie ceny oscylują wokół 2 tys. euro. Warto więc spojrzeć na mapę i znaleźć ośrodek w mniejszej, sąsiedniej miejscowości.

Szybko wyprzedają się także miejsca w kurortach Tyrolu Południowego. Rajem dla narciarzy i snowboardzistów jest np. miejscowość Antholz, a także bogate w ofertę kulturalną średniowieczne miasteczko Bressanone. Za tygodniowy pobyt dla 4 osób także trzeba zapłacić około 500-700 euro.

Na francusko – szwajcarskiej granicy

Turystów kuszą także kurorty we francuskich Alpach. Najbardziej znany miłośnikom białego szaleństwa regionem jest Portes du Soleil. W jego skład wchodzi aż 12 ośrodków, z których osiem znajduje się we Francji, a pozostałe cztery w Szwajcarii. Kompleks tworzy 286 tras narciarskich z 196 wyciągami oraz 30 snowparków. Po stokach możemy szusować na jednym karnecie. Na stronie Portesdusoleil.com możemy dokonać symulacji jego ceny. Dla pary z dwójką dzieci (do 15 lat) 5-dniowy ski-pass kosztuje około 770 euro.

Po francuskiej stronie ceny wahają się w granicach 1 tys. euro za tygodniowy pobyt, ale takich ofert jest już coraz mniej. Jeszcze drożej i ciaśniej jest już po szwajcarskiej stronie „Bram Słońca”. W Champery, Morgins już teraz trzeba wydać ponad 1200 euro, a chętnych nie brakuje. Nie można nie wspomnieć także o szwajcarskim St. Moritz, który uważany jest za najbardziej urozmaicony region sportów zimowych z 350 km tras zjazdowych i 56 wyciągami. Niestety tam noclegi dla rodziny zaczynają się od 1,3 tys. euro.

W połowie stycznia prawie 90 proc. miejsc jest już zarezerwowanych także we francuskim Les Arcs, gdzie ceny kwater startują od 800 euro. To ośrodek, który wraz z Peisey-Vallandry i La Plagne tworzy narciarski kompleks z 420 kilometrami tras. W znanym nie tylko narciarzom Chamonix zajdziemy jeszcze sporo dostępnych w styczniu obiektów, których ceny za tygodniowy pobyt zaczynają się od 500 euro.

W bliskim sąsiedztwie

Nieco bliżej podwoje otwierają ośrodki w Alpach austriackich. Największą liczbą kilometrów tras – aż 305 – pochwalić się może ośrodek Ski Arlberg, natomiast najwięcej wyciągów – 90 – oferuje SkiWelt Widler Kaiser. Na rodzinne wypady szczególnie polecane sa ośrodki Serfaus-Fiss-Ladis, Saalbach-Hinterglemm oraz Flachau.

Niestety w pierwszym z tych kurortów trudno już o wolne miejsca w styczniu i lutym. W kolejnych dwóch pozostało ich naprawdę niewiele i za większość trzeba już zapłacić minimum 1,5 tys. euro. W przypadku Austrii zaoszczędzić możemy więc jedynie na kosztach dojazdu, bo do Flachau jest o ponad połowę bliżej niż we francuskie Alpy.

Z tego też powodu najtańszą zagraniczną opcją wydaje się wyjazd na Słowację. Nic bardziej mylnego. Na Słowacji tanio nie jest już od dawna. Nie chodzi tu jedynie o zmianę waluty na euro, która nastąpiła kilka lat temu, ale o niewielki wybór miejsc, gdzie można poszusować.

Do wyboru jest m.in. Tatrzańska Łomnica z 11 trasami zjazdowymi (łącznie 12 km). Z 9 kilometrów tras i ośmiu wyciągów narciarze mogą skorzystać jeszcze w Szczyrbskim Plesie, a w Tatrach Zachodnich – w stacji narciarskiej Rohacze-Spalena Dolina. Tańsze kwatery (300-500 euro) znajdziemy jedynie w miejscowościach sąsiadujących z ośrodkami.

Ferie pod palmami

Kiedy za oknem mróz wielu kuszą ferie w ciepłych krajach. – Polacy niezmiennie wybierają Egipt, z uwagi na gorący klimat, ale też Wyspy Kanaryjskie zwane wyspami wiecznej wiosny. Od kilku lat coraz większą popularność zyskuje także egzotyka, głównie Kuba, Madagaskar i Dominikana – wymienia Sebastian Nasiłowski.

W ofercie biura TUI można jeszcze znaleźć tygodniowe pobyty dla 4-osobowej rodziny z dwoma posiłkami w Egipcie za 5-6 tys. zł, a na Wyspach Kanaryjskich za 7-10 tys. zł. Z kolei Travel Planet w swojej ofercie ma także Cypr (ok. 4 tys. zł), Maltę (ok. 5 tys. zł), a także Maroko (ok. 6 tys. zł).

Do tych krajów można także polecieć samodzielnie tanimi liniami lotniczymi. Planujących ferie w ciepłym klimacie na pewno zadowoli wiadomość o nowościach w zimowej ofercie lotów z Polski. I tak Ryanair lata już z Krakowa do Marrakeszu, Tel Awiwu i Lizbony a z Poznania do Castellon i Madrytu. Wizz Air zainaugurował loty do Agadiru z Wrocławia, a z Gdańska do Lizbony. Podróżujący z Wrocławia i okolic jako jedyni w Polsce będą mogli polecieć bezpośrednio do Palermo na Sycylii. Na zimę wracają też połączenia sezonowe z lotniska Chopina do Grenoble, Turynu i Werony.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.