Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

E-sport, czyli zmagania graczy w gry wideo – drużynowo lub pojedynczo – to coraz szybciej rozwijający się biznes. Branie udziału w turniejach e-sportowych jest sposobem na zdobycie nagród o sporej wartości. Organizatorzy turnieju w grze „Counter Strike: Global Offensive”, który odbędzie się w marcu tego roku w katowickim Spodku w ramach wydarzenia Intel Extreme Masters, zapowiadają, że pula nagród wyniesie pół miliona dolarów. Oprócz tytułowego Intela sponsorem wydarzenia jest firma HyperX produkująca akcesoria komputerowe.

W największych turniejach na świecie nagrody są wielokrotnie większe. Gracze w „Dota 2” podczas turnieju The International 5 w Seattle rozdzielili między sobą pulę 18 mln dol., z czego ok. 6 mln dol. trafiło do zwycięzców.

W tym turnieju pulę nagród w większości ufundowali widzowie, kupując wirtualne kompendium turnieju, które pozwalało na bieżąco śledzić rozgrywki oraz otrzymać m.in. cyfrową kartę z wizerunkiem jednego z graczy biorących udział w turnieju.

Graj w gry i zarabiaj pieniądze

Najpopularniejsze gry turniejowe, które gromadzą wokół siebie dużą społeczność, to m in. „League of Legends” (LoL), „Defenders of The Ancients 2” (Dota 2), „Starcraft 2”, „Counter Strike: Global Offensive” (CS:GO). Niedawno popularność wśród graczy turniejowych zdobyła drużynowa strzelanka „Overwatch”, która swoją premierę miała w maju 2016 r.

E-sport nie jest zjawiskiem nowym. Już w 1997 r. powstała profesjonalna liga gry „Quake”. Na przełomie stuleci strzelanką, która podbiła serca graczy, został „Counter Strike” (którego kolejne odsłony są podstawą turniejów e-sportowych do dziś) oraz gry takie jak „StarCraft” czy „Warcraft”. Rozwój szybkiego internetu sprawił, że zaczęto organizować coraz więcej turniejów, a te przyciągnęły rzesze widzów.

Za widzami ruszyli sponsorzy, dzięki czemu pule nagród w turniejach również zaczęły rosnąć. Firma Newzoo oszacowała, że w 2019 r. sportem elektronicznym będzie się interesować około 345 milionów osób. Ta sama firma szacuje wartość rynku e-sportowego w tym roku na 696 mln dol., z czego 64 mln to wartość sprzedanych biletów i zakupów towarów powiązanych z drużynami (koszulki, pamiątki).

Ale większość tego rynku stanowią kontrakty reklamowe i sponsorskie. Część z tych kontraktów trafi bezpośrednio do graczy.

Virtus.pro, jedna z najlepszych polskich drużyn w grze „Counter Strike: Global Offensive”, chwali się łącznymi nagrodami w wysokości prawie 2,6 mln dol., co oznacza, że każdy z członków pięcioosobowej drużyny zarobił dotychczas ponad pół miliona złotych. Ponadto, profesjonalne drużyny e-sportowe wypłacają swoim graczom pensje szacowane na kilka tysięcy złotych. Trudno jednak oszacować w tej chwili, jak wiele osób utrzymuje się w naszym kraju z e-sportu.

Jak rozpocząć karierę w tej branży? Najprościej jest zapisać się do jednej z darmowych lig wybranej przez siebie gry, na przykład do ESL czy Polskiej Ligi Esportowej. Na początku można grać amatorsko, a wraz z postępami w naszej grze dostajemy możliwość brania udziału w turniejach w ramach ligi, gdzie możemy czasem wygrywać nagrody. Im lepsi jesteśmy, tym łatwiej o zarabianie na naszej pasji.

Przez kilka ostatnich lat wiek graczy nie był szczególną przeszkodą. Ojciec Filipa „Neo” Kupskiego, jednego z bardziej znanych polskich graczy „Counter Strike: Global Offensive”, w rozmowie z serwisem Antyweb opowiadał, jak jego syn w wieku 16 lat wyjechał na turniej do Seulu, gdzie jego drużyna (złożona z piętnasto-, szesnastolatków) z powodu zmęczenia podróżą nie odniosła sukcesu. Od niedawna profesjonalne ligi wprowadzają ograniczenia wiekowe dla profesjonalnych graczy.

Trenują jak zwykli sportowcy

Gry turniejowe to specyficzna nisza. Dojście do poziomu światowych rozgrywek jest trudne i wymaga ogromnych poświęceń. W praktyce ten rodzaj kariery nie różni się od życia zwykłego sportowca. Gracze mają treningi, wyjeżdżają na zgrupowania, często niewielka kontuzja potrafi wykluczyć z turniejowego grania (na przykład uraz dłoni).

Duża kariera często oznacza konieczność wyjazdu za granicę. Najwięksi sponsorzy to firmy zagraniczne, dla których ważne są największe rynki globalne – sprzedawcy gier czy producenci sprzętu. Wspomniana wcześniej drużyna Virtus.pro, w której grają sami Polacy, została założona w Rosji, a dwa lata temu dofinansował ją jeden z najbogatszych Rosjan – Aliszer Usmanow, właściciel sporego pakietu akcji Arsenalu Londyn.

Pokaż ludziom, jak grasz

Na graniu da się zarobić również w inny sposób, np. pokazując rozgrywkę w internecie. Nie trzeba być profesjonalnym graczem ani speedrunnerem (graczem, który stara się przejść gry w najkrótszym możliwym czasie, wykorzystując często błędy twórców), wystarczy wiedzieć, jak przyciągnąć do siebie publikę na Youtubie, bo to ona najczęściej przekłada się na pieniądze.

Przykładem niech będzie sukces PewDiePie, czyli Felixa Kjellberga, który na koniec zeszłego roku miał blisko 58 mln subskrybentów, pokazując w internecie... swoje reakcje na wydarzenia w grach komputerowych.

Jego gwiazda ostatnio przygasła ze względu na zarzuty o antysemityzm i nawiązywanie do nazistowskiej ideologii (w ramach żartu zlecił on firmie z Indii nagranie filmu, na którym jej pracownicy trzymali transparent z napisem: „Śmierć wszystkim Żydom” – w efekcie należąca do Disneya sieć partnerska rozwiązała z nim kontrakt), jednak wcześniej był najchętniej subskrybowanym youtuberem na świecie.

Jedni z najpopularniejszych youtuberów w naszym kraju – Rezi, Rojo czy Isamu – także nie są profesjonalnymi graczami, mają za to pomysł na przyciągnięcie do siebie widowni. Każdy z nich zebrał powyżej miliona subskrybentów, czyli osób, które chcą być powiadamiane o ich nowych filmach.

zarobki youtuberowzarobki youtuberow 

W sieci istnieją specjalne serwisy, które pozwalają na transmisję rozgrywki na żywo (taka transmisja nazywa się streamem). Najpopularniejszym z nich jest w tej chwili Twitch.tv. Inne znane to Smashcast czy choćby Youtube, który również pozwala na transmisje na żywo.

Jak można na tym zarobić? Na trzy sposoby. Po pierwsze, użytkownik, który chce być informowany o streamach, może subskrybować kanał danego twórcy. Dostaje wówczas również często możliwość korzystania z dodatkowych ikonek na czacie (może się w ten sposób komunikować z grającym i jest lepiej widoczny) czy brania udziału w konkursach organizowanych przez twórcę kanału.

W przypadku Twitcha takie subskrypcje są płatne – 4,99 dol. miesięcznie. Gracz dostaje połowę tej kwoty. Dobrze zarabiający streamerzy mają w naszym kraju blisko 200-300 subskrypcji, co przełożyć się może na miesięczną wypłatę 2-3 tys. zł. Żeby mieć możliwość dostawania pieniędzy z subskrypcji, nasza widownia musi być w miarę stała, powinniśmy przeprowadzać minimum trzy transmisje w tygodniu i złożyć wniosek o rozpoczęcie współpracy z platformą (nie wszystkie wnioski są akceptowane).

Zarobki zależne od widowni

Streamerzy dostają często również pieniądze z reklam, zarówno tych wyświetlanych przez serwis, jak i indywidualnych kontraktów reklamowych. Tu trudno mówić o konkretnych zarobkach – sporo zależy od wielkości społeczności stworzonej przez twórcę i tego, z jakimi firmami podejmie współpracę.

Ważne jest też to, ilu spośród jego widzów korzysta z Adblocka (programu, który blokuje wyświetlanie reklam na stronach internetowych). Streamerzy mogą dostawać pieniądze albo na zasadzie stałej opłaty za reklamowanie określonych produktów, albo po prostu procent od sprzedaży danego produktu – widz korzysta ze specjalnego kodu zniżkowego, dzięki czemu reklamodawca wie, kto namówił widza do zakupów.

Możliwe jest również bezpośrednie wsparcie danego streamera przy użyciu tzw. dotacji. Oglądający stream może poprzez szybki przelew wesprzeć ulubionego twórcę finansowo. Zarobki popularnych streamerów wynoszą od kilkuset do kilkadziesięciu tysięcy złotych. Jarosław „Pasha” Jarząbkowski (znany gracz w „Counter Strike’a”) podczas swojego streamu otrzymał od jednego z widzów... 15 tys. dol.

To nie jest sposób na łatwe życie dla każdego

E-sport oraz kariera na rynku internetowym (streamerów, youtuberów) ma jedną zbieżną cechę z tradycyjnymi pomysłami na życie. Pieniądze pozwalające utrzymywać się z tej działalności zarabia stosunkowo nieliczne grono najlepszych i najpopularniejszych jej uczestników. Tak jak trzeba być dobrym lekarzem, prawnikiem czy finansistą, by otrzymywać wielokrotność średniej krajowej, tak samo, by opływać w dostatki, trzeba znajdować się w niewielkim procencie najlepszych w e-sporcie lub w branży streamerów.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.