Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Forum internetowe dla sprzedawców. Opowiada pan Janusz: „Dzwoni do mnie wczoraj zdenerwowany klient i ma pretensje, że wysłałem mu pas bezpieczeństwa do seata zamiast do suzuki. Podczas rozmowy mówi - bardzo zły! - że nie ma opcji, że to do suzuki, bo to jest do seata. Bardzo zdziwiony tłumaczę mu, że jest marna szansa na taką pomyłkę, zwłaszcza że nie sprzedaję części do seata, aczkolwiek informuję go o możliwości zwrotu oraz zwrotu pieniędzy za przesyłki w dwie strony, jeżeli wina leży po mojej stronie. Czekam na paczkę od klienta, aby jak najszybciej to zweryfikować, otwieram oryginalne pudełko suzuki, wyjmuję oryginalny pas suzuki i widzę na metce od pasa: SEAT BELT"

Kiedy wszyscy się już pośmiali, nieśmiało zauważę, że stwierdzenie: „Klient ma zawsze rację” jest ostatnio  nieco nadużywane. Kupujemy i myślimy, że ujdą nam na sucho wszelkie harce.

Klient nie zawsze ma rację

Otóż klient nie ma zawsze racji, czasami się myli i pies to trącał, jeśli ktoś tylko czegoś nie doczytał albo nie zna angielskiego, jak w przykładzie o cottonie z początku tego tekstu.

Czasami jednak ktoś robi awanturę, jeszcze zanim dokładnie produkt obejrzy. Tak jak klientka, która zamówiła szybę ochronną do telefonu, a następnie długo się kłóciła z obsługą sklepu, że zamówiła białą, a dostała czarną.

Sklep przeprosił, wysłał nowy egzemplarz, a po dostawie sprzedawcę spotkała ta sama (tylko ostrzejsza) awantura. Co się okazało? Klientka nie wyjęła towaru z opakowania (którego jedna strona była czarna).

Coraz częściej klient usiłuje zrobić sprzedawcę na szaro tak, że aż dym idzie. Tu triki są przeróżne.

Najpopularniejszy to ten pod tytułem: kupuję, aby dostać gratis, a później zwracam.

I tak na Allegro do niektórych transakcji dołączane są wirtualne monety. Klient je dostaje, jeśli kupi dany przedmiot. Jedna moneta to odpowiednik jednego złotego, można je wykorzystać w kolejnych transakcjach. Sprzedawca: „My tu harujemy, żeby sprostać coraz bardziej rygorystycznym wymaganiom Allegro, natomiast kupujący następnego dnia po zakupie odstąpił od umowy i ma 27 zł z monet Allegro”. Jest więc do przodu o 27 zł.

Popularne jest też: kupuję, używam, rozmyślam się, a następnie żądam oddania pieniędzy. Bardzo często tak się dzieje z ubraniami, które klienci kupują, zakładają na imprezę a później zwracają. Sklep staje się wówczas wypożyczalnią.

Kto za to płaci? Pan, pani, społeczeństwo...

Część klientów posuwa się wręcz do oszustwa.

Sprzedawca 1: „Niedawno dostaliśmy zwrot routera w nowej obudowie, z wymienionymi wnętrznościami – płytka po uderzeniu pioruna, wszystko spalone... Ale obudowa nówka sztuka, zgadzały się numery seryjne itd. Ludzie nie mają żadnych zahamowań”.

Sprzedawca 2. Również zwrot, ale kamery.

„Po rozpakowaniu paczki okazało się, że kamera jest w fatalnym stanie technicznym. Po bliższym sprawdzeniu (numer seryjny) okazało się, że klient odesłał identyczny typ kamery, ale zakupiony w lipcu 2016 roku! (model nadal jest produkowany). Oczywiście towar odesłany w pudełku od nowej kamery”.

Doszło do tego, że sprzedawcy każde pakowanie paczki rejestrują na wideo, aby mieć dowód, co wysłali.

Ktoś w ostatecznym rozrachunku za to wszystko płaci. Tak, jesteś to ty, uczciwy kliencie.

A tak w ogóle: zanim zgłosisz jakiś problem, zanim urządzisz awanturę, sprawdź najpierw, czy aby na pewno masz rację.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.