Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Klaudia z Rzeszowa w warszawskim akademiku wytrzymała miesiąc.

Zaczęło się od współdzielenia kuchni i łazienki. - Nie mogłam uwierzyć, że młodzi, wydawałoby się, aspirujący do czegoś ludzie, mogą zostawiać po sobie taki bałagan. Nie byłam w stanie niczego ugotować, kuchenka była tak zabrudzona, że trudno było nawet przy niej stać, by nie mieć mdłości. Naczynia wypadały ze zlewu, garnków wiecznie brakowało. Korzystanie z toalety, zwłaszcza w weekend, porównać można do korzystania z toalet miejskich. Trudno wejść, smród zwala z nóg – wspomina.

Pas powiedziała jednak w momencie, kiedy zobaczyła w pokojach karaluchy.

- Stwierdziłam, że to nie dla mnie. Zatrzymałam się kilka dni u koleżanek i zaczęłam szukać mieszkania do wynajęcia – opowiada.

Nie jest jedyna.

Studenci opuszczają domy

Z danych GUS wynika, że pod koniec 2018 roku w polskich uczelniach kształciło się 1,2 mln osób. W tym samym czasie dostępne były 484 akademiki, które oferowały zaledwie 126 tys. łóżek. Domy studenckie zaspokajają więc potrzeby mieszkaniowe niewielkiego odsetka osób na wyższych uczelniach.

– Nie wiadomo dokładnie, ilu studentów poszukuje jakiegoś lokum na studia, a ilu mieszka w czasie nauki w domu rodzinnym, ale jeśli się przyjmie na podstawie ubiegłorocznego badania sondażowego przeprowadzonego przez serwis Domiporta, że tych ostatnich jest 24 proc., można szacować, że publiczne akademiki zaspokajają potrzeby mieszkaniowe niespełna 14 proc. studentów – mówi Bartłomiej Baranowski, analityk rynku nieruchomości w Domiporta.pl.

Pomimo tak małej liczby miejsc w domach studenckich z roku na rok nieobsadzonych jest coraz więcej łóżek.

– W roku akademickim 2017/18 obłożenie pokoi ogółem wyniosło niecałe 76 proc. i to pomimo zmniejszającej się liczby domów akademickich – zauważa Baranowski.

Obłożenie zależy od miasta i akademika

Wyjątkiem jest Lublin. Jak informuje Aneta Adamska, rzecznik prasowy Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, każdego roku zapełniane są wszystkie miejsca w domach studenckich.

Ale już w sześciu akademikach należących do Uniwersytetu Warszawskiego 25 września tego roku na 2,5 tys. miejsc zakwaterowanych było 1,3 tys. osób.

Wolnych miejsc zapewne będzie dużo mniej. Ale będą. Tak jak w ubiegłym roku, gdy na 2,5 tys. miejsc zajętych było tylko 2,3 tys.

Miejsca zwalniają się też w miarę upływu roku. I tak akademiki Uniwersytetu Jagiellońskiego mają teraz pełne obłożenie. To się zaraz zmieni.

W ubiegłym roku już na koniec grudnia z dostępnych 2,9 tys. miejsc zajętych było tylko 2,2 tys.

Jeśli studenci zrezygnują z miejsca, zwalniają je dla kolejnej osoby. Obecnie często akademik można dostać przez cały rok, trzeba się tylko kontaktować z Biurem Spraw Studenckich i wypełnić wniosek.

Studenci grają na przeczekanie

Skąd się biorą różnice w obłożeniu akademików na początku semestru i na jego koniec?

To tłumaczy Damian, student drugiego roku dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim.

Miejsce w akademiku dostał już drugi raz, jednak podobnie jak rok temu zamierza pomieszkać w domu studenckim najwyżej do końca roku. – Akademik to dobre miejsce do przeczekania szaleństwa cenowego na rynku najmu. Już od wakacji ceny stancji szybują, trudno znaleźć coś w rozsądnej cenie. Pod koniec roku sytuacja się normuje i łatwiej o atrakcyjne cenowo miejsca w pokoju – twierdzi.

Studenci rozczarowani są również standardem takich obiektów. Jest lepiej, i to dużo, w porównaniu z czasami realnego socjalizmu, ale...

- Doskwiera im natłok ludzi w ich życiu prywatnym – twierdzi Adam Zamczała, rzecznik prasowy Niezależnego Zrzeszenia Studentów.

Przeszkadzają kolejki do łazienek, kuchni, wszechobecny bałagan.

– Problem brudu jest szczególnie dotkliwy pod koniec weekendu albo w poniedziałkowe poranki, ponieważ akademiki najczęściej czyszczone są tylko w dni robocze – wymienia Zamczała.

W wielu polskich akademikach swoją obecność mocno zaznaczyły prusaki i karaluchy. W wakacje niektóre obiekty są odpluskwiane.

Wśród żaków UW opowiadano historię jednej ze studentek, która do Polski przyjechała z Czech.

Wyprowadziła się już drugiego dnia. Podobnie jak wspomniana na początku tekstu Klaudia z Rzeszowa przez karaluchy, a właściwie wystarczył jeden.

Zobaczyła go na swojej szczoteczce do zębów.

Kusząca cena

O ile warunki mieszkaniowe odstraszają, o tyle cena przyciąga. Miesięczny koszt pobytu w akademikach Uniwersytetu Warszawskiego waha się od 315 do 670 zł od osoby. Najtańsze są miejsca w pokoju dwuosobowym, najdroższe pokoje jednoosobowe.

UMCS oferuje pokoje w cenie od 325 do 640 zł. W akademikach należących do Uniwersytetu Jagiellońskiego trzeba zapłacić 420-440 zł.

Przy rosnących cenach najmu pobyt w domach studenta może się więc wydawać atrakcyjny. Przykładowo, za wynajem pokoju w Warszawie trzeba zapłacić nawet 900 zł, w Lublinie 600 zł, a w Krakowie 800 zł.

– Najchętniej wybierane przez studentów mieszkania dwupokojowe zdrożały w większości miast akademickich. Ceny najmu wzrosły najbardziej w Olsztynie, Toruniu i Łodzi - wzrost, licząc rok do roku, wyniósł w tych miastach powyżej 10 proc. – mówi Bartłomiej Baranowski z Domiporta.pl.

A może prywatny akademik

Analityk zauważa jednak, że są miasta, w których ceny najmu spadły. – Dobre informacje dla studentów płyną z takich miast jak: Poznań, Kielce i Rzeszów – ceny najmu w tych ośrodkach miejskich spadły nawet o ponad 6 proc. w skali roku – zauważa. Przyczyną, jak twierdzi, może być zmniejszająca się liczba studentów, która wymusza na właścicielach nieruchomości obniżki cen i walkę o najemcę, bądź rosnąca konkurencja w postaci prywatnych akademików.

embed

Tych z każdym rokiem przybywa. Z raportu „Rynek prywatnych akademików w Polsce” przygotowanego przez firmę Metropolitan Investment zajmującą się inwestycjami na rynku nieruchomości wynika, że w naszym kraju działa około 100 takich domów studenckich. Oferują one łącznie 6,5 tys. miejsc dla żaków. Najwięcej tego typu obiektów jest zlokalizowanych w województwie mazowieckim. Na drugim miejscu plasuje się województwo wielkopolskie, z udziałem 14,4 proc. w ogólnej liczbie prywatnych akademików w Polsce, a tuż za nim łódzkie (11,3 proc.).

Ceny najmu pokoi w prywatnych akademikach, podobnie jak na rynku publicznych domów studenckich, charakteryzują się dużą rozbieżnością. Poza standardowymi pokojami jedno-, dwu- i trzyosobowymi (od 19 do 29 m kw.) są tam też pokoje typu studio bądź apartamenty. Te ostatnie mają powyżej 40 m kw., a studenci mają tam do dyspozycji prywatną kuchnię i łazienkę.

Jak wynika z raportu Metropolitan Investment, średni poziom cen za pokój jednoosobowy utrzymuje się na poziomie 880 zł za miesiąc, a za miejsce w pokoju dwuosobowym 620 zł za miesiąc.

Ceny apartamentów dochodzą do niemal 2 tys. zł za miesiąc.

Pomimo wysokich  cen prywatne domy studenckie nie mogą narzekać na brak chętnych. We wrocławskim akademiku LAS na ten moment wszystkie dostępne pokoje są zajęte.

LAS oferuje 97 mikroapartamentów. Za pokój jednoosobowy trzeba zapłacić w granicach 1550-1650 zł. Do tego dochodzi 350 zł za opłaty. Pokój 6-osobowy kosztuje 925 zł plus 325 zł opłat za osobę.

Rynek ma potencjał

Z szacunków firmy doradczej Savills wynika, że do 2021 roku w Polsce może przybyć nawet 10 tys. miejsc do spania w akademikach prywatnych, co oznacza wzrost podaży o 150 proc. w ciągu zaledwie trzech lat. Inwestorzy celują nie tylko w polskich, ale także zagranicznych studentów.

embed

Aby ich przyciągnąć, dokładają atrakcyjne powierzchnie wspólne.

Siłownie, pralnie, sale kinowe, a nawet jacuzzi na dachu – taką niespodziankę przygotował dla żaków akademik LivinnX Kraków. W obiekcie znajduje się także sala telewizyjna, pokój do jogi, strefa artystyczna, sauna i strefa nauki.

W BaseCamp Łódź jest 15 wspólnych kuchni, 5 pokoi cichej nauki, pralnia, siłownia oraz sklep spożywczy. Do tego parking podziemny.

Akademik wkrótce planuje otwarcie restauracji i klubu.

Perspektywy dla rynku prywatnych akademików są bowiem bardzo dobre. Studenci nie odwracają się od akademików, odwracają się raczej od warunków panujących w publicznych placówkach. Prywatne domy studenckie są tańsze niż wynajęcie mieszkania, a do tego oferują coś więcej – zapewniają prywatność w pokojach jednoosobowych i integrację we wspólnych przestrzeniach do nauki czy spędzania wolnego czasu. Tym mogą wygrać z właścicielami wynajmującymi mieszkania.

Napisz do nas: Interwencje@wyborcza.biz

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.