Bój Krafta, producenta słynnej czekolady Milka, Alpen Gold i Toblerone, o przejęcie Cadbury znanego z Dairy Milk, od blisko pięciu miesięcy emocjonował giełdy. Było to rzadko spotykane "wrogie przejęcie". Kraft chciał zawładnąć konkurentem wbrew woli jego władz i akcjonariuszy.
Pod koniec sierpnia zeszłego roku prezes Krafta Irene Rosenfeld zaproponowała szefowi Cadbury Rogerowi Carrowi, że kupi jego firmę. Zaoferował 755 pensów za akcję, czyli ok. 17 mld dol. za całą firmę. Carry odmówił. Koncern Cadbury postanowił się bronić przed najeźdźcą, wykazując, że ma tak dobre perspektywy rozwoju, iż nie powinien wpaść w ręce "słabo rozwijającego się konglomeratu", jak sam Carry nazwał Krafta.
Pod koniec roku cena akcji Cadbury na giełdzie londyńskiej przekroczyła 800 pensów, bo pojawiły się spekulacje, że do walki może włączyć się ktoś trzeci i przebić ofertę Krafta. Chodziło o włoskiego producenta słodyczy Ferrero lub amerykańskiego Hersheya.
Cadbury poddał się dopiero we wtorek, gdy Kraft podwyższył swoją ofertę aż do 840 pensów, co wartość fuzji podniosło do kwoty 19,5 mld dol. I choć oficjalnie obwieszczono, że po osiągnięciu porozumienia między właścicielami będzie to przyjazne przejęcie, to na giełdach nikt nie ma wątpliwości, że faktycznie powiodło się największe w branży "wrogie przejęcie". W ten sposób po 186 latach straciła samodzielność rodzinna firma założona w angielskim Birmingham przez Johna Cadbury'ego, który w swoim małym sklepiku handlował kakao i sprzedawał czekoladę do picia, by odciągnąć klientów od alkoholu.
Po połączeniu Krafta i Cadbury powstanie największy producent słodyczy na świecie. Ponieważ to Kraft jest przejmującym, natychmiast pojawiły się obawy o utrzymanie 45 tys. miejsc
pracy w zakładach Cadbury na świecie. Tylko w Wlk. Brytanii i Irlandii koncern zatrudnia w ośmiu fabrykach 5,6 tys. osób. Na wieść o fuzji premier Wlk. Brytanii Gordon Brown obiecał zrobić wszystko, by bronić miejsc pracy.
Fuzja ma ogromne znaczenie także dla rynku słodyczy w Polsce. Obydwa koncerny grają u nas pierwsze skrzypce na rynku czekolady. Cadbury kupił ponad dziesięć lat temu słynnego Wedla od koncernu Pepsico, Kraft zaś ma w ofercie swoje czekolady na czele z Milką. Komisja Europejska, obawiając się zmonopolizowania polskiego rynku słodyczy przez połączone firmy, zaleciła Cadbury sprzedaż interesu w naszym kraju, gdzie na półkach sklepowych Alpejskie Mleczko (Kraft) konkuruje z Ptasim Mleczkiem (Cadbury-Wedel), a Milka (Kraft) z czekoladami Wedla. Szczególne zagrożenie monopolem było na rynku czekolady. Dlatego polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów sugerował Komisji, by Cadbury sprzedał Wedla. Kto teraz go kupi?
- Wartość transakcji byłaby tak duża, że nie przypuszczam, aby jakakolwiek z firm działających na polskim rynku cukierniczym potrafiła zgromadzić odpowiedni kapitał. Chodzi o 150-200 mln euro. Dlatego najprawdopodobniej Wedel teraz na kilka lat trafi w ręce inwestorów finansowych - powiedział "Gazecie" były prezes ZPC Mieszko Marek Moczulski. Jego zdaniem kupno Wedla jest dobrym interesem dla potencjalnego nabywcy, bo marka jest świetnie znana i ma ogromny potencjał.
Poza Wedlem na rynku słodyczy są dwie duże giełdowe spółki - Jutrzenka i Wawel. Obecnie wartość rynkowa całej Jutrzenki wynosi ok. 650 mln zł, a Wawelu - 350 mln zł. Czy skuszą się i złożą ofertę Cadbury?
- Wawel byłyby zainteresowany, ale nas nie stać na taką transakcję. Szacuję, że chodzi z grubsza o miliard złotych - powiedział nam prezes giełdowego ZPC Wawel Dariusz Orłowski. - Wedel to silna, ale lokalna marka i trudno go będzie sprzedać komuś dużemu z branży z zagranicy. Poza Kraftem i Cadbury liczy się na naszym rynku np. Nestlé, ale oni mieli u nas Goplanę i przecież ją sprzedali. Dwa razy się nie wchodzi do tej samej rzeki. Największe szanse na kupno Wedla daję inwestorom finansowym - mówi prezes Orłowski.
Właściciel Jutrzenki przebywa obecnie na urlopie i nie chciał się wypowiadać na temat Wedla.