- Moja znajoma, lat 72, która nigdy w życiu nie miała długów, zaległości, gdy dostała pismo od fiskusa, myślała, że zemdleje. No bo skąd ona ma nagle wziąć 3 tys. zł, ledwo jej na życie wystarcza. Zaczęła płakać i powtarzać: „Przyjdzie komornik i zabierze mi mieszkanie” - opowiada pani Maria, która postanowiła pomóc emerytce.

- Na początku myślałam że to jakiś oszust podszywa się pod urząd skarbowy. Dzwonię więc do skarbówki i mówię: „Ktoś próbuje wyłudzić pieniądze od starszych ludzi". Ale usłyszałam że pismo wysłał nie żaden oszust, ale prawdziwy... urząd skarbowy. Zdębiałam.

Urzędniczka nic więcej nie chciała jednak powiedzieć. Dopiero gdy pani Maria zaczęła opowiadać o trudnej sytuacji materialnej swojej znajomej, pracownica podała jej prywatny numer komórki, na który pani Maria miała zadzwonić. Gdy to zrobiła, urzędniczka oświadczyła konspiracyjnym tonem:

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej